„Nie rozumiem, Asiu — gdzie jest gorące danie? Dlaczego na stole jest tylko sałatka? Gdzie pieczona kaczka z jabłkami? Gdzie medaliony z jagnięciny ze szparagami w sosie słodko-kwaśnym? Obiecałam moim przyjaciółkom, że spędzimy wspaniały czas u mojej synowej, a to wszystko?”
Głos Tamary Giennadijewny rozbrzmiewał w ciepłej sali jadalnej niewielkiej restauracji, którą Asia otworzyła zaledwie dwa tygodnie wcześniej.
Teściowa stała w progu, nawet nie zdejmując swojego futra z norek, a za nią stały trzy wierne przyjaciółki. Wcześniej Tamara Giennadijewna zamieniała życie Asi w piekło w domu, zjawiając się bez zapowiedzi.
„Jesteś na urlopie macierzyńskim. Co innego masz do roboty?” — mówiła, rozsiadając się przy stole.
Na początku Asia próbowała tłumaczyć, że jest wykończona opieką nad dzieckiem. Mała Dasza urodziła się kapryśna i wymagająca.
Ale Tamara Giennadijewna nigdy nie przejmowała się takimi wyjaśnieniami.
„Och, daj spokój” — mówiła, zbywając sprzeciw machnięciem ręki. „Jakbym ja nigdy nie rodziła ani nie wychowywała dziecka. Robiłam wszystko. Prowadziłam dom, przyjmowałam swoją teściową jak należy, starałam się. I jak widzisz, przeżyłam. Pospiesz się. Dziewczyny i ja jesteśmy głodne. Pokaż nam, że nie weszłaś do tej rodziny na darmo.”
Asia wzdychała i zaczynała gotować dla głodnych „dziewczyn” — kobiet, którym było znacznie bliżej do emerytury niż do studenckiego życia.
Zazwyczaj teściowa i jej przyjaciółki wychodziły tuż przed powrotem Nikity z pracy, zostawiając Asi akurat tyle czasu, by zdążyła umyć naczynia, których użyły.
„Dlaczego masz taką ponurą minę?” — pytał jej mąż, siadając przy stole.
„Jestem zmęczona. Twoja matka znowu przyszła. Z przyjaciółkami.”
„Jak miło z jej strony” — mówił Nikita z prawdziwą radością. „Przynajmniej się nie nudziłaś.”
Pewnego dnia Asia w końcu nie wytrzymała i powiedziała, że zdecydowanie wolałaby się nudzić, niż obsługiwać całkowicie zdrowe kobiety w średnim wieku.
„Moja matka przychodzi do ciebie z otwartym sercem, a ty tak odpowiadasz?” Nikita zmarszczył brwi. „Czasami myślę, że mama ma rację. Naprawdę jesteś niewdzięczna.”
„Nikita, jestem wdzięczna. Jestem po prostu wykończona dzieckiem, a wtedy one przychodzą.”
„Ale moja matka ma pełne prawo widzieć, jak dorasta jej jedyna wnuczka.”
„To niech przychodzi sama” — odparła Asia, rzucając ścierkę na stół.
Tamtej nocy Nikita i Asia spali w osobnych pokojach. Asia została w pokoju dziecięcym, skulona w fotelu.
Z czasem Dasza podrosła i nadszedł moment, by Asia wróciła do pracy. Wtedy niespodziewanie dawna koleżanka z klasy zaproponowała jej wspólny biznes — otwierała restaurację.
„Jesteś świetną ekonomistką” — powiedziała Lera.
„Tobie też niczego nie brakuje” — roześmiała się Asia, nawiązując do dyplomu z wyróżnieniem swojej przyjaciółki.
„Ale ty jesteś boginią w kuchni. Gotujesz tak dobrze, że ludzie oblizują palce do czysta. Pomożesz nadzorować kucharzy.”
W tamtym czasie Asia odziedziczyła pieniądze po babci. To właśnie je zainwestowała w restaurację.
„Szczerze mówiąc, lepiej pracować na siebie niż wracać do biura” — zdecydowała.
Obie kobiety znalazły lokal, wyremontowały go, kupiły sprzęt, podkupiły znanego szefa kuchni z sąsiedniej restauracji i stworzyły wyjątkowe menu. Restauracja została otwarta dwa tygodnie wcześniej. Przez cały ten czas Tamara Giennadijewna milczała jak zaklęta. Aż dziś zadzwoniła i zapytała, czy może wpaść na lunch biznesowy.
„Tamaro Pietrowno, prosiła pani o lunch biznesowy. Mogła mnie pani uprzedzić, że nie przyjdzie pani sama.”
„Dlaczego matka męża miałaby dzwonić wcześniej? Przyszłam zobaczyć się z synową” — powiedziała teściowa, bezwstydnie odsuwając Asię, rzucając futro w ręce nadbiegającego szatniarza i siadając przy stoliku.
Jej przyjaciółki — Zina, Lada i Irma — skinęły głowami i również usiadły. Zina z wyraźnym obrzydzeniem strzepnęła z obrusu niewidzialny pyłek.
„Dobrze” — powiedziała Tamara Giennadijewna, królewskim gestem machając ręką. „Skoro nie byłaś przygotowana, poczekamy. Ale powiedz szefowi kuchni, żeby się pospieszył. Weźmiemy galaretę z łososia, kotleciki jagnięce z młodymi ziemniaczkami, deskę mięs, deskę serów i po jednym krabie kamczackim dla każdej. Deser zamówimy później” — dodała, zamykając menu.
Asia zbladła i na chwiejnych nogach ruszyła do kuchni.
„Moja teściowa postanowiła zaszaleć, jakby jutra miało nie być” — pomyślała. „A to jeszcze nawet nie deser.”
Cicho przekazała zamówienie szefowi kuchni.
„Dlaczego znosiłam ją przez pięć długich lat?” — wyszeptała Asia, idąc do swojego gabinetu.
Usiadła w milczeniu przy biurku i ukryła twarz w dłoniach. Nie było sensu dzwonić do Nikity. Po prostu powtórzyłby, że nie lubi jego matki.
„Tak dalej być nie może” — powiedziała nagle Asia, zrywając się z miejsca i uderzając dłonią w blat biurka. „Dość. Co ma być, to będzie.”
Wróciła zdecydowanym krokiem do kuchni, ale zamiast panikować z powodu żądań teściowej, odwróciła się gwałtownie i zawołała kierownika sali — wysokiego, nienagannie ubranego mężczyznę imieniem Artur, którego ona i Lera zatrudniły za jego bezbłędny styl i nerwy ze stali.
„Arturze” — powiedziała Asia cicho, lecz stanowczo, wskazując stolik, przy którym siedziała jej teściowa z przyjaciółkami. „Chcę obsługi pierwszej klasy. Pełne traktowanie VIP: najlepsze dania, komplementy od szefa kuchni, każde danie podane jak dla królowych. A rachunek na koniec — pełna cena, bez rabatu. Ani jednego rubla mniej. Zrozumiano?”
Artur uniósł brew, zaskoczony, po czym skinął głową.
„Jak pani sobie życzy, Asiu Władimirowno. Może pani na mnie liczyć. Z rozmachem” — powiedział, lekko pochylając głowę i stukając obcasami.
Wrócił na salę i przedstawienie się rozpoczęło. Gdy tylko Tamara Giennadijewna zobaczyła trzech kelnerów w nieskazitelnie białych rękawiczkach, którzy nagle zaczęli krzątać się wokół niej, wyprostowała ramiona i rozkwitła z zadowolenia.
„Właśnie o tym mówiłam!” — oznajmiła głośno, poprawiając futro z norek, które z szacunkiem ponownie ułożono na jej ramionach. „Wreszcie moja synowa nauczyła się szanować starszych. Dziewczyny, patrzcie, jak o mnie dbają!”
Zina prychnęła, Lada zachichotała, a Irma już sięgała po podany kieliszek.
„Ej, młody człowieku!” — warknęła Tamara do kelnera. „Wino musujące jest ciepłe! Proszę przynieść inną butelkę, i to szybko! I chcę czyste serwetki — te są już pogniecione!”
Kelner skłonił się.
„Oczywiście, proszę pani.”
Jej przyjaciółki pokiwały głowami z aprobatą, a Tamara Giennadijewna, upojona zainteresowaniem, ciągnęła dalej:
„Widzisz, Zinaido? Mówiłam ci, trzeba ustawić synową na właściwym miejscu. Teraz rozumie, kto rządzi w domu. A właściwie w restauracji.”
Skończyły dania główne, głośno rozmawiając o tym, że Asia wreszcie poszła po rozum do głowy. Potem Tamara Giennadijewna ponownie otworzyła menu.
„Deser! Chcemy najdroższy. Ten — ‘Triumf Imperatorowej’. Mus czekoladowy na truflowym spodzie, jadalne złoto, sorbet malinowy i świeża wanilia. Po dwie porcje dla każdej. I kawa.”
Artur spokojnie to zanotował. Deser podano na srebrnych tacach, z zimnymi ogniami i personalizowanymi tabliczkami z napisem: „Dla gości VIP od szefa kuchni.”
Tamara Giennadijewna omal nie pękła z dumy.
„Dziewczyny, to jest przyjęcie! Zapomnijcie o domowych ciastach — właśnie tak powinno się traktować teściową.”
Kiedy goście wreszcie skończyły kolację, Artur przyniósł rachunek — elegancką skórzaną teczkę z sumą 187 000 rubli.
Najpierw Tamara Giennadijewna się uśmiechnęła. Potem cała krew odpłynęła jej z twarzy.
„To jakiś żart?” — wyszeptała. „Jestem w restauracji mojej synowej! Tutaj wszystko powinno być dla mnie za darmo. Asiu! Asiu, natychmiast tu przyjdź!”
Asia wyszła ze swojego gabinetu spokojniejsza niż kiedykolwiek. Miała na sobie dopasowaną czarną sukienkę służbową, włosy upięte, a na ustach chłodny uśmiech.
„Czy jest jakiś problem, Tamaro Giennadijewno?” — zapytała równym tonem.
„Rachunek. On ośmielił się przynieść mi rachunek. Powinien zostać natychmiast zwolniony. Słyszysz mnie?”
„Tamaro Giennadijewno” — odpowiedziała Asia bez cienia emocji — „przyszła pani tutaj jako klientka. Zamówiła pani lunch biznesowy, potem pełną kolację, a następnie deser. Restauracja ma swoje zasady. Albo pani płaci, albo wzywamy policję. Wybór należy do pani.”
„Oszalałaś?” — krzyknęła teściowa, zrywając się na równe nogi. „Nikita! Nikita, gdzie jesteś? Twoja żona stała się zupełnie niemożliwa!”
Drżącymi palcami wybrała numer syna.
Tymczasem jej przyjaciółki zaczęły dyskretnie się odsuwać, aż praktycznie zniknęły.
Dwadzieścia minut później Nikita wpadł do restauracji, czerwony ze złości, z rozpiętym płaszczem.
„Asiu, co ty wyprawiasz?” — krzyknął od wejścia, zwracając na siebie uwagę całej sali. „Mama zadzwoniła do mnie z płaczem, a ty upokorzyłaś ją przed jej przyjaciółkami. Przeproś ją i anuluj ten rachunek, natychmiast!”
Asia skrzyżowała ramiona.
„Nikita, one zjadły za 187 000 rubli. Sam deser ‘Triumf Imperatorowej’ kosztuje 5 000 rubli za porcję. Albo płacisz, albo wzywam policję. Nie żartuję.”
Tamara Giennadijewna już głośno szlochała.
„Synku, ona zrobiła mi to przy wszystkich. Jestem dla niej jak matka.”
Nikita próbował pocieszyć matkę, po czym odwrócił się do Asi.
„Asiu, to moja matka. Ona ma do tego pełne prawo!”
„Ma obowiązek zapłacić jak każdy” — wtrąciła Asia.
W końcu, mamrocząc wściekle przez zaciśnięte zęby, Nikita wyciągnął swoją kartę, Tamara Giennadijewna podała swoją i razem udało im się zebrać potrzebną kwotę. Gdy płatność została dokonana, Tamara Giennadijewna chwyciła swoje futro, nawet nie patrząc na Asię, i wybiegła pośpiesznie, mrucząc:
„Nigdy więcej nie postawię nogi w tym miejscu.”
Tamtego wieczoru w domu Nikita urządził ogromną awanturę. Mimo że mała Dasza już spała, krzyczał i wymachiwał rękami w niekontrolowany sposób.
„Co ty zrobiłaś? Przy jej przyjaciółkach! Moja matka była we łzach — teraz całe miasto będzie o tym wiedziało. Jutro pójdziesz ją przeprosić i oddasz pieniądze. W przeciwnym razie chcę rozwodu, Asiu. Mówię poważnie.”
Asia stała przy oknie, patrząc na nocne miasto. Spokojna, niemal łagodna, odpowiedziała:
„Dobrze, Nikita. Zgadzam się na rozwód. Sama przygotuję dokumenty. Dasza zostanie ze mną. Alimenty zostaną ustalone zgodnie z prawem. A restauracja też jest moja. Została otwarta za spadek po mojej babci.”
Patrzył na nią osłupiały.
„Mówisz poważnie?”
„Całkowicie poważnie. Znosiłam to przez pięć lat. Wystarczy.”
Rozwód został szybko orzeczony. Nikita próbował postawić na swoim, ale Asia nie ustąpiła. Sprzedała swoją część mieszkania byłemu mężowi, kupiła wygodne dwupokojowe mieszkanie w nowej dzielnicy, blisko przedszkola Daszy i swojej restauracji. Restauracja odniosła sukces: Lera zarządzała salą, a Asia zajmowała się kuchnią i finansami. Sześć miesięcy później otworzyły drugi lokal — niewielki, ale z widokiem na rzekę i odpowiednią nazwą: „Druga Szansa”.
Asia rozkwitła. Wkrótce w jej życiu pojawił się nowy mężczyzna — Maksim, spokojny i uśmiechnięty szef kuchni ich restauracji. Nigdy nie krzyczał, niczego nie żądał. Po prostu gotował z nią w weekendy i uczył małą Daszę lepić pierogi.
Dawna teściowa próbowała kilka razy zadzwonić, licząc na pogodzenie się, ale Asia zawsze odpowiadała uprzejmie:
„Tamaro Giennadijewno, nie jesteśmy już rodziną. Wszystkiego dobrego.”
Rok później Asia stała w kuchni swojej restauracji, próbując nowego sosu i uśmiechając się. Dasza biegała obok niej, ściskając rysunek, na którym było napisane: „Mama jest najlepsza”. Żadnej teściowej. Żadnych „dziewczyn”. Tylko wolność, zapach świeżych wypieków i poczucie, że wreszcie żyje własnym życiem — nie dla męża, nie dla jego matki, lecz dla siebie i swojej córki.