Tatyana przypadkiem odkryła romans swojego męża.

Tatiana przypadkiem odkryła romans swojego męża.

Jak to często bywa, żony dowiadują się jako ostatnie. Dopiero później Tatiana zrozumiała znaczenie dziwnych spojrzeń kolegów z pracy i szeptów za jej plecami. Wszyscy w pracy wiedzieli, że jej najlepsza przyjaciółka, Nadieżda, ma romans z jej mężem, Andriejem. Jednak zachowanie Andrieja nie wzbudziło podejrzeń Tatiany.

Odkryła to pewnego wieczoru, gdy niespodziewanie wróciła do domu. Tatiana od kilku lat pracowała jako lekarka w moskiewskim szpitalu. Tego dnia miała mieć nocny dyżur. Jednak pod wieczór młoda koleżanka, Ludmiła, poprosiła ją o przysługę:

— Tanieczko, możemy zamienić się dyżurami? Ja popracuję dziś w nocy, a ty weźmiesz mój dyżur w sobotę — jeśli nie masz nic zaplanowanego. W sobotę jest ślub mojej siostry.

Tatiana się zgodziła. Ludmiła była miłą i pomocną dziewczyną, a ślub był naprawdę ważnym powodem.

Tego wieczoru Tatiana wróciła do domu, szczęśliwa na myśl, że zaskoczy męża. Ale to na nią czekała niespodzianka. Ledwie przekroczyła próg, gdy usłyszała głosy dobiegające z sypialni — głos Andrieja i drugi, który rozpoznała natychmiast, choć nigdy nie spodziewałaby się usłyszeć go w takim momencie i w takich okolicznościach. To był głos jej najlepszej przyjaciółki, Nadieżdy. To, co usłyszała później, nie pozostawiało żadnych wątpliwości.
 

Tatiana opuściła mieszkanie tak cicho, jak do niego weszła. Spędziła noc w szpitalu, nie zmrużywszy oka. Jak miała teraz spojrzeć w oczy kolegom? Oni wszystko wiedzieli, podczas gdy ona wierzyła Andriejowi bezgranicznie i ufała mu całym sercem. Stał się centrum jej życia; odkładała nawet swoje marzenie o dziecku za każdym razem, gdy Andriej mówił, że nie jest gotowy, że trzeba jeszcze poczekać i nacieszyć się życiem. Teraz Tatiana rozumiała: dla niego ich rodzina nie miała przyszłości.

Tej nocy podjęła jedyną możliwą decyzję. Napisała podanie o urlop połączone z rezygnacją z pracy, wróciła do domu, spakowała rzeczy, gdy Andriej był w pracy, i pośpieszyła na dworzec. Po babci odziedziczyła mały dom w wiosce — idealne miejsce, gdzie nikt nie pomyślałby, żeby jej szukać.

Na dworcu kupiła nową kartę SIM, a starą wyrzuciła do kosza. Tatiana zerwała wszystkie więzi ze swoim dawnym życiem i zaczęła nowe.

Następnego dnia wysiadła na znajomej stacji. Tatiana nie była tam od dziesięciu lat, od pogrzebu babci. Wszystko wydawało się równie spokojne i opustoszałe jak dawniej. „Właśnie tego teraz potrzebuję” — pomyślała. Przez część drogi ktoś ją podwiózł, a potem szła pieszo jeszcze około dwudziestu minut. Ogród był tak zarośnięty, że Tatiana z trudem odnalazła furtkę.

Doprowadzenie domu do porządku zajęło kilka tygodni. Sama nie dałaby rady, ale sąsiedzi, którzy pamiętali jej babcię Annę Iwanownę — nauczycielkę z czterdziestoletnim doświadczeniem — chętnie przyszli jej z pomocą. Ciepłe przyjęcie zaskoczyło Tatianę i była za nie szczerze wdzięczna.
 

Wieść o tym, że do wioski przyjechała lekarka, szybko się rozeszła. Pewnego dnia sąsiadka Olga wpadła do Tatiany w panice:

— Taniusza, przepraszam, dziś nie mogę ci pomóc. Moja córka zjadła coś niedobrego — boli ją brzuch.

— Chodźmy zobaczyć — powiedziała Tatiana, chwytając swoją torbę lekarską.

Mała Katia miała zatrucie pokarmowe. Tatiana udzieliła jej pomocy i wyjaśniła Oldze, co robić dalej.

— Dziękuję, kochana — szlochała Olga. — Jesteś teraz naszą lekarką. Szpital jest sześćdziesiąt kilometrów stąd. Mieliśmy felczera, ale wyjechał i nikogo na jego miejsce nie przysłano.

Od tamtej pory mieszkańcy wioski zaczęli zwracać się do Tatiany z każdym problemem. Nie potrafiła odmówić im pomocy — została tutaj zbyt serdecznie przyjęta.

Kiedy władze rejonu dowiedziały się o jej pracy, zaproponowały jej stanowisko w przychodni rejonowej.

— Nie, zostaję tutaj — powiedziała stanowczo Tatiana. — Ale jeśli otworzycie tutaj punkt felczerski, chętnie go poprowadzę.

Urzędnikom schlebiało, że moskiewska lekarka z takim doświadczeniem chce pracować na wsi, ale Tatiana pozostała nieugięta. Kilka miesięcy później otwarto punkt, a ona zaczęła przyjmować pacjentów.
 

Pewnego późnego wieczoru ktoś zapukał do drzwi. Nie zdziwiło to Tatiany — choroby nie mają godzin pracy. Na progu stał nieznajomy.

— Pani doktor Tatiano — przedstawił się. — Przyjechałem z Zarieczja, piętnaście kilometrów stąd. Moja córka jest bardzo chora. Na początku myślałem, że to przeziębienie, ale gorączka utrzymuje się już trzeci dzień. Błagam, pomóżcie nam.

Szybko zebrała wszystko, czego potrzebowała, podczas gdy on opisywał objawy. W ich domu zastali bladą dziewczynkę, która z trudem oddychała pod kołdrą. Po zbadaniu jej Tatiana powiedziała:

— To poważne. Trzeba ją hospitalizować.

Mężczyzna pokręcił głową.

— Jesteśmy tylko ja i ona. Moja żona zmarła krótko po jej narodzinach. Ona jest wszystkim, co mam. Nie mogę jej stracić.

— Ale szpital zapewnia lepsze warunki. Tutaj nie mam potrzebnych leków.

— Proszę powiedzieć, czego trzeba — pojadę po to. Ale błagam, nie zabierajcie jej do szpitala. W centrum rejonu jest apteka całodobowa; mogę tam pojechać samochodem. Tylko że nie ma nikogo, kto zostałby z nią.

Tatiana zobaczyła, jak bardzo był przestraszony i zdesperowany. Przyjrzała mu się uważnie — mężczyzna w jej wieku, wysoki i szczupły, o gęstych kasztanowych włosach. Jego ciemnozielone oczy błyszczały determinacją.

— Zostanę z nią — powiedziała Tatiana. — Jak ma na imię dziewczynka?

— Alysa — wyszeptał. — A ja jestem Siergiej. Dziękuję, pani doktor.

Siergiej pojechał po leki, trzymając w ręku receptę.

Gorączka Alysy nie spadała; dziewczynka przewracała się z boku na bok, płakała i wołała tatę. Tatiana wzięła ją na ręce, kołysała i cicho nuciła kołysankę, aż Alysa trochę się uspokoiła.
 

Siergiej wrócił w środku nocy ze wszystkim, czego było trzeba. Tatiana podała lek i powiedziała zmęczonym głosem:

— Teraz czekamy.

Czuwali przy jej łóżku aż do rana. O świcie gorączka zaczęła spadać, a na czole dziewczynki pojawiły się kropelki potu.

— To dobry znak — powiedziała Tatiana z ulgą. Zmęczenie ustąpiło miejsca radości ze zwycięstwa nad chorobą.

— Uratowała pani moją córkę — powiedział Siergiej, nie znajdując innych słów.

Minął rok. Tatiana nadal pracowała w punkcie pomocy medycznej, ale mieszkała już w dużym domu Siergieja. Pobrali się sześć miesięcy po tamtej strasznej nocy, kiedy życie Alysy wisiało na włosku.

Dziewczynka potrzebowała jeszcze kilku tygodni, aby całkowicie dojść do siebie. Alysa bardzo przywiązała się do Tatiany, a Tatiana pokochała ją całym sercem, choć czasami myślała o tym, jak długo odkładała własne marzenie o dziecku.
 

Wieczorami, zmęczona, ale szczęśliwa, Tatiana wracała do domu do dwojga ludzi, którzy byli teraz jej rodziną. Tym razem Siergiej czekał na nią na progu z uśmiechem. Tatiana zatrzymała się na chwilę, a wtedy on radośnie objął żonę i wyszeptał:

— Teraz nasza rodzina jeszcze się powiększy.