Irina zmywała naczynia po kolacji w swoim trzypokojowym mieszkaniu. Była mężatką od czterech lat, mieszkała z Olegiem w centrum miasta i pracowała jako księgowa w klinice medycznej. Jej mąż był kierowcą w firmie transportowej; pensja była przyzwoita, a życie zdawało się układać dobrze.
Zdawało się — bo już od początku małżeństwa Irina zauważyła nieprzyjemny schemat. Jej teściowa, Raisa Pietrowna, nieustannie wtrącała się w życie młodego małżeństwa. Dzwoniła codziennie, dawała rady dotyczące domu i krytykowała.
Latem sytuacja się pogorszyła. Raisa Pietrowna zadzwoniła do Olega i bez żadnej dyskusji oznajmiła nowinę.
— Synku, Natasza i ja postanowiłyśmy przyjechać do was na kilka tygodni, żeby odpocząć — oświadczyła teściowa. — Macie klimatyzację, a w naszym mieszkaniu jest nieznośnie duszno.
Oleg był zachwycony i nie skonsultował tego z żoną.
— Oczywiście, mamo! — zawołał. — Przyjeżdżajcie, kiedy chcecie. Będziemy szczęśliwi, mogąc was gościć!
— Wspaniale! — ucieszyła się Raisa Pietrowna. — Jutro kupimy bilety. Myślę, że przyjedziemy około siódmego albo ósmego.
Rozmowa się zakończyła. Oleg odłożył telefon i z radością ruszył do kuchni, gdzie Irina przygotowywała kolację.
— Wyobrażasz sobie? Jaka świetna wiadomość! — oznajmił. — Mama i Natasza przyjeżdżają do nas na wakacje! Na dwa tygodnie!
Irina znieruchomiała z chochlą w ręku. Słowa męża zabrzmiały jak wyrok, jakby zdanie żony po prostu nie istniało.
— Jak to „przyjeżdżają”? — zapytała cicho Irina.
— No, chcą odpocząć — wyjaśnił Oleg. — U nich jest gorąco, a my mamy klimatyzację. To ma sens, prawda?
— Nie przyszło ci do głowy, żeby mnie zapytać? — Irina odłożyła chochlę na stół.
— O co zapytać? — zdziwił się mąż. — To mama i moja siostra, a nie obcy ludzie.
— Właśnie dlatego powinieneś był zapytać — odparła Irina. — Dwa tygodnie to nie to samo, co kilka godzin w gościach.
Oleg zmarszczył brwi.
— Ira, daj spokój — powiedział niezadowolony. — Naprawdę jesteś tak niechętna wobec rodziny?
— Nie o to chodzi — zaczęła tłumaczyć Irina, ale Oleg jej przerwał.
— Więc w czym problem? — podniósł głos. — Jest miejsce, jedzenia dużo. Co cię powstrzymuje?
Irina spojrzała na męża, czerwona z oburzenia.
— Twoja matka i siostra przyjeżdżają do nas na wakacje? Świetnie! — powiedziała, nie ukrywając sarkazmu. — W takim razie ja jadę nad morze, a ty sam się nimi zajmiesz!
Oleg otworzył usta ze zdumienia.
— Ira, co ty wygadujesz?
— Mówię to, co myślę — odpowiedziała żona. — Skoro tak łatwo podejmujesz decyzje za nas dwoje, sam zajmij się gośćmi.
— Ale to niemożliwe! — zaprotestował. — Ja pracuję, nie będę miał czasu gotować i sprzątać!
— A ja niby nie pracuję? — Irina zmrużyła oczy. — Czy moja praca się nie liczy?
— Liczy się, ale… — zawahał się Oleg.
— Ale co? — naciskała. — Ale kobieta ma wszystko robić sama?
Oleg zrozumiał, że postawił się w niezręcznej sytuacji. Żona miała rację — naprawdę jej nie zapytał i podjął decyzję jednostronnie.
— Dobrze — ustąpił. — Może przełożymy ich wizytę?
— Za późno — Irina pokręciła głową. — Już się zgodziłeś. Teraz radź sobie sam.
— Ira, nie gniewaj się — próbował uspokoić ją Oleg. — Przyjmijmy je razem.
— Nie — powiedziała stanowczo żona. — Skoro podjąłeś decyzję beze mnie, sam poradzisz sobie z konsekwencjami.
Mimo swojej zasadniczej postawy Irina nie potrafiła jednak zostawić męża samego z gośćmi. Kiedy Raisa Pietrowna i Natalia przyjechały, żona była razem z Olegiem, by je przywitać.
Następnego dnia Raisa Pietrowna zadzwoniła, żeby doprecyzować szczegóły.
— Irineczko, przyjedziemy siódmego — oznajmiła teściowa. — Pociąg przyjeżdża o szóstej trzydzieści rano. Oleżek po nas przyjedzie?
— Oczywiście, że przyjedzie — odpowiedziała Irina.
— Wspaniale! — zawołała zadowolona Raisa Pietrowna. — A ty, moja droga, przygotuj coś dobrego na nasz przyjazd. Będziemy głodne po podróży.
— Dobrze — zgodziła się Irina.
— I zmień pościel — kontynuowała teściowa, wydając polecenia. — Jesteśmy przyzwyczajone do czystości. I zrób miejsce w lodówce, przywieziemy smakołyki.
— Zrozumiałam — odpowiedziała sucho Irina.
— I jeszcze jedno, moja droga — nalegała Raisa. — Telewizor w pokoju działa? Lubimy oglądać wiadomości przed snem.
— Działa — potwierdziła Irina.
— Doskonale! — podsumowała teściowa. — Do zobaczenia wkrótce. Przygotuj się na nasz przyjazd!
Irina odłożyła słuchawkę i zamyśliła się. Dwa tygodnie z Raisą Pietrowną i Natalią w jednym mieszkaniu. Gotowanie, sprzątanie, pranie, opieka nad gośćmi. Do tego będą oglądać telewizję w pokoju, co oznaczało, że będą kłaść się późno i hałasować.
Tego wieczoru mąż wrócił z pracy w świetnym humorze.
— Iriszka, wyobraź sobie, jak będzie super! — Oleg dzielił się swoją radością. — Mama i Natasza odpoczną, porozmawiamy, spędzimy czas rodzinnie!
— Mhm — przytaknęła Irina. — Bardzo dobrze.
— Czemu masz taką minę? — zauważył. — Powinnaś się cieszyć!
— Cieszę się — odpowiedziała Irina suchym tonem.
— Nie wygląda — Oleg pokręcił głową. — Ira, nie można tak traktować bliskich!
— Traktuję ich dobrze — sprzeciwiła się żona.
— Dobrze traktować to znaczy cieszyć się na ich widok — pouczył ją. — A ty robisz kwaśną minę.
Irina nie odpowiedziała. Rozmowa i tak nic by nie dała.
Przez kolejne dni przygotowywała się na przyjazd gości. Zrobiła zakupy, zmieniła pościel, posprzątała mieszkanie. Oleg nie zaproponował pomocy, uznając przygotowania za „kobiecą pracę”.
— Ty lepiej wiesz, co trzeba zrobić — zbył ją. — Ja tylko bym przeszkadzał.
Raisa Pietrowna dzwoniła codziennie, żeby doprecyzować szczegóły.
Siódmego o szóstej trzydzieści rano Oleg pojechał odebrać matkę i siostrę. Irina została w domu, żeby dokończyć przygotowywanie śniadania. Naleśniki, omlet, pokrojone warzywa, kiełbasa i ser stały już na stole. Zapiekanka dopiekała się w piekarniku.
O ósmej w korytarzu rozległy się głosy.
— Irisza! — zawołała Raisa Pietrowna. — Jesteśmy!
— Już idę! — odpowiedziała Irina, wychodząc z kuchni.
Teściowa wyglądała żywo mimo nocy spędzonej w podróży. Natalia ziewała i sprawiała wrażenie zmęczonej.
— Podróż minęła dobrze? — zapytała Irina.
— Dobrze — powiedziała Raisa. — Miałyśmy dobry wagon, prawie nie trzęsło.
— Nie zmrużyłam oka przez całą noc — poskarżyła się Natalia. — Sąsiedzi chrapali.
— Odeśpisz w domu — pocieszyła ją matka.
Oleg wniósł walizki i postawił je w salonie.
— Śniadanie gotowe — oznajmiła Irina. — Chodźcie do kuchni.
— Och, jak cudownie pachnie! — ucieszyła się Raisa. — Irisza, brawo, naprawdę się postarałaś!
Goście usiedli przy stole, a Irina zaczęła podawać dania. Raisa i Natalia jadły z apetytem, chwaląc jedzenie.
— Oleżku, twoja żona ma złote ręce! — zachwycała się teściowa. — Tak świetnie gotuje!
— Mówiłem ci, mamo — powiedział dumnie Oleg. — Moja Ira to gospodyni pierwsza klasa.
— Widać, że się stara — pochwaliła Raisa. — Tak właśnie powinno być; kobieta musi dobrze karmić męża.
Po śniadaniu goście poszli rozpakować walizki, a Irina została, żeby pozmywać. Oleg nie zaproponował pomocy; poszedł z matką i siostrą oprowadzić je po mieszkaniu.
— Och, jak tu pięknie! — zachwycała się Raisa. — Świeży remont, nowe meble!
— Wszystko odnowiliśmy w zeszłym roku — powiedział Oleg z dumą.
— Brawo! — pochwaliła matka. — Widać, że rozsądnie wydajecie pieniądze.
Irina słuchała z kuchni i uśmiechała się pod nosem. To ona zarządzała większością remontu: wybierała materiały, zatrudniała robotników, pilnowała prac. Oleg tylko dawał pieniądze i czasem wyrażał swoje zdanie.
W porze obiadu goście byli już rozpakowani. Raisa usiadła w fotelu przed telewizorem; Natalia położyła się na kanapie w salonie. Oleg też odpoczywał, uznając, że jego dzień wolny jest w pełni zasłużony.
— Irisza — zawołała teściowa z salonu — o której będzie obiad?
— O pierwszej — odpowiedziała Irina.
— Co przygotowujesz? — zapytała Natalia.
— Zupę i kotlety — odpowiedziała gospodyni.
— Och, kotlety! — zawołała szwagierka. — Uwielbiam je!
— Mam nadzieję, że z ziemniakami? — doprecyzowała Raisa.
— Oczywiście — potwierdziła Irina.
— Wspaniale! — podsumowała teściowa. — My będziemy dalej odpoczywać, a ty gotuj.
Stojąc przy kuchence, Irina zrozumiała, że te dwa tygodnie będą długie. Goście już pokazali swoje prawdziwe oblicze: oni odpoczywali, podczas gdy gospodyni pracowała. I tak miało być każdego dnia.
Wieczorem Irina była wyczerpana. Przygotowała śniadanie, obiad i kolację, posprzątała i wyprała pościel. Goście bawili się, oglądali telewizję i wymieniali nowinkami.
— Irisza jest zmęczona — zauważył Oleg podczas kolacji. — Widać, że jest jej trudno.
— A co w tym trudnego? — zdziwiła się Raisa. — To zwykłe domowe obowiązki.
— Dokładnie — przytaknęła Natalia, popierając matkę. — My nie jesteśmy wybredne, jemy to, co jest.
— Ira po prostu nie jest przyzwyczajona do gości — próbował bronić żony Oleg. — Zazwyczaj mieszkamy sami.
— Przyzwyczai się — oświadczyła pewnie teściowa. — Daj jej dwa tygodnie.
Irina jadła kolację w milczeniu. Minął już tydzień, został jeszcze jeden. A nikt nawet nie pomyślał o tym, by pomóc albo chociaż umyć po sobie talerz.
— Oleg — szepnęła Irina, gdy mąż wszedł do kuchni po wodę.
— Co się stało, kochanie? — zapytał.
— Muszę z tobą porozmawiać.
— Teraz? — Oleg spojrzał na zegarek. — Może później? Mama włączyła ciekawy program.
— Nie, teraz — nalegała Irina.
Oleg westchnął i został w kuchni.
— Słucham — powiedział.
— Jest mi ciężko — zaczęła Irina. — Nie daję rady z tym wszystkim.
— Z czym wszystkim? — Oleg nie rozumiał.
— Gotowanie dla czterech osób trzy razy dziennie, sprzątanie, pranie — wyliczyła żona. — A nikt nie pomaga.
— No to poproś je o pomoc — zasugerował mąż.
— Poważnie? — Irina spojrzała na niego. — Mam prosić gości, żeby zmywali?
— A w czym problem? — wzruszył ramionami. — Nataszka nie jest dumna, pomoże.
— Oleg, tu nie chodzi o dumę — wyjaśniła Irina. — Chodzi o to, że twoja matka i siostra przyjechały odpocząć, a ja zostałam służącą.
— Daj spokój — machnął ręką. — Nikt nie uważa cię za służącą.
— Nie? — zapytała Irina. — To kto gotuje, sprząta i pierze?
— No, ty jesteś gospodynią — odpowiedział Oleg. — To twoja rola.
— Rozumiem — przytaknęła Irina. — Czyli mam obsługiwać twoją rodzinę?
— Ira, czemu zawsze dramatyzujesz? — zirytował się mąż. — Jeszcze tydzień i wytrzymasz.
— „Wytrzymasz” — powtórzyła Irina. — Ładne słowo.
— Tak — przytaknął. — Bądź cierpliwa. One nie zostają na zawsze.
Irina spojrzała na męża i zrozumiała, że rozmowa jest bezsensowna. Oleg nie widział problemu i nie zamierzał go rozwiązać.
Następnego ranka przy śniadaniu Raisa ogłosiła plan dnia.
— Irisza, moja droga — powiedziała teściowa do synowej — dziś idziemy pospacerować po mieście. Ty zostań w domu i posprzątaj.
— Mam pracę — przypomniała Irina.
— Ach tak, rzeczywiście — poprawiła się Raisa. — Nieważne, posprzątasz wieczorem.
— Po pracy muszę jeszcze gotować — zauważyła Irina.
— Poradzisz sobie — powiedziała Raisa z przekonaniem. — Jesteś młoda, masz energię.
— Może posprzątacie po sobie same? — zaproponowała Irina. — Skoro zostajecie w domu?
Raisa spojrzała na synową z zaskoczeniem.
— Irisza, jesteśmy gośćmi — przypomniała. — Goście nie sprzątają.
— Nawet po sobie? — doprecyzowała Irina.
— Oleżku — powiedziała Raisa do syna — wytłumacz swojej żonie, jak należy zachowywać się wobec gości.
Oleg spojrzał na Irinę.
— Ira, mama ma rację — powiedział. — Goście nie powinni sprzątać.
— Zrozumiałam — przytaknęła Irina.
Następnego ranka przy śniadaniu Raisa ponownie ogłosiła plan dnia.
— Irisza, moja droga — powiedziała teściowa do synowej — dziś idziemy pospacerować po mieście. Ty zostań w domu i posprzątaj.
— Mam pracę — przypomniała Irina.
— Ach tak, rzeczywiście — poprawiła się Raisa. — Nieważne, posprzątasz wieczorem.
— Po pracy muszę jeszcze gotować — zauważyła Irina.
— Poradzisz sobie — powiedziała Raisa z przekonaniem. — Jesteś młoda, masz energię.
— Może posprzątacie po sobie same? — zaproponowała Irina. — Skoro zostajecie w domu?
Raisa spojrzała na synową z zaskoczeniem.
— Irisza, jesteśmy gośćmi — przypomniała. — Goście nie sprzątają.
— Nawet własnego bałaganu? — doprecyzowała Irina.
— Oleżku — Raisa zwróciła się do syna — wytłumacz swojej żonie, jak powinna zachowywać się wobec gości.
Oleg spojrzał na Irinę.
— Ira, mama ma rację — powiedział. — Goście nie powinni musieć sprzątać.
— Zrozumiałam — przytaknęła Irina.
Minęło dziesięć dni. Irina była całkowicie wyczerpana. Pracowała cały dzień, wracała do domu, a tam czekały na nią nowe obowiązki. Przygotowywała śniadanie, obiad i kolację, sprzątała, prała pościel. Goście odpoczywali, oglądali telewizję i opowiadali sobie najnowsze wiadomości.
— Irisza jest zmęczona — zauważył Oleg przy kolacji. — Widać, że jest jej ciężko.
— A co w tym ciężkiego? — zdziwiła się Raisa. — To zwykłe domowe obowiązki.
— To prawda — dodała Natalia. — Nie jesteśmy wybredne, jemy to, co nam podają.
— Ira nie jest przyzwyczajona do gości — próbował bronić żony Oleg. — Zazwyczaj mieszkamy sami.
— Przyzwyczai się — stwierdziła pewnie teściowa. — Za kilka tygodni się oswoi.
Irina dokończyła kolację w milczeniu. Minęło już półtora tygodnia; zostało jeszcze kilka dni do wytrzymania. A nikt nawet nie pomyślał o pomocy ani chociaż o umyciu własnego talerza.
Następnego dnia Raisa ogłosiła nowe plany.
— Irisza, moja droga — powiedziała teściowa — postanowiłyśmy zaprosić znajomych do teatru. Wszyscy się spotkamy.
— Rozumiem — odpowiedziała Irina.
— A po teatrze wpadniemy tutaj — kontynuowała Raisa. — Napijemy się herbaty i porozmawiamy.
Irina znieruchomiała z filiżanką w ręku.
— Ile osób? — zapytała.
— Około sześciu albo siedmiu — oceniła teściowa. — Niewiele.
— A kto przygotuje poczęstunek? — doprecyzowała Irina.
— No ty, oczywiście — odpowiedziała Raisa, zdziwiona pytaniem. — A kto inny?
Irina odłożyła filiżankę na stół i spojrzała na nią. Jej cierpliwość właśnie ostatecznie pękła.
— Raiso Pietrowno — powiedziała powoli — przyjechałyście tutaj odpocząć. Ja nie jestem biurem podróży ani restauracją.
— Co ty wygadujesz? — oburzyła się teściowa.
— Mówię, że mam dość odgrywania roli służącej — odpowiedziała Irina.
— Oleżku! — zawołała Raisa syna. — Twoja żona jest wobec mnie bezczelna!
Oleg wybiegł z łazienki z pianką do golenia na twarzy.
— Co się stało? — zapytał.
— Irina odmawia przyjęcia gości! — poskarżyła się matka.
— Ira, co się dzieje? — Oleg zwrócił się do żony.
Irina wstała od stołu i spojrzała na niego.
— Pamiętasz, co ci powiedziałam, kiedy oznajmiłeś mi ich przyjazd? — zapytała.
— A co to ma z tym wspólnego? — Oleg nie rozumiał.
— Wszystko — odpowiedziała Irina. — Ostrzegałam cię, że nie będę obsługiwać twoich krewnych. A ty mi nie uwierzyłeś.
— Ale zgodziłaś się, żeby przyjechały! — zaprotestował.
— Zgodziłam się, żeby przyjechały, a nie na to, żebym została służącą — doprecyzowała Irina. — A właśnie tego wszyscy ode mnie oczekują.
Irina zacisnęła usta, mocno westchnęła i powtórzyła te same słowa, które wypowiedziała kilka dni wcześniej.
Oleg był zaskoczony; nie spodziewał się takiej reakcji. Myślał, że żona tylko się wyładowuje, a potem się uspokoi i dalej będzie odgrywać idealną gospodynię.
— Ira, ty chyba nie mówisz poważnie? — wymamrotał Oleg.
— Bardzo poważnie — odpowiedziała, kierując się do drzwi.
Irina poszła do sypialni, wyciągnęła walizkę spod łóżka i położyła ją na narzucie. Zaczęła pakować się metodycznie i spokojnie: letnie sukienki, kostiumy kąpielowe, sandały, okulary przeciwsłoneczne.
Oleg poszedł za nią i zobaczył, co się dzieje.
— Ira, poczekaj! — zawołał. — Co ty robisz?
— Przygotowuję się do wyjazdu — odpowiedziała krótko, wkładając kosmetyczkę do walizki.
— To absurd! — próbował przemówić jej do rozsądku Oleg. — Nie wypada zostawiać rodziny w takim momencie!
— A wypada zamienić żonę w służącą? — odparła Irina.
— Nikt nie zamienił cię w służącą! — zaprotestował.
— Nie? — Irina zatrzymała się i spojrzała na niego. — Kto przez te wszystkie dni przygotowywał śniadania, obiady i kolacje?
— No… ty — przyznał.
— A kto sprzątał mieszkanie? — ciągnęła.
— Też ty — westchnął Oleg.
— A kto prał pościel? — kontynuowała.
— Ty — odpowiedział cicho.
— Właśnie — przytaknęła Irina, dalej pakując walizkę. — Podczas gdy twoja matka i siostra odpoczywały i domagały się jeszcze więcej usług.
— Ira, ale one są gośćmi! — próbował się usprawiedliwić.
— Goście nie mieszkają u kogoś przez dwa tygodnie — odparła żona. — I goście pomagają gospodarzom, a nie wchodzą im na głowę.
— Mama jest starsza, jest jej trudno — spróbował Oleg z nowym argumentem.
— Raisa Pietrowna jest tylko dwadzieścia lat starsza ode mnie — odpowiedziała sucho Irina. — I doskonale prowadzi własny dom.
Oleg zrozumiał, że nie ma już żadnych argumentów. Żona miała rację pod każdym względem.
— Dobrze — ustąpił. — Może porozmawiamy z mamą? Poprosimy ją, żeby pomagała w domu?
— Za późno — Irina pokręciła głową. — Przez dziesięć dni byłam twoją pomocą domową. Wystarczy.
— Ale dokąd pójdziesz? — zapytał Oleg, zdezorientowany.
— Do Soczi — odpowiedziała żona. — Od dawna chciałam pojechać nad morze.
— A skąd weźmiesz pieniądze? — zapytał.
— Mam oszczędności — odpowiedziała chłodno. — Te, które odkładałam na wakacje z tobą.
Oleg poczuł się zupełnie przybity. Każdego roku para planowała wspólne wakacje, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie — praca, choroba, inne okoliczności. A teraz Irina wyda pieniądze przeznaczone na urlop, żeby wyjechać sama.
— Ira, porozmawiajmy spokojnie — błagał. — Bez emocji.
— Nie ma o czym rozmawiać — odparła. — Podjąłeś decyzję beze mnie, teraz radź sobie sam.
Irina nie słuchała już żadnych prób perswazji. Miała dość czucia się jak pracownica dla innych. Raisa i Natalia zachowywały się jak panie domu i traktowały Irinę jak obsługę.
— Muszę iść do banku i do biura podróży — powiedziała Irina, zamykając walizkę. — Wrócę późno.
— Ira, poczekaj! — zawołał za nią Oleg.
Ale żona już wyszła z sypialni i ruszyła do drzwi. W przedpokoju natknęła się na Raisę, która wszystko słyszała.
— Irisza, moja droga — zaczęła teściowa słodkim głosem — dlaczego jesteś taka zdenerwowana? Nie chciałyśmy cię urazić.
— Raiso Pietrowno — odpowiedziała Irina spokojnie — przyjechałyście odpocząć. Więc odpoczywajcie… ale beze mnie.
— Ale jak my sobie bez ciebie poradzimy? — zaniepokoiła się teściowa. — Kto będzie gotował?
— Oleg — odpowiedziała krótko Irina. — Albo wy same. Wybór należy do was.
— Ale to męska praca! — zaprotestowała Raisa.
— Dlaczego? — zdziwiła się Irina. — Wielu mężczyzn świetnie gotuje. I sprząta też.
— Irisza, nie można marnować czasu mężczyzny na domowe obowiązki! — próbowała przemówić jej do rozsądku teściowa.
— A czas kobiety można? — odparła Irina.
Raisa otworzyła usta, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo. Logika Iriny była nie do podważenia.
— Do widzenia — powiedziała Irina i wyszła z mieszkania.
Najpierw poszła do banku, żeby wypłacić oszczędności. Pięćdziesiąt tysięcy rubli leżało na lokacie od pół roku — odkładała na wspólne wakacje. Teraz te pieniądze miały sfinansować samotny wyjazd.
Potem zatrzymała się w biurze podróży. Konsultantka zaproponowała kilka opcji.
— Jest oferta last minute do Soczi na jutro — powiedziała dziewczyna. — Siedem dni, hotel trzygwiazdkowy, blisko morza.
— Biorę — zgodziła się Irina bez wahania.
— Świetnie! — zawołała zadowolona konsultantka. — Wylot jutro o czternastej.
Irina opłaciła wycieczkę i otrzymała bilety. O tej samej porze następnego dnia miała być już w samolocie lecącym nad morze. Oleg będzie musiał radzić sobie z matką i siostrą sam.
Tego wieczoru wróciła późno. W mieszkaniu panowała napięta cisza. Raisa i Natalia siedziały w salonie, szepcząc między sobą. Oleg krążył po kuchni, próbując coś ugotować.
— Ira! — mąż odetchnął z ulgą na jej widok. — Dzięki Bogu, wróciłaś!
— Nie na długo — uprzedziła Irina. — Jutro wyjeżdżam.
— Jutro? — zdziwił się Oleg.
— O czternastej — doprecyzowała.
— Ale to szaleństwo! — zawołał.
— Szaleństwo to sytuacja, w której ktoś pracuje od rana do wieczora, a potem zostaje obsługą we własnym domu — odparła Irina.
Oleg zrozumiał, że nie zdoła zmienić jej zdania. Cały wieczór próbował przygotować kolację. Kotlety się przypaliły, zupa była przesolona, a nawet herbaty nie udało mu się zrobić porządnie.
— Mamo, mogłabyś pomóc? — zapytał syn.
— Nie umiem gotować w cudzej kuchni — odpowiedziała sucho Raisa. — U mnie wszystko jest inaczej poukładane.
— A ja w ogóle nie gotuję — dodała Natalia. — W salonie piękności zamawiamy jedzenie na obiad.
Kolacja okazała się katastrofą. Wszyscy jedli w milczeniu, uświadamiając sobie skalę problemu. Bez Iriny rodzinna idylla bardzo szybko pogrążyła się w chaosie.
Rano Oleg obudził się wcześnie i od razu spojrzał na żonę. Irina już nie spała, wkładała ostatnie rzeczy do torby. Połowa szafy była pusta; walizka czekała przy drzwiach.
— Ira, może jednak nie pojedziesz? — błagał.
— Jadę — powiedziała stanowczo.
— A ja, mama i Natasza? — zapytał bezradnie.
— Poradzicie sobie — Irina wzruszyła ramionami. — Jesteście dorośli.
— Ale ja muszę iść do pracy! — zaprotestował.
— I co z tego? — zapytała zdziwiona. — Ja też pracuję. I nie przeszkadzało mi to zajmować się gośćmi.
Oleg nie miał nic do powiedzenia. Żona znowu miała rację.
O jedenastej Irina wezwała taksówkę. Oleg pomógł znieść walizkę do wejścia.
— Zadzwonisz do mnie? — zapytał.
— Zobaczymy — odpowiedziała wymijająco.
— Kiedy wrócisz? — nalegał.
— Kiedy będę miała ochotę — odpowiedziała Irina i wsiadła do samochodu.
Taksówka odjechała. Oleg został przy wejściu, rozumiejąc, że żona go opuściła. Nie na zawsze, ale na dłuższy czas. I nie miał kogo obwiniać poza samym sobą.
Kiedy wrócił na górę, zastał Raisę i Natalię zdezorientowane.
— Gdzie Irisza? — zapytała teściowa.
— Pojechała na wakacje — odpowiedział ponuro syn.
— Jak to pojechała? — matka nie rozumiała.
— Samolotem do Soczi — wyjaśnił Oleg.
— A my? — zawołała Raisa.
— Zostaliśmy sami — westchnął.
— Ale ja nie umiem gotować w obcym domu! — zaprotestowała matka.
— Nauczysz się — odpowiedział chłodno Oleg.
— A ja w ogóle nic nie umiem robić! — dodała Natalia.
— Ty też się nauczysz — powtórzył brat.
Matka i córka wymieniły spojrzenia. Bez Iriny wakacje zmieniały się w koszmar.
— Może po prostu wrócimy do domu? — zasugerowała niepewnie Raisa.
— Jak chcecie — wzruszył ramionami Oleg. — Bilety są na pojutrze.
— Ale chciałyśmy odpocząć jeszcze cztery dni! — zaprotestowała Natalia.
— To odpoczywajcie — przytaknął brat. — Ale zajmijcie się sobą same.
Matka i siostra zrozumiały, że darmowej obsługi już nie będzie. Musiały wybrać między komfortem własnego domu a samodzielnością jako goście.
Tymczasem Irina siedziała w samolocie i patrzyła przez iluminator. Pod skrzydłem płynęły chmury, a samolot wznosił się coraz wyżej. Po raz pierwszy od dawna czuła się lekko i swobodnie.
Trzy godziny później samolot wylądował w Soczi. Ciepłe południowe powietrze, palmy i zapach morza po napiętych dniach w Moskwie wydawały się jak z bajki.
Hotel okazał się wygodny i czysty. Pokój na drugim piętrze, z balkonem i widokiem na morze. Irina założyła lekką sukienkę i wyszła na balkon.
Na dole szumiały fale; nad wodą krzyczały mewy; wczasowicze spacerowali po promenadzie. Nikt nie domagał się śniadania, obiadu ani kolacji. Nikt nie zostawiał brudnych naczyń w zlewie. Nikt nie krytykował jakości sprzątania.
Irina głęboko wciągnęła morskie powietrze i po raz pierwszy od dwóch tygodni się rozluźniła. Bez niekończących się gości, kłótni i narzuconych krewnych życie znowu nabierało sensu.
Telefon milczał. Oleg jeszcze nie dzwonił; najwyraźniej był zajęty swoimi bliskimi. Irina nie spieszyła się, by odezwać się pierwsza. Niech sam oceni skalę problemu.
Wieczorem zjadła kolację w hotelowej restauracji. Przy sąsiednim stoliku siedziała para w jej wieku. Mężczyzna troszczył się o kobietę, nalewał jej wina, pytał, jak się czuje.
„Właśnie tak powinno być” — pomyślała Irina. „Troska o siebie nawzajem, a nie jednostronne wykorzystywanie”.
Trzeciego dnia wakacji Oleg w końcu zadzwonił.
— Ira, jak się masz? — zapytał ostrożnie.
— Wspaniale — odpowiedziała. — Opalam się, pływam i odpoczywam.
— A my… — zaczął Oleg i zamilkł.
— A wy? — zapytała Irina.
— Mama i Natasza wczoraj wyjechały — przyznał.
— Dlaczego tak wcześnie? — zdziwiła się. — Zostały im jeszcze trzy dni.
— Nie spodobało im się — odpowiedział Oleg wymijająco.
— Co dokładnie? — nalegała Irina.
— No… to, że musiały same gotować i sprzątać — powiedział szczerze.
Irina roześmiała się. Scena była oczywista: Raisa i Natalia próbujące poradzić sobie bez darmowej pokojówki i ponoszące żałosną klęskę.
— Rozumiem — powiedziała. — Bez darmowej obsługi wakacje się nie udały.
— Ira, przepraszam — powiedział Oleg skruszonym głosem. — Nie rozumiałem, jak bardzo było ci ciężko.
— Teraz rozumiesz? — zapytała Irina.
— Tak — westchnął. — Gotowałem i sprzątałem przez trzy dni. Jestem wykończony.
— A ja robiłam to codziennie — przypomniała mu.
— Wiem — powiedział cicho. — Myliłem się.
— Cieszę się, że zrozumiałeś — powiedziała Irina.
— Kiedy wrócisz? — zapytał.
— Za cztery dni — odpowiedziała. — Zgodnie z planem.
— Będę na ciebie czekał — obiecał Oleg.
— Dobrze — zgodziła się. — Ale zapamiętaj: żadnych więcej niezapowiedzianych gości na dwa tygodnie.
— Zrozumiałem — szybko przytaknął. — Na pewno będę się z tobą konsultował.
— I żadnej darmowej obsługi dla rodziny — dodała żona.
— Oczywiście — przytaknął, choć Irina nie mogła tego zobaczyć.
— W takim razie do zobaczenia w domu — zakończyła rozmowę.
Pozostałe dni minęły szybko. Irina opalała się, pływała i czytała książki, które od dawna chciała przeczytać. Jeździła na wycieczki, robiła sobie zdjęcia przy znanych zabytkach i kupowała pamiątki.
Po raz pierwszy od dawna żyła tylko dla siebie. Nikt nie wymagał uwagi, opieki ani usług. Mogła budzić się, kiedy chciała, jeść śniadanie w kawiarni, spędzać dzień tak, jak miała ochotę.
Nie chciała wracać, ale wakacje dobiegały końca. Ostatniego wieczoru Irina usiadła na balkonie z kieliszkiem wina, patrząc na zachód słońca nad morzem.
Telefon zadzwonił. Znowu Oleg.
— Ira, mam jutro po ciebie przyjechać? — zapytał.
— Oczywiście — zgodziła się.
— Tęsknię za tobą — wyznał.
— Ja też za tobą tęsknię — odpowiedziała, i to była prawda.
Mimo pretensji mąż wciąż był jej drogi. Po prostu musiał nauczyć się szanować granice.
— W domu wszystko jest gotowe na twój powrót — obiecał Oleg.
— Dobrze — uśmiechnęła się Irina.
Następnego dnia samolot wylądował w Moskwie. Oleg czekał z bukietem i winnym uśmiechem.
— Wybacz mi — powiedział, obejmując żonę.
— Najważniejsze, żeby lekcja została zapamiętana — odpowiedziała Irina.
— Została — zapewnił ją Oleg. — To się więcej nie powtórzy.
W domu naprawdę wszystko lśniło czystością. Mąż posprzątał, zmienił pościel i zrobił zakupy.
— Raisa Pietrowna nie będzie już przyjeżdżać bez zapowiedzi, prawda? — upewniła się Irina.
— Nie — Oleg pokręcił głową. — Odbyłem z nią poważną rozmowę.
— I co powiedziała? — zapytała Irina.
— Że zrozumiała swój błąd — odpowiedział. — I przeprasza za niedogodności.
— Dobrze — przytaknęła Irina.
Życie rodzinne wróciło do spokoju. Oleg nauczył się doceniać pracę żony i nie podejmować już jednostronnych decyzji. Irina natomiast zrozumiała, że czasem trzeba stanowczo wyznaczyć granice, żeby były respektowane.
Raisa i Natalia nie przyjeżdżały już bez zaproszenia. A kiedy odwiedzały młodą rodzinę, pilnowały, by pomagać w domu i nigdy nie zostawały dłużej niż jeden dzień.
Ta lekcja przydała się wszystkim. Irina wywalczyła szacunek dla swoich granic, Oleg nauczył się być bardziej uważny wobec żony, a teściowa i szwagierka zrozumiały, że w cudzym domu nie ma darmowej obsługi.