Nowa guwernantka chciała zrozumieć, dlaczego córka właściciela nocami szlochała w swoim pokoju. Ale kiedy weszła do sypialni nastolatki…

Starając się nie robić najmniejszego hałasu, dwudziestosiedmioletnia Elżbieta Andriejewna Malinkina ostrożnie ruszyła korytarzem w stronę pokoju Alissy, czternastoletniej córki właściciela domu. Musiała sprawdzić, czy dziewczyna wreszcie zasnęła, aby sama mogła choć trochę odpocząć.

Lisa pracowała już od dwóch tygodni w domu miliardera Woropajewa, zastępując swoją starszą siostrę Antoninę, która nagle zachorowała podczas urlopu. Lisa musiała pilnie przejąć jej obowiązki. Ta praca była dla rodziny niezwykle ważna: pensja była znacznie wyższa niż cokolwiek, na co mogliby liczyć w swojej okolicy. Antonina miała dwoje dzieci: czternastoletnią Marinę i małego Wanię, który miał sześć lat.

Praca nie była skomplikowana: należało po prostu utrzymywać dom w porządku i, na ile to możliwe, unikać spotkań z właścicielami. Było jednak jedno „ale”: w dni, kiedy Aleksiej Woropajew i jego narzeczona Angelika byli nieobecni, Elżbieta musiała nocować w rezydencji.

Aleksiej Anatoliewicz miał córkę, Alissę, i właśnie w takie wieczory dziewczyna zostawała sama w ogromnym domu. Dom dla personelu znajdował się na drugim końcu posiadłości.

Już na schodach Lisa usłyszała płacz. Spojrzała na zegarek: była trzecia nad ranem.

— Co to znowu? Ona znowu płacze… To zaczyna być dziwne — mruknęła do siebie.

Zdecydowana młoda kobieta zapukała do drzwi. Chciała zrozumieć, co się dzieje. Była przekonana, że wydarzyło się coś poważnego. W końcu, jeśli życie tej nastolatki było takie złote, dlaczego każdej nocy płakała?

Jej siostra stanowczo ją ostrzegała:

— Nigdy nie pokazuj się właścicielom.
 

Ale Malinkina mimo wszystko postanowiła wejść. Zamiast stać i nasłuchiwać pod drzwiami, mocno je otworzyła i weszła do pokoju.

— Co ty tu robisz?! Kto ci pozwolił wejść? Wynoś się natychmiast! Wzywam ochronę! — krzyknęła Alissa, rzucając w pokojówkę poduszką.

Lisa złapała ją w locie i natychmiast odrzuciła, trafiając córkę pana domu prosto w głowę.

— Jak śmiesz?! Powiem ojcu i zostaniesz zwolniona! — zawołała oburzona dziewczyna.

— Niech mnie zwolni, wszystko mi jedno — odpowiedziała Lisa z nutą sarkazmu. — Nie da się u ciebie żyć. Nawet w nocy nie ma spokoju. Ktoś cały czas płacze. Wiesz może kto? Ach, tak — to ty. Może tata nie zdjął dla ciebie z nieba odpowiedniej gwiazdy albo złamałaś sobie jeden ze swoich sztucznych żelowych paznokci?

Alissa wybuchnęła płaczem.

— Nic nie rozumiesz! Gdybyś tylko wiedziała, przez co przechodzę!

— Rozumiem. To piekło — przytaknęła Lisa. — Gdyby w wieku czternastu lat wożono mnie do szkoły samochodem z kierowcą, pewnie też bym płakała.

— Dlaczego? — zapytała dziewczyna, zdziwiona.

— Po szkole chodziliśmy pływać, jesienią zbieraliśmy grzyby, czasem szliśmy do kawiarni na lody. A ty? Nikt do ciebie nie przychodzi. Nie masz z kim porozmawiać.

Malinkina skierowała się do drzwi, ale Alissa ją zatrzymała.

— Jak zdobywa się przyjaciół? Ja nie mam żadnych.

— Żadnych? — zapytała kobieta, zaskoczona.

— Żadnych. Kiedyś miałam mamę, ale potem moi rodzice się rozwiedli. Wysłano mnie na naukę za granicę. Tam zachorowałam, a ojciec sprowadził mnie z powrotem.

— Dlaczego mieszkasz z ojcem, a nie z matką? — zapytała Lisa, czując znajomy ból.

— Mama nie chce mnie już widzieć. Ma nowe życie, nowego męża, małe dzieci.

— Sama ci to powiedziała?

— Nie. Dawno jej nie widziałam. To ojciec mi tak mówi — westchnęła Alissa.

— Co za idiota z twojego ojca — wyrwało się Elżbiecie. — Tylko egoista powiedziałby coś takiego własnemu dziecku.

— Mówiłaś o mnie? — rozległ się głos od strony wejścia.

Obie zamarły. Do pokoju wszedł mężczyzna po trzydziestce.

— Tato, już wróciłeś? — wyjąkała dziewczyna, chowając się pod kołdrą.

— Przestań nazywać Angelikę pieskiem salonowym — powiedział Woropajew suchym tonem, po czym zwrócił się do Lisy. — Kim jesteś i co robisz w pokoju mojej córki?
 

— Jestem pokojówką. Chciałam tylko sprawdzić, czy śpi — odpowiedziała Lisa niezręcznie.

— Ostrzegano cię: tutaj się nie wchodzi. Masz słuchać pod drzwiami. W razie potrzeby budzisz Tamarę Pietrownę, ale nie wchodzisz tutaj.

— Tak, ostrzeżono mnie — spuściła wzrok, nie chcąc skompromitować Alissy.

— Jesteś zwolniona — powiedział chłodno Aleksiej, podchodząc do łóżka córki.

Lisa stała bezradnie, nie wiedząc, co robić. Poczuła się upokorzona i zaniepokojona tym, jak wyjaśni wszystko Antoninie.

Woropajew odwrócił się.

— Nadal tu jesteś? Wyjdź. Jesteś zwolniona.

— Tato, nie, to nie jej wina — błagała Alissa. — To ja poprosiłam ją, żeby przyszła. Miałam koszmar.

— Dobrze, tym razem przymknę na to oko. Ale jeśli jeszcze raz zobaczę cię przy mojej córce, nie będziesz miała żadnego usprawiedliwienia.

Lisa szybko wróciła do swojego pokoju. Co za szaleństwo! Prawie naraziła pracę siostry. Od tej pory miała unikać zbliżania się do Alissy.

Zasypiając, Lisa myślała o swojej starszej siostrze, Antoninie Griniewej. Dla niej zawsze była najdroższą osobą na świecie. Dzieliło je osiem lat różnicy.

Pamiętała czasy, gdy ich ojciec jeszcze żył, kiedy byli dużą, zżytą rodziną, a matka troszczyła się o nich wszystkich. Potem ojciec zachorował. Trafił do szpitala w mieście i nigdy już nie wrócił.

Matka długo płakała, a potem zaczęła pić. Lisa miała wtedy trzynaście lat. Nie chciała mieszkać z matką i jej nowym mężem, Jurijem Żukowem, więc ciągle uciekała do starego domu ojca. Sprowadzano ją siłą, ale ona znowu uciekała.

Pewnego razu Lisa wsiadła do pociągu i odjechała trzysta kilometrów. Policja ją odnalazła i przywiozła z powrotem. Wtedy po raz pierwszy interweniowały służby opieki nad dziećmi.

Antonina, która właśnie urodziła swoją pierwszą córkę, Marinę, postanowiła zabrać siostrę do siebie.

— Sasza, weźmiemy Lisę? Inaczej całkiem się pogubi — powiedziała do męża.

— Dobrze. Ale dasz sobie radę z niemowlęciem i nastolatką? Poza tym często wyjeżdżam w delegacje — odpowiedział Aleksander, który pracował jako pilot śmigłowca.

Uwielbiał niebo, ale dla Toni zgodził się spędzać więcej czasu w domu, choć nigdy całkowicie nie zrezygnował z lotnictwa.

Tak więc Antonina żyła, zawsze martwiąc się, gdy jej mąż był na misji. Ale ocaliła siostrę od trudnych warunków w domu matki. Natalia Jegorowna, ich matka, nie sprzeciwiała się temu — pragnęła wolności, a Lisa sprawiała zbyt wiele kłopotów.

Oddając młodszą córkę starszej, matka odetchnęła z ulgą i zanurzyła się w swoim beztroskim życiu. Lisa miała szczęście — u Antoniny znalazła ciepło, uwagę i wsparcie.
 

Stopniowo dziewczyna doszła do siebie. Stała się spokojniejsza, poprawiła wyniki w szkole i odzyskała chęć do życia. Po lekcjach wracała do domu nie tylko po to, by odrabiać zadania, ale także by pomagać siostrze.

Lisa nie odwiedzała już matki, choć ta mieszkała zaledwie kilka ulic dalej. Rana była zbyt głęboka. Wieczorami często jednak płakała, myśląc o ojcu — najdroższej osobie, którą straciła.

Ukończyła liceum ze srebrnym medalem i bez problemu dostała się na uniwersytet. Po studiach prawniczych została prawniczką, a po trzech latach dołączyła do adwokatury.

Młoda Malinkina szybko zdobyła opinię obiecującej i kompetentnej prawniczki. Koledzy i profesorowie przepowiadali jej wielką przyszłość. Decydującą rolę w jej karierze odegrał Naum Jakowlewicz Goldman — jeden z najlepszych adwokatów w regionie, który stał się dla Lisy nie tylko mentorem, ale też kimś bliskim.

Naum Jakowlewicz miał córkę, ale zerwali kontakty — rodzina Goldmanów wyemigrowała do Kanady po rozwodzie. Pozostawszy w Rosji, uważał Lisę za swoją duchową córkę. Dla wielu był legendą — prawdziwym geniuszem prawa.

Lisa doskonale to rozumiała i czuła się zaszczycona, mogąc uczyć się od takiego mistrza. Jedynym smutkiem w jego życiu była samotność. A Malinkina stała się dla niego wsparciem. Szczególnie poruszało Lisę to, że fizycznie przypominała jego córkę, przez co otrzymała od niego czuły przydomek „moje dziecko”.

Poznali się, gdy Lisa miała szczęście zostać jego stażystką. Nawet po rozpoczęciu samodzielnej kariery utrzymywała z nim relację pełną zaufania, nadal pomagając mu niemal jak członek rodziny.

— Nigdy pana nie opuszczę, Naumie Jakowlewiczu. Nawet pan na to nie licz! — mówiła Lisa, wioząc starszego mężczyznę na działkę.

— Moje dziecko, mogłem pojechać sam. Po co przyjechałaś dziś rano?

— Proszę się ubrać i nie dyskutować. Czekam w samochodzie. Gdzie są pana rzeczy?

— Sam poniosę walizki. W końcu nadal jestem mężczyzną. Czy może mam je połknąć? Poczekaj, zaraz wracam. Będziesz miała jeszcze czas mnie skarcić — mruknął, ukrywając uśmiech.

Takie rozmowy często odbywały się między nimi — dwojgiem ludzi, którzy stali się sobie bliżsi niż prawdziwi krewni. Naum Jakowlewicz posunął się nawet do zmiany testamentu, zapisując połowę majątku Lisie. Ona nic o tym nie wiedziała i wcale nie interesowały jej pieniądze.

Dla Elżbiety najcenniejsze było to, że miała tego człowieka obok siebie. Przy Goldmanie odnajdywała spokój i poczucie bezpieczeństwa — uczucie, które znała tylko z dzieciństwa, gdy żył jej ojciec.

Stary adwokat z kolei nie wyobrażał już sobie życia bez Lisy. Bał się dnia, w którym odejdzie — wyjdzie za mąż, założy rodzinę. Przeżył rozłąkę z własną córką, ale drugi raz by tego nie zniósł. Nigdy jednak o tym nie mówił.
 

Robił dla Lisy plany: że wyjdzie za mąż, będzie miała dzieci i zostanie najlepszą adwokatką w kraju. Siebie stawiał dopiero po tym wszystkim.

Rozstawali się tylko raz do roku — podczas wakacji, kiedy Lisa jechała odwiedzić siostrę. Antonina zrobiła dla niej tak wiele, że Lisa chciała się jej odwdzięczyć — pomagać, być obecna, oddać choć odrobinę tego, co sama otrzymała.

Chociaż Lisa mogła sobie teraz pozwolić na każdą podróż, zawsze wybierała dom siostry. To był jej sposób, by podziękować i spędzić czas z bliskimi.

Często proponowała Toni, by przeniosła się do miasta, wynajęła duże mieszkanie, pracowała i razem wychowywały dzieci. Ale Antonina odmawiała. Czekała na męża — Aleksandra Griszyna, pilota śmigłowca, który zaginął pięć lat temu podczas wypadku na misji. Jego ciała nigdy nie odnaleziono, a oficjalnie uznano go za zmarłego.

Ale Tonia w to nie wierzyła.

— Nie wyjadę stąd, Lisa. A jeśli Sasza wróci? Jak znajdzie nas w mieście?

— Zostawimy kartkę z adresem — żartowała Lisa, choć serce miała ciężkie.

Podziwiała siłę i wierność siostry, ale w głębi duszy było jej jej żal — lata mijały, życie toczyło się dalej, a Tonia wciąż czekała.

Siemion Kraczkow od dawna prosił ją o rękę, ale ona odmawiała.

— Jak mogłabym wyjść za mąż drugi raz, skoro mój mąż żyje? Nigdy nie znaleźli jego ciała — on wróci.

Tak właśnie rodzina Griszynów żyła na wsi. Kiedy Marina, córka Antoniny, skończyła liceum i wyjechała uczyć się do miasta, Lisa zajęła się siostrzenicą. Do tego czasu przyjeżdżała na święta, weekendy i zawsze spędzała z nimi wakacje.

To właśnie podczas jednej z takich wizyt potrzebna była pilna pomoc. Od trzech dni Antonina cierpiała, ale nie mogła sobie pozwolić na przerwanie pracy. Pracowała jako pokojówka u miliardera Woropajewa.

Bogaci lubili mieszkać na wsi — kupowali ziemię i budowali domy. Personel zatrudniano na miejscu. Wieś była blisko, a do pracy można było dojechać rowerem w dziesięć minut.

Dlatego Lisa łatwo dogadała się z pozostałymi pracownikami. Zgodzili się ją zastąpić i obiecali nic nikomu nie mówić. Właściciele niczego by nie zauważyli: większości personelu nawet nie znali, a anonimowość była złotą zasadą.

Wcześniej zasady nie były aż tak surowe, ale od kiedy Angelika, narzeczona Woropajewa, wprowadziła się do domu, wszystko się zmieniło. Przyszła żona tolerowała wyłącznie ludzi, którzy mieli na koncie co najmniej milion. Gardziła personelem i nie chciała go widzieć.

Wymagała, aby sprzątanie odbywało się pod nieobecność rodziny, a przy najmniejszym pojawieniu się któregoś z właścicieli wszyscy mieli natychmiast znikać.

— Czyli mamy poruszać się jak cienie? — zaśmiała się Lisa, gdy się o tym dowiedziała.

— Mniej więcej tak — odpowiedziała Tamara Pietrowna, gospodyni pracująca tam od lat. — To Angelika. Jeszcze nie jest żoną, a już rządzi domem.

— Na razie jest gościem, więc… powinna prosić, a nie wydawać rozkazy.

— Oczywiście. Ale nikt nie chce się jej przeciwstawić. Woropajew się jej oświadczył, dał jej pierścionek z brylantem, a ślub się zbliża.

— Tym lepiej dla mnie — uśmiechnęła się Lisa. — Nikt mnie nie zna, więc nikt się nie dowie, że zastępuję siostrę.

— Szczerze mówiąc, Lisa, lepiej się chowaj, jeśli zobaczysz Angelikę — skrzywiła się Tamara Pietrowna.

— Dlaczego? — Lisa zmarszczyła brwi.

— Jesteś zbyt młoda i ładna. Ona nie znosi takich kobiet. Nawet twoja siostra Antonina jest dla niej zbyt młoda — jest w wieku Woropajewa. A ty… jesteś zdecydowanie za młoda.

— Aż tak jest zazdrosna?

— Och, tak! Zwolniła nawet Maszę Grenkinę, a Masza przecież nie jest pięknością. Ale Angelika zna wszystkie kobiece sztuczki. Mówią, że pracowała jako eskorta. Teraz chce się „ustatkować” — wiek ją dogania, zbliża się do czterdziestki — szepnęła gospodyni.
 

Było oczywiste, że kobieta aż paliła się do plotek. Lisa już zauważyła, że personel lubił mówić o właścicielach, ale plotki nigdy nie opuszczały posiadłości. Ujawnienie sekretu oznaczałoby ryzyko zbiorowego zwolnienia. Wszyscy ściśle przestrzegali zasad. Ta praca była zbyt cenna, by ją stracić.

— Dlaczego Aleksiej Anatoliewicz chce poślubić taką kobietę? — zapytała Lisa.

— Jest sprytna jak lisica. Po latach pracy jako eskorta zdobyła maniery wyższych sfer: mówi po angielsku, śledzi wiadomości, zna się na polityce, modzie, show-biznesie. Ma styl. Rozumiesz?

— Nie — przyznała Lisa.

— Och, Lisa! Aleksiej nigdy nikogo nie kochał. Widziałam tu wiele kobiet, ale oczy miał tylko dla Wiery, swojej pierwszej żony. Naprawdę ją kochał. Inne się nie liczyły. Angelika jest dla pozorów. Będzie kupował jej biżuterię, pokazywał ją w towarzystwie. Mężczyzna taki jak Woropajew musi mieć żonę.

— Żonaty mężczyzna budzi większe zaufanie wśród partnerów biznesowych. Kawaler nie jest poważny. Dlatego chce się ożenić.

— Czyli ją kupuje? — powiedziała Lisa zamyślona.

— Można to tak ująć — przyznała gospodyni. — On płaci, a my cierpimy przez tę „prowincjonalną gejszę”. A Alissa jej nie znosi — dodała Tamara.

— Dlaczego Woropajew rozwiódł się z matką Alissy? Mam wrażenie, że dziewczyna bardzo cierpi.

— Wiera już nie wytrzymywała. Czuła się jak ptak w klatce. Aleksiej ją kochał, rozpieszczał, chronił, ale nigdy nie dawał jej czasu. Wracał późno, kiedy już spała, i wychodził wcześnie. Potem wysłał nawet córkę na naukę do Europy — wtedy Wiera pękła.

— Później poznała innego mężczyznę. Ich kłótnie z Aleksiejem wynikały z jego nieobecności. Krzyczał, że pieniądze nie spadają z nieba, ale Wiera chciała tylko prostych ludzkich relacji. On jednak nie potrafił już zmienić swojego stylu życia.

— Woropajew poradził jej, żeby znalazła sobie hobby, jakąś rozrywkę. Wiera studiowała na Akademii Sztuk Pięknych. Zaczęła chodzić na wystawy, spędzać czas z artystami i poprosiła o pracownię. Aleksiej się zgodził. Od tamtej pory praktycznie z niej nie wychodziła.

— Pewnego ranka przy śniadaniu oznajmiła, jak gdyby nigdy nic:

„Liosza, odchodzę od ciebie”.

„Dlaczego?” — zapytał zaskoczony.

„Kocham innego”.

Od dawna korespondowała z Jackiem, znanym i bogatym angielskim artystą. Poznali się na wystawie w Moskwie. Potem kilka razy przyjeżdżał do Rosji i widywał ją w pracowni, którą Aleksiej jej podarował.

— Dziś Wiera mieszka w Londynie, jest żoną Jacka. Po rozwodzie Aleksiej sprowadził córkę z zagranicy i zapisał ją do rosyjskiej szkoły. Zabronił byłej żonie widywać Alissę — i tak jest do dziś.

— Dziewczyna nie potrafi się odnaleźć. Jest w Rosji od trzech lat i wciąż nie znalazła swojego miejsca w klasie. Zbyt zamknięta, wszystko trzyma w sobie. Rany z dzieciństwa i rozłąka z matką głęboko ją naznaczyły.

— W gruncie rzeczy to uraza Aleksieja do Wiery sprawia, że cierpi jego córka — westchnęła Tamara.

— Jest pani psychologiem — powiedziała Lisa z uśmiechem.

— Och, przestań! Mam po prostu doświadczenie. Czasem jestem lepsza niż niejeden psycholog. Wiesz, nie jesteś taka jak inni tutaj.

— Co ma pani na myśli? — zapytała Lisa, zaskoczona.

— Czuć w tobie klasę i wykształcenie. Nie jesteś personelem. Twoja siostra jest prosta, ale ty?

Lisa nie chciała mówić zbyt wiele.

— Pochodzę z małego miasteczka, tam dorastałam, studiowałam w mieście. A teraz proszę wybaczyć, muszę lecieć. Właściciele zaraz się obudzą, a ja jeszcze nie posprzątałam altany. Tam będą jeść śniadanie.

— Racja! — wykrzyknęła Tamara. — Za dużo gadam. Jeśli Kopyiejkina się obudzi, wszyscy będziemy mieli problemy.

— Kto to Kopyiejkina?

— Angelika! — gospodyni wybuchnęła śmiechem. — Udaje arystokratkę, a tak naprawdę to Angela Wasiljewna Kopyiejkina, córka wiejskiego weterynarza. Jest z moich stron, z Sinkowki. Kojarzysz?

— Tak — uśmiechnęła się Malinkina, chwyciła wiadro i pospieszyła sprzątać.

Młoda kobieta tak się spieszyła, że nie zauważyła zbliżającego się właściciela domu. Woda wylała się z jej wiadra, mocząc spodnie i buty Aleksieja Anatoliewicza.

Miliarder szeroko otworzył oczy, przez sekundę zaniemówił, po czym szybko odzyskał panowanie nad sobą.

— Znowu ty? Słuchaj, jeśli nie zwolniłem cię wczoraj, to tylko dlatego, że Alissa mnie o to prosiła. Ale to nie uratuje cię przed kolejnymi błędami. Wynoś się, natychmiast…

— Przepraszam… wybaczy pan… — Lisa wyciągnęła z kieszeni szczotkę i zaczęła próbować wytrzeć wodę.

— Zwariowałaś? Myślisz, że wysuszysz to szczotką? — zdenerwował się właściciel. Już miał iść się przebrać, ale nagle się zatrzymał. — Powiedz mi, od kiedy jesteś pokojówką? Wygląda na to, że nic nie potrafisz.

— Och, potrafię! Mam doświadczenie od dzieciństwa! — odpowiedziała Lisa z bijącym sercem, bo bała się, że znów zostanie zwolniona.

— Jak masz na imię?

— Lisa.

— Dobrze, Liso, pracuj dalej. Na razie.

Malinkina pospieszyła do altany, by ją posprzątać. Po drodze usłyszała rozmowę właściciela z narzeczoną.

— Oblała cię? Zwolniłeś ją, kochanie? Dlaczego nie? Gdzie ona jest? Sama ją wyrzucę!

Lisa nie usłyszała odpowiedzi Woropajewa, ale odniosła wrażenie, że próbował uspokoić Angelikę.

Kiedy Lisa nerwowo przygotowywała altanę, przyszła do niej Alissa.

— Cześć, co robisz?

— Cześć. Proszę, nie rozpraszaj mnie. Twój ojciec prawie zwolnił mnie drugi raz w ciągu dwunastu godzin. Jeśli tak dalej pójdzie, naprawdę stracę tę pracę. Muszę koniecznie tu zostać, rozumiesz?

— Dlaczego?

Lisa zatrzymała się i przestała wycierać stół.

— To sekret. Umiesz dochować tajemnicy?

— Oczywiście — wyjąkała dziewczyna. Nigdy wcześniej nikt nie powierzył jej prawdziwego sekretu. Ojciec zawsze odsyłał ją podczas poważnych rozmów.

— Przysięgnij, że nawet pod torturami nikomu nie powiesz.

— Przysięgam — wyszeptała Alissa.

— Dobrze. Ale pamiętaj, to ważne. Tak naprawdę nie jestem pokojówką. Jestem tutaj incognito. W rzeczywistości tu nie pracuję.

Alissa zakryła usta dłonią, zszokowana, i szepnęła:

— Jesteś szpiegiem?

— Nie. Słuchaj uważnie.

Lisa opowiedziała jej trochę o swoim dzieciństwie, o siostrze i o wszystkim, co była gotowa zrobić dla rodziny. Jej siostra była chora, leżała w szpitalu, a Lisa zastępowała ją w pracy. Odpowiadała też za dwoje siostrzeńców: czternastoletnią Marinę i sześcioletniego Pawlika. To Marina opiekowała się bratem, ale odpowiedzialność i tak spoczywała na Lisie.

Alissa nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła pomagać w sprzątaniu. Razem szybko skończyły, a wspólny sekret tak je zbliżył, że Alissa poczuła, jakby powierzono jej ważną misję.

— Nigdy cię nie zdradzę, Liso — obiecała poważnie, kładąc dłoń na sercu.

— Dziękuję. Jesteś prawdziwą przyjaciółką — odpowiedziała szczerze Lisa.

Te słowa poruszyły Alissę tak głęboko, że wybuchnęła płaczem.

— Naprawdę? Mogę być twoją przyjaciółką?

Lisa zawahała się przez chwilę, po czym wyciągnęła do niej rękę.

— Alisso Woropajewa, oferuję ci swoją przyjaźń.

Nie wiedziała jeszcze, że właśnie związała się z najwierniejszą z przyjaciółek. Alissa nigdy wcześniej nie miała przyjaciółki, ale była inteligentna, kochała książki i potrafiła rozpoznać prawdziwą przyjaźń. Zdrada, kłamstwo i nieufność były jej obce.

— Liso, śpisz tu jeszcze dziś w nocy? A Marina i Pawlik?

— Tak, wieczorem ich przyprowadzę. Ale nikt nie może być zaproszony do mojego pokoju — jeśli pan się dowie…

— To nic. Mogą zostać tutaj. Będziemy pływać, oglądać filmy w kinie domowym, zamówimy pizzę i sushi — Konstantin jest świetnym kucharzem!

— Kto to Konstantin?

— Nasz szef kuchni — odpowiedziała Alissa ze śmiechem.

— Zwolnią mnie, jeśli ktoś to odkryje.

— Nie, jesteś moją przyjaciółką. Tutaj możesz chodzić, gdzie chcesz. A ja zajmę się pieskiem salonowym.

— Kto to piesek salonowy?

— Angelika — odpowiedziała dziewczyna.

I obie wybuchnęły śmiechem.

W tej samej chwili weszła narzeczona Woropajewa. Spojrzała na nie z pogardą.

— Alisso, co ty tutaj robisz? Idź do domu. Kiedy śniadanie będzie gotowe, ktoś po ciebie przyjdzie. Nie wypada ci przebywać z personelem.

— Nikt cię o nic nie pytał — odparła sucho Alissa. — Jesteś tutaj nikim. Wracaj do swojej wioski.

— Jeszcze zobaczysz. Mój czas nadejdzie! — syknęła Angelika. Jej usta drżały, pięści miała zaciśnięte, gotowa była zaatakować. Nagle jednak utkwiła wzrok w Lisie, która spuściła oczy, próbując ukryć twarz. Lisa przypomniała sobie ostrzeżenie Tamary Pietrowny: Angelika bezlitośnie zwalniała młode pokojówki.

Tym razem Lisie się upiekło. Szybko poszła sprzątać pokój Woropajewa i Angeliki, podczas gdy wszyscy jedli śniadanie. Gdy Aleksiej Anatoliewicz wyjechał, dom wrócił do zwykłego rytmu.

Ogrodnicy, kucharze, ochroniarze, pokojówki — wszyscy krzątali się, by zadowolić pana domu.

Po sprzątaniu Lisa odpoczęła, zadzwoniła do Mariny i Pawlika, porozmawiała z siostrą i obiecała dzieciom, że spędzą wieczór w domu miliardera. Pawlik był zachwycony — matka nigdy nie pozwalała im się tam bawić.

Po zakończeniu obowiązków Lisa skierowała się do gabinetu Woropajewa. Drzwi były uchylone — dziwne, bo zwykle zawsze były zamknięte na klucz. Do sprzątania miała przepustkę od szefa ochrony.

Zatrzymała się, odstawiła środki czystości i ostrożnie podeszła bliżej. To, co zobaczyła, wstrząsnęło nią.

Angelika, narzeczona Aleksieja, grzebała w sejfie. Wyjęła dokumenty, sfotografowała je, odłożyła na miejsce, starannie wytarła zamek, zdjęła rękawiczki, schowała telefon i poprawiła papiery na biurku.

Lisa nagrała całą scenę i zrobiła kilka zdjęć. Kiedy Angelika skończyła, Lisa chwyciła wiadra i schowała się w kącie, żeby nie zostać zauważoną.

Angelika wyszła z gabinetu, rozejrzała się, zamknęła drzwi na klucz i szybko odeszła. Lisa odetchnęła z ulgą. Potem, gdy już się uspokoiła, wróciła do sprzątania.

Po zakończeniu wszystkiego obejrzała nagranie, sprawdziła jakość i wysłała je do Nauma Jakowlewicza. Po kilku wiadomościach Lisa uśmiechnęła się, pożegnała i ruszyła zdecydowanym krokiem. Wiedziała, że teraz musi dokładnie wykonać instrukcje mentora.

Gdy tylko opowiedziała wszystko adwokatowi, ten westchnął.

— Moja mała, ty zawsze trafiasz w sam środek największych skandali!

— Sama tego nie rozumiem, Naumie Jakowlewiczu. Nie chciałam się w nic mieszać. Po prostu Tonia zachorowała i musiałam ją zastąpić. Inaczej straciłaby pracę. A narzeczona pana domu to prawdziwa żmija! Nie wyobraża pan sobie. Wyrzuca wszystkie młode pokojówki, a jeśli któraś zachoruje — za drzwi! Dla niej personel ma być idealny, jak roboty.

— Woropajew… Aleksiej Anatoliewicz? — zapytał adwokat ze zdziwieniem.

— Tak, to on. Zna go pan?

— Bardzo dobrze. Od dawna prowadzę jego sprawy rodzinne. Jego ojciec był dobrym człowiekiem; broniłem go w latach osiemdziesiątych. Znałem Aleksieja, kiedy był dzieckiem. Więc teraz pracujesz u niego?

— Tak, chwilowo.

— Posłuchaj mnie uważnie: niczego nie rób sama. Sprawdzę Angelikę, a potem zdecydujemy. Wytrzymasz kilka dni?

— Oczywiście — uśmiechnęła się Lisa.

Tego wieczoru, gdy Woropajew i jego narzeczona wyjechali na weekend do Soczi, Lisa zabrała Marinę i Pawlika, i razem z Alissą urządziły sobie małe przyjęcie.

Cały wieczór bawili się i śmiali. W nocy Lisa sprawdziła, czy Alissa dobrze śpi. Po raz pierwszy w pokoju panowała cisza. Dziewczynka wyglądała spokojnie. Lisa wiedziała, jak trudne było jej życie z ojcem i przyszłą macochą. Rozumiała też jednak, że najważniejsze są uwaga, czułość i miłość. Właśnie tego tak bardzo brakowało temu dziecku.

Lisa obiecała sobie, że po tej historii pozostanie obecna w życiu Alissy. Wyobrażała sobie, że po latach powie:

„Zawsze znałam Alissę Aleksiejewnę. Zawsze byłam przy niej w trudnych chwilach”.

Uśmiechnęła się, ale wtedy natknęła się na Woropajewa w korytarzu.

— Znowu ty? — zapytał zdziwiony.

— Co pan tu robi? — zapytała młoda kobieta z niepokojem. Jej siostrzenica i siostrzeniec spali w jej pokoju, a wspólny salon był po imprezie w nieładzie.

— Mieszkam tutaj — odpowiedział, cicho się śmiejąc. — Wygląda na to, że ty też czujesz się tu jak u siebie. To już drugi raz, kiedy spotykamy się nocą.

— Przepraszam — powiedziała Lisa z uśmiechem. — Sprawdzałam tylko, czy Alissa śpi.

— I co?

— Śpi. Po raz pierwszy spokojnie.

— Co jej zrobiłaś? Od lat cierpi na bezsenność.

— Po prostu zostałam jej przyjaciółką — powiedziała Lisa, wzruszając ramionami.

— Słuchaj, Liso, chodźmy do mojego gabinetu. Musimy porozmawiać o mojej córce. Nie stójmy tak w środku nocy na korytarzu.

Poszli do gabinetu. Właściciel wskazał jej fotel i podał szklankę.

— Wybacz moją szczerość, ale dlaczego wrócił pan wcześniej niż planowano? Pana narzeczona jest w Soczi, prawda?

— Problemy biznesowe. Ktoś zdobył poufne informacje. Oleg Zaporożnikow, mój dawny rywal, przedstawił swój projekt przede mną. Nie rozumiem, jak uzyskał dostęp do moich plików.

— Myśli pan, że personel nie może tego zrozumieć? — zapytała Lisa, lekko urażona.

— Nie, nie sądzę. Wybacz mi. A co do Angeliki… Sam uważam za haniebne, że zwalnia ludzi bez powodu. Ale niedługo to ona będzie panią domu i to już nie będzie moja decyzja.

— Więc dlaczego się pan z nią żeni, skoro jej pan nie kocha? — zapytała Lisa, rumieniąc się, ale wytrzymując jego spojrzenie.

— Nie chodzi o miłość. Potrzebuję po prostu kobiety, która będzie potrafiła odgrywać rolę pani domu, żony Woropajewa.

Lisa szeroko otworzyła oczy.

— Ale to absurd. Nie można żyć bez miłości. Miłość jest sensem życia. Kochać dzieci, żonę, ojczyznę — to prawdziwy powód, by żyć.

— Nie umiem kochać — przerwał Woropajew. — Ludzi, których kochałem, już przy mnie nie ma. Żona, którą kochałem, odeszła. Może kocham niewłaściwie. Nawet moja córka…

— Potrzebuje pan kogoś, kto nauczy pana kochać. Ale na pewno nie Angelika. Ona zniszczy pana swoim chłodem. Ona też pana nie kocha.

Woropajew zamyślił się na chwilę.

— A ty mogłabyś nauczyć mnie kochać?

Lisa zarumieniła się i nie zdążyła odpowiedzieć — drzwi się otworzyły i weszła półprzytomna Alissa.

— Liso, szukałam cię! Poszłam do twojego pokoju, ale cię tam nie było.

Przytuliła się do Lisy i zasnęła.

— Cóż, nasza rozmowa znowu się urywa — uśmiechnęła się Lisa. — Może jutro powiesz mi, dlaczego nagle wróciłeś, zostawiając narzeczoną samą?

— Zostanie sama. Muszę uporządkować sprawy. Projekt, nad którym pracował cały zespół, upadnie. Mój konkurent złożył mój materiał przede mną. Nie rozumiem, skąd się o nim dowiedział. Jutro zwołam zarząd, a pojutrze przyjedzie mój adwokat. Zamkniemy ten projekt, ale pójdziemy dalej.

— Zastanów się, kto o nim wiedział. Komu to się opłacało? — powiedziała Lisa.

Wiedziała już, kto był winny, ale obiecała Naumowi Jakowlewiczowi, że nic nie powie.

W niedzielny poranek Lisa pojechała z dziećmi do szpitala odwiedzić siostrę. Antonina czuła się lepiej i wkrótce miała zostać wypisana. To oznaczało, że misja Lisy w rezydencji Woropajewa dobiegała końca.

Z lekkim smutkiem pomyślała o swoim odejściu. Nie chciała wyjeżdżać. Aleksiej Anatoliewicz stawał się dla niej coraz bliższy i ciekawszy. Czuła też, że on widzi w niej kogoś więcej niż zwykłą służącą. Ale jak prawniczka, nawet obiecująca, mogłaby porzucić karierę, by zostać pokojówką?

Na tę myśl Lisa się roześmiała.

Tymczasem Alissa błagała wszystkich, by po odwiedzinach u Toni w szpitalu pojechali na plażę. Odkrywała tysiące rzeczy. Nigdy nie jadła waty cukrowej, nie była na diabelskim młynie ani nie pływała w rzece.

Jako dziecko miała najdroższe rozrywki i podróże, ale nie znała prostych radości innych dzieci: skakania z mostu, zabawy w fontannach, biwakowania czy pieczenia ziemniaków w ognisku.

— Obiecuję ci, że tego lata pokażę ci to wszystko — obiecała Marina. — Jeśli twój tata się zgodzi, będziesz mogła nawet nocować u Lisy!

— Naprawdę? Mieszkasz w mieście, Liso? — zapytała Alissa zaskoczona.

— Oczywiście — odpowiedziała Marina, po czym ugryzła się w język.

— Naprawdę? — zapytała Alissa smutno.

— Tak, to prawda. Mieszkam w mieście i jestem adwokatką — przyznała Lisa. — Nie martw się, moja droga przyjaciółko. Na pewno będziemy się widywać. Myślę, że mam dobre relacje z twoim ojcem. Będziesz więc do nas przyjeżdżać.

Alissa objęła Lisę i uśmiechnęła się.

— Dlaczego nie wyjdziesz za mojego tatę? Wyobraź sobie!

Lisa nie odpowiedziała i mocno się zarumieniła. Ale ta myśl nie wydawała jej się już taka absurdalna. Kiedyś tak bardzo bała się Woropajewa…

Dzień był cudowny. Wieczorem Lisa odwiozła Alissę do domu, a potem wróciła na wieś. To był jej pierwszy prawdziwy dzień odpoczynku od dawna. Następnego ranka miała wrócić do rezydencji.

Rano budzik dzwonił bez przerwy, ale Lisa ciągle go wyłączała, licząc na jeszcze odrobinę snu. Była wyczerpana: w ciągu tygodnia pracowała więcej niż kiedykolwiek, jednocześnie pilnując Alissy nocami.

W rezultacie spóźniła się. Lisa się spieszyła, ale dotarła już po śniadaniu.

— Gdybym naprawdę pracowała tu na stałe, już dawno by mnie zwolnili.

Alissa czekała na nią na ganku.

— Szybko, kryłam cię. Tata pytał, gdzie jesteś. Powiedziałam, że pomagasz w kuchni.

— Dziękuję, kochanie. Dużo ci zawdzięczam — odpowiedziała Lisa, odstawiając rower.

Kiedy weszła z Alissą do salonu, zobaczyła dwóch mężczyzn — Woropajewa i Nauma Jakowlewicza.

— Dzień dobry — wyjąkała Lisa.

— Dzień dobry, Liso. Szukałem cię — uśmiechnął się pan domu.

— Byłam w kuchni… kroiłam, czyściłam… no… — odpowiedziała młoda kobieta, unikając wzroku adwokata.

— Kroiła, czyściła — zakpił Goldman. — Liso, znowu zaspałaś. Powiedz prawdę.

Woropajew spojrzał na niego zaintrygowany.

— Aleksieju Anatoliewiczu — powiedział Naum — pozwól, że przedstawię ci moją koleżankę, uczennicę, przyjaciółkę i jedną z najlepszych adwokatek w mieście — oczywiście zaraz po mnie. Oto Elżbieta Andriejewna Malinkina.

— Słucham? To moja pokojówka — Lisa… jak ona się właściwie nazywa?

— Elżbieta Andriejewna… Malinkina — odpowiedziała młoda kobieta, spuszczając wzrok.

Alissa obserwowała scenę z zachwytem. Było oczywiste, że jedyną osobą, która nic nie wiedziała, był Woropajew.

— Co tu się dzieje? — zapytał z uśmiechem, nieco zdezorientowany.

— Wyjaśnię — powiedział Naum, połykając tabletkę. — Lisa była na urlopie i zastępowała chorą siostrę. To ona przyłapała Angelikę, jak grzebała w sejfie i fotografowała dokumenty. Nagranie, które ci pokazałem — to ona je zrobiła. Odkurzając twój gabinet, oczyściła nie tylko dom… ale też „kreta”, który miał zostać twoją żoną.

W tej chwili weszła Angelika, ciągnąc za sobą walizkę, wściekła.

— Zostawiłeś mnie samą, nie wróciłeś, nie wysłałeś helikoptera, nikt nie odebrał mnie z lotniska. Muszę poważnie zastanowić się, czy w ogóle powinnam za ciebie wychodzić, Aleksieju!

— Oczywiście, że nie powinnaś — odpowiedział spokojnie Woropajew. — Spakuj się i odejdź. Zanim wezwę policję.

Angelika spojrzała na wszystkich oszołomiona.

— Co tu robi personel? Dlaczego ona tu jest?

Bez słowa Aleksiej rzucił na stół nagranie. Angelika zrozumiała. Pobladła, po czym zaczęła krzyczeć, nazywając Woropajewa człowiekiem bez serca, jego córkę okropną i grożąc, że jeszcze tego pożałuje.

Angelika odeszła, a zaręczyny zostały zerwane. Woropajew stracił kontrakt, a projekt anulowano. Ale otwierały się nowe perspektywy, a Aleksiej poczuł ulgę: wszystko potoczyło się tak, jak powinno.

Od tamtej pory spędzał czas z najlepszą adwokatką w mieście — oczywiście zaraz po Naumie. Elżbieta stała się nie tylko jego partnerką, ale także bliską przyjaciółką Alissy.

Lisa przekonała również Woropajewa, by odnowił relację Alissy z jej matką. Aleksiej zrobił wszystko, aby mogły widywać się tak często, jak tylko chciały.

A w sierpniu Alissa znów spotkała matkę — Wiera przyjechała specjalnie z Londynu. Dziewczyna nigdy nie była tak szczęśliwa. A wszystko to dzięki Lisie, która szykowała dla Alissy nowe szczęście: miała zostać jej nową mamą.