— „Bądź wdzięczna, że po trzydziestu latach małżeństwa wracam do domu, a nie do czyjegoś innego portu” — oświadczył mąż.

„Bądź wdzięczna, że po trzydziestu latach małżeństwa wracam do domu i nie przybijam do obcego portu” — powiedział mąż.

„A gdybym to ja też cię zdradziła?” — zapytała Marina.

„Dla kobiety zdrada jest czymś nienormalnym, dla mężczyzny — naturalnym. A poza tym, kto by cię chciał po pięćdziesiątce?”

Marina od dawna podejrzewała, że Giennadij ją zdradza. Zaczął przesadnie o siebie dbać, zabierał telefon nawet do toalety, a kiedy żona nazywała go „słonikiem”, jak robiła to od trzydziestu lat, wpadał w czarną rozpacz:

„Nie wstyd ci mówić jak do dziecka? To dobre dla małych dziewczynek.”

Mimo to Marina wciąż próbowała sobie wmówić: „Z Gieną przeszliśmy przez ogień i wodę, wychowaliśmy dwoje dzieci. Tego nie wyrzuca się tak po prostu. Krzyczy, bo jest zmęczony, chowa telefon przez tajemnice firmowe i tyle”.

Powtarzała to sobie aż do chwili, gdy Giennadij sam się przyznał:

„Mam inną kobietę. Nie chcę cię oszukiwać, więc mówię ci od razu.”

Marina przygryzła wargę, żeby powstrzymać nerwowy śmiech, bo jej mąż wyglądał na tak dumnego z siebie.

„Pewnie uważa, że ta nieproszona szczerość czyni go dobrym człowiekiem” — pomyślała.

„Jak mogłeś po tylu latach małżeństwa?!” — zawołała Marina.
 

„Właśnie dlatego. Przez trzydzieści lat żyłem z tą samą kobietą — to jak jeść tylko smażone ziemniaki przez trzydzieści lat. Dobre, ale z czasem człowiek ma dość. Niedługo skończę sześćdziesiąt lat. Wiele osiągnąłem i zasłużyłem na prawo do szczęścia! Zachowałem młode serce!”

„Spotykanie się z inną, ranienie własnej żony — to według ciebie szczęście?”

„Nie dramatyzuj. Dwóch moich kolegów odeszło od rodzin, zabrali wszystko, a ich żony zostały z niczym. Ja nigdzie nie odchodzę. Nadal będę z tobą mieszkał, bo jestem porządnym człowiekiem. Po prostu od teraz pozwolę sobie na kilka drobnych męskich przyjemności.”

Marina przesiedziała całą noc w kuchni, pijąc herbatę i zastanawiając się, co powinna zrobić.

„Może powinnam odejść — ale dokąd? Nie mam oszczędności, wszystko wydałam na rodzinę. A poza tym nie chcę odchodzić, kocham Gienę. Nie wierzę, że nasze małżeństwo nic dla niego nie znaczy. To pewnie tylko kryzys wieku średniego.”

Ale Giennadij pokazał, że swoje „drobne przyjemności” traktuje poważnie. Wieczorem włożył najlepszy garnitur, obficie spryskał się perfumami i oznajmił:

„Idę do teatru.”

Wszystko w niej krzyczało z bólu, ale Marina postanowiła nie pokazywać mężowi, jak bardzo ją zranił.

„Miłego wieczoru” — odpowiedziała, choć doskonale wiedziała, że nie pójdzie sam.

Po jego wyjściu Marina długo stała przed lustrem, oglądając się ze wszystkich stron. Lustro bezlitośnie odbijało kobietę ładną, lecz zmęczoną życiem.

„Tak, zaniedbałam się. Przytyłam, moja sukienka wygląda jak dla starej kobiety, zapomniałam zakryć siwe włosy… Nic dziwnego, że spojrzał na inną. Nawet mnie samej trudno na siebie patrzeć. Dziś umówię się do salonu — nie dla niego, ale dla siebie.”

Giennadij od razu zauważył zmiany, ale tylko głośno prychnął:

„Stroisz się? Bez sensu. W twoim wieku, cokolwiek zrobisz, i tak nie odzyskasz urody.”

„Nie poznaję cię, Giena” — nie wytrzymała Marina. „Jeszcze w zeszłym roku mówiłeś mi, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie, a teraz mnie poniżasz. Co się z tobą stało? Dlaczego tak nagle się zmieniłeś?”

„Rozejrzałem się i zrozumiałem, że całe życie służyłem innym. Najpierw opiekowałem się tobą podczas urlopu macierzyńskiego, potem wychowywałem dzieci do osiemnastki, potem pomagałem im na studiach… Teraz wreszcie chcę żyć dla siebie, bez nikogo na karku.”
 

Pod koniec swojej przemowy Giennadij niemal krzyczał, z taką złością, jakby stał przed nim śmiertelny wróg.

„Ja też wiele poświęciłam” — przypomniała mu Marina. „Śpiewałam, chciałam iść do konserwatorium, ale musiałam skończyć kursy księgowości, żeby szybciej pójść do pracy, żebyś ty mógł robić karierę. Nienawidzę swojej pracy, ale znosiłam ją dla naszych dzieci, dla ciebie, dla naszej rodziny.”

„Powinnaś mi podziękować. Uratowałem cię przed największym upokorzeniem w życiu, a świat przed kolejną beztalenciem udającą śpiewaczkę, bo nie jesteś Babkiną.”

Ten szyderczy uśmiech był dla Mariny kroplą, która przelała czarę. Przypomniała sobie, jak młody Giennadij błagał ją kiedyś:

„Zaśpiewaj jeszcze — twój głos jest tak piękny jak ty.”

„A teraz jestem brzydka, stara i bez głosu… Czy miłość naprawdę może tak po prostu zgasnąć i zostawić po sobie tylko nienawiść?”

Spojrzała w obojętne, a nawet lekko zniesmaczone oczy męża i zrozumiała — może.

Marina myślała, że upokorzenie skończyło się na tej rozmowie, ale najgorsze dopiero miało nadejść. Okazało się, że Giennadij opowiedział o swoim romansie nie tylko żonie, lecz także ich dorosłym synom. Przybiegli, żeby skarcić ojca.

„Tato, oszalałeś? Romans w twoim wieku — i to jeszcze z dziewczyną w naszym wieku?!” — wykrzyknął starszy.

„Ty i mama przeżyliście razem tyle lat — nie ośmieszaj się na koniec życia!” — dodał młodszy.

„Zrozumiecie, kiedy dorośniecie” — zakpił Giennadij. „Spełniłem wobec was wszystkich swój obowiązek, więc teraz mam prawo żyć tak, jak chcę. A jeśli będziecie nalegać, żebym nadal się poświęcał, przypominam, że wciąż was utrzymuję. Jeśli wam się to nie podoba, odetnę wam pieniądze — radźcie sobie sami.”

Synowie zamilkli, wymienili zakłopotane spojrzenia, a potem spojrzeli na matkę z poczuciem winy.

„Przepraszam, mamo” — szepnął młodszy.

„Sprzedali matkę za pieniądze” — pomyślała Marina z goryczą.

Jakby tego było mało, tydzień później przybiegła jej przyjaciółka — największa plotkara w całej grupie. Przybrała życzliwy, zatroskany wyraz twarzy i zaczęła:

„Twój facet przyszedł na firmową imprezę z jakąś szmatą, i to młodszą — około dwudziestki, wyobrażasz sobie! A do tego bezczelną. Uśmiechała się do wszystkich, kręciła się, pokazywała kolczyki, które twój mąż jej podarował. Wszyscy byli z żonami, a on przyprowadził jakąś lafiryndę.”
 

Przyjaciółka zamilkła i z oczekiwaniem wpatrywała się w twarz Mariny.

„Myśli, że zrobię scenę, rozpłaczę się — chce nowej plotki do roznoszenia” — zrozumiała Marina. „Nie dam jej tej satysfakcji.”

„Miło wiedzieć, że Giena nie jest skąpy i wynagrodził dziewczynę za jej usługi” — odpowiedziała Marina spokojnie.

Na twarzy przyjaciółki przemknęły zdziwienie i rozczarowanie.

Kiedy wyszła, Marina wybuchnęła płaczem. Przez cały ten czas tłumiła emocje, kierując się matczynym nakazem z dzieciństwa: „Płaczą tylko słabe histeryczki — ludzie, którzy nie potrafią się bronić.”

Ale publiczne upokorzenie ją złamało.

Kiedy mąż wrócił z pracy, rzuciła w niego wazonem.

„Zwariowałaś?!” — krzyknął Giennadij; przez chwilę na jego twarzy pojawił się strach.

„Właściwie robienie sceny daje sporą satysfakcję” — pomyślała Marina, rzucając w niego kolejną rzeczą.

„Zniosłam twoje wybryki, ale ty wystawiłeś to wszystko na widok publiczny! Mówię o twoich popisach i tej dziewczynie, którą przyprowadziłeś na firmową imprezę. Może już mnie nie kochasz, ale po trzydziestu latach małżeństwa nie zasługuję choćby na odrobinę szacunku?”

„Nie chcę wstydzić się własnego szczęścia. Spełniłem wobec ciebie małżeński obowiązek, a teraz robię, co chcę. Nie będziesz mi mówić, jak mam żyć.”

„W takim razie ty też nie będziesz mi niczego mówił!” — odparła Marina. „Skoro postanowiłeś żyć swoim życiem, ja też będę. Znajdę sobie mężczyznę — zobaczysz, jak to jest!”

„Nie rozśmieszaj mnie. Kto by cię chciał? Kobietę po pięćdziesiątce. Poza tym mężczyźni są z natury poligamiczni, więc to nawet nie jest zdrada — to czysta natura. Rozwiązła kobieta to zupełnie co innego, więc nawet o tym nie myśl. Nie hańb moich siwych włosów!”

„Jakich siwych włosów? Masz już tylko łysinę!” — odcięła się Marina.

„Dlaczego nie wyprałaś moich koszul?!” — wściekł się Giennadij następnego ranka.

Poprawiając szminkę, Marina odpowiedziała:

„Bo twoje koszule nie są już moim życiem. Poproś swoją dziewczynę — niech zasłuży na te kolczyki.”

„Wciąż jesteś moją żoną i to ja cię utrzymuję!” — pieklił się Giennadij.

„Potrafię sama się utrzymać. Nie zaszantażujesz mnie pieniędzmi tak jak naszych synów” — przypomniała Marina, gwałtownie zamykając puderniczkę. „Wybacz, mam wizytę w salonie.”

„Nawet śniadania nie zrobiłaś!” — krzyknął z kuchni.

„Zamów pizzę — młodzi to jedzą!” — rzuciła Marina, zamykając drzwi.

Pospieszyła do salonu, a potem do sklepów.
 

Dawniej kłótnia z mężem zepsułaby jej cały dzień. Teraz kipiała radością jak musująca lemoniada.

„Nie wiedziałam, że można czuć się tak dobrze, wyrywając się ze starego, nudnego życia.”

„Ufarbowałaś włosy czy co?” — zapytał Giennadij podejrzliwie tego wieczoru.

Marina potrząsnęła włosami.

„Od dawna miałam na to ochotę, ale ten kolor nie pasował do »matrony«. Za to do wolnej kobiety pasuje idealnie.”

„Fuj, nie ma nic bardziej obrzydliwego niż starzejąca się kobieta próbująca wyglądać młodo” — skrzywił się Giennadij.

„Albo starzejący się mężczyzna w koszulce z kreskówką” — odparła Marina, klepiąc go po wystającym brzuchu.

„To modne” — burknął.

„Tylko na młodym, przystojnym facecie.”

Nowy kolor włosów sprawił, że Marina poczuła, iż może stawić czoła wszystkiemu.

„W pewnym sensie Giena ma rację — człowiek zawsze służy rodzinie, dzieciom, nigdy nie żyje dla siebie… Czas zapytać samą siebie, czego chcę od życia, i sobie to dać” — postanowiła.

Marina zmieniła garderobę, zamieniając surowe sukienki i spódnice do pracy na lekkie, zwiewne ubrania. Kupiła dżinsy z dziurami na kolanach — zawsze podobał jej się ten figlarny styl.

„Świetnie ci w tym” — pochwaliła samą siebie, patrząc w lustro. „Trzymasz się, piękna!”

Mężowi oczywiście się to nie spodobało.

„Zakryj się. Nikt nie chce oglądać twoich kościstych kolan.”

„A to ty najbardziej starasz się wyglądać młodo” — zauważyła Marina.

„To co innego. Mężczyźni z wiekiem stają się lepsi, kobietom to nie przystoi.”

Marina mogłaby odpowiedzieć, ale wystarczyło, że wyszła w nowych dżinsach i z elegancką fryzurą, by złapać zainteresowane męskie spojrzenie — coś, co nie zdarzyło jej się od dziesięciu lat. To było przyjemne.

Po zmianach zewnętrznych Marina postanowiła zająć się także wnętrzem — czyli swoim hobby. Kiedy nuciła dzieciom kołysanki albo śpiewała podczas zmywania naczyń, zawsze marzyła o scenie.

„Może na karierę jest już za późno, ale mogę śpiewać dla siebie” — postanowiła.

Los jakby się do niej uśmiechnął, gdy Marina zobaczyła zaproszenie do amatorskiego chóru. Na początku była nieśmiała, ale rozluźniła się, kiedy zobaczyła, że większość osób jest taka jak ona — dorośli ludzie, którzy chcieli podarować trochę czasu swojemu marzeniu. Komplementy kierownika artystycznego w końcu przywróciły jej nadzieję.

„Ma pani przepiękny, głęboki głos — można by słuchać pani godzinami!”

Marina zdała sobie sprawę, że od dawna nie była tak szczęśliwa.
 

Jej zmiany były dla męża całkowicie nie do przyjęcia. Giennadij nie miał zamiaru żyć z nią jak z żoną, ale Marina w roli służącej bardzo mu odpowiadała.

„Całkiem wymknęłaś się spod kontroli. Nigdy cię nie ma w domu, nie gotujesz, prawie nie sprzątasz!” — zganił ją. „Nie zapominaj, że mieszkamy w moim mieszkaniu, za które ja zapłaciłem!”

„Swoją część już spłaciłam, wychowując nasze dzieci. A jeśli tak bardzo przeszkadza ci, że tu mieszkam, zawsze możemy się rozstać i podzielić mieszkanie” — zaproponowała Marina.

„Tak łatwo mówisz o rozwodzie? Trzydzieści lat małżeństwa nic dla ciebie nie znaczy?”

Marina pomyślała, że żartuje, ale twarz Giennadija wyrażała prawdziwe rozczarowanie i zagubienie.

„To znaczy dla mnie bardzo wiele — tylko dlatego wciąż tu jestem. Ale to ty pierwszy zdradziłeś nasze małżeństwo” — odpowiedziała Marina.

Pewnego dnia po próbie podszedł do niej mężczyzna, który dołączył do chóru mniej więcej w tym samym czasie co ona.

„Chciałem tylko powiedzieć, jak bardzo podziwiam pani śpiew. Proszę mi powiedzieć, czy śpiewała pani kiedyś zawodowo? Ma pani nie tylko głos, ale też wygląd i prezencję prawdziwej artystki.”

„Och, skądże” — zaczerwieniła się Marina.

„Tak dawno nikt nie powiedział mi komplementu, że zapomniałam, jak je przyjmować. A jego oczy są takie piękne…”

Mężczyzna uśmiechnął się, a Marina poczuła w brzuchu motyle, o których dawno zapomniała.

Tak zaczął się jej romans z Igorem. Na początku Marinę dręczyło poczucie winy, ale już na trzeciej randce ustąpiło miejsca bezgranicznemu szczęściu. Ona i Igor mieli ze sobą wiele wspólnego, a co najważniejsze, patrzył na nią tak, jak Giennadij patrzył w młodości.

Tylko jedna rzecz nie dawała Marinie spokoju: Igor okazał się młodszy o dziesięć lat.

„To straszne — zauroczyłeś się starą kobietą!” — wykrzyknęła, gdy poznała jego wiek.

„Marino, nie jesteś starą kobietą. Jesteś wspaniałą kobietą w kwiecie wieku. A poza tym wyglądasz bardzo młodo.”

„Schlebiasz mi” — zarumieniła się Marina.

„To prawda. I jest jeszcze jedna prawda — bardzo chciałbym, żebyśmy zamieszkali razem, a nie tylko widywali się od czasu do czasu.”

„Prosisz mnie, żebym zostawiła męża?” — zdziwiła się Marina.

„Nigdy bym cię o to nie prosił. Ale jeśli kiedyś do tego dojdzie, wiedz, że jestem tutaj i czekam na ciebie.”

Marina wróciła do domu tak pogrążona w myślach, że nawet nie zauważyła, kiedy weszła.

„Wreszcie raczyłaś wrócić!” — przywitał ją bezczelnie mąż. „Ostatnio często wracasz późno, jakbyś znowu miała osiemnaście lat.”

Giennadij zarechotał.

Marina spojrzała na męża, ale nie zobaczyła swojego drogiego Gieny — tylko zrzędliwego obcego mężczyznę z łysiną i obrzydliwie opadającymi kącikami ust, bez uroku i bez atrakcyjności.

„Dziękuję” — powiedziała nagle.

„Za co?” — zapytał zaskoczony.

„Gdyby nie twoje wybryki, nadal siedziałabym w domu — nieszczęśliwa i zaniedbana. A teraz mam coś, co kocham, i mężczyznę dziesięć lat młodszego, z cudownymi oczami i pięknym głosem. A ty jesteś moją przeszłością.”

Gdy tylko to powiedziała, Marina poczuła, jakby kamień spadł jej z nóg, a w jego miejscu wyrosły skrzydła. Wyszła, nie zwracając już uwagi na męża.

Marina zamieszkała u Igora i od razu złożyła pozew o rozwód, a wkrótce potem rzuciła pracę, ponieważ zaproponowano jej stanowisko nauczycielki śpiewu. I choć zarabiała trochę mniej, była szaleńczo szczęśliwa.

Kilka tygodni później zadzwonił Giennadij.

„Dość tych żartów — wracaj do domu. Wybaczyłem ci i jestem gotów zacząć od nowa. Nawet zerwałem ze swoją dziewczyną.”

„Lepiej się z nią pogódź — ktoś musi cię pilnować” — odpowiedziała Marina. „A ja jestem zbyt szczęśliwa, żeby wracać. Przekonania aroganckiego męża nigdy się nie zmieniają.”