Ira ledwie zdążyła zdjąć fartuch i usiąść przy stole, a cała rodzina była już zgromadzona na kolacji. Nalała matce szklankę kompotu, po czym zwróciła się do teściowej i również jej zaproponowała.
— Nie, dziękuję — powiedziała teściowa, kręcąc głową. — Mam swoją wiśniówkę. Lepiej jej nie rozcieńczać.
Oleg siedział naprzeciwko Iry, zajadając mięso i nakładając sobie już drugą porcję, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Ira zaczęła wstawać, ale mąż ją uprzedził. Odłożył widelec na brzeg talerza i ruszył do przedpokoju.
Usłyszała, jak otwiera drzwi, potem dobiegł ją stłumiony dźwięk jego głosu, a następnie śmiech. Nadal nalewała kompot i czekała.
Minutę później wrócił z kobietą, której Ira nigdy wcześniej nie widziała. Miała jaskraworude włosy ułożone w szerokie fale i usta pomalowane odważną, intensywną szminką.
Jej perfumy natychmiast wypełniły salon — ciężkie, słodkie i mdłe — a Ira omal się nie skrzywiła. Takie zapachy zawsze przyprawiały ją o ból głowy.
— To Swietoczka z pracy, moja bardzo dobra przyjaciółka — powiedział Oleg z szerokim uśmiechem, wyraźnie bardzo z siebie zadowolony. — Koniecznie musiałem ją dziś zaprosić. To właśnie ona porozmawiała o mnie z dyrektorem i pomogła mi dostać awans.
— Można powiedzieć, że gdyby nie Swietoczka, nawet nie mielibyśmy dziś czego świętować.
Ira wymieniła spojrzenie z matką, która siedziała na drugim końcu stołu obok jej ojca. Jedno spojrzenie wystarczyło. Ira wszystko zrozumiała.
Matka zacisnęła usta w cienką linię i lekko poczerwieniała. Płonęła ze wstydu, że jej zięć potrafił zrobić coś takiego na oczach żony i całej rodziny, przyprowadzając do ich domu inną kobietę i nawet nie udając skrępowania.
Ira postanowiła zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Przywołała na twarz idealny uśmiech gospodyni i powiedziała równym głosem:
— Przyniosę z kuchni jeszcze jedno krzesło. Na razie proszę usiąść na kanapie.
Swieta spojrzała na nią z pobłażliwą życzliwością i powiedziała:
— Jaka ty jesteś uprzejma.
Ira odpowiedziała jej grzecznym uśmiechem i zniknęła w ciemnym korytarzu. W kuchni zatrzymała się przy oknie i przez kilka sekund stała nieruchomo, zaciskając palce na krawędzi blatu.
Wtedy usłyszała za sobą kroki.
Matka weszła do kuchni i cicho zamknęła drzwi.
— To już przechodzi wszelkie pojęcie — wyszeptała, choć jej głos drżał z oburzenia. — Widziałaś kolczyki? Widziałaś je?
Ira nie pozwoliła, by na jej twarzy odbił się choćby cień wrzącego w niej wzburzenia. Nie pokazała, że miała ochotę chwycić pierwszy talerz, który wpadnie jej w ręce, i roztrzaskać go o ścianę. Odpowiedziała krótko:
— Widziałam.
Potem wzięła krzesło stojące w rogu kuchni i zaniosła je do salonu. Matka odprowadziła ją wzrokiem i cmoknęła językiem, ale nic więcej nie powiedziała.
Ira doskonale wiedziała, jakie kolczyki miała na sobie niespodziewana gościni. Rozpoznała je natychmiast, gdy tylko Swieta weszła do pokoju.
Sześć miesięcy wcześniej, w połowie września, Ira układała zimowe ubrania w szafie. Chciała wyjąć stary sweter na wyjazd na daczę i przypadkiem potrąciła stos rzeczy męża leżący na górnej półce.
Kilka swetrów spadło na podłogę, a razem z nimi małe pudełeczko. Ciemnoczerwone, aksamitne etui, takie, jakiego używa się do przechowywania cennej biżuterii.
Ira podniosła je i otworzyła. W środku znajdowała się para złotych kolczyków z ametystami.
Kamienie mieniły się fioletem, kiedy przechyliła pudełko w stronę światła. Były przepiękne — delikatne, eleganckie i wyraźnie bardzo drogie.
Zabrakło jej tchu ze szczęścia.
Natychmiast pomyślała, że mąż kupił je jako niespodziankę na jej urodziny. Zostały jeszcze trzy tygodnie i najwyraźniej Oleg kupił prezent wcześniej, żeby nie zapomnieć o nim w ostatniej chwili.
Ira ostrożnie schowała pudełko z powrotem pod swetry i przez cały wieczór uśmiechała się do własnych myśli. Podczas kolacji Oleg zapytał, dlaczego wydaje się taka radosna, a Ira odpowiedziała, że po prostu ma dobry humor.
Przez następne trzy tygodnie czuła się naprawdę szczęśliwa. Wyobrażała sobie, jak Oleg wyciąga pudełko podczas przyjęcia, jak jej je wręcza, a ona otwiera je, udając zaskoczenie.
Kupiła sobie nawet nową sukienkę z odkrytym dekoltem, ciemnoniebieską jak etui, żeby kolczyki prezentowały się na niej szczególnie efektownie.
W końcu nadszedł dzień jej urodzin. Oleg wstał od stołu, wyszedł do przedpokoju i wrócił z dużym pudełkiem przewiązanym czerwoną wstążką. Uśmiechał się szeroko, bardzo z siebie zadowolony, kiedy stawiał je przed Irą.
— Wszystkiego najlepszego, kochanie.
Ira rozwiązała wstążkę i otworzyła pudełko.
W środku znajdował się komplet naczyń.
Sześć talerzy i sześć filiżanek z kwiatowym wzorem na brzegach.
Ira wpatrywała się w zastawę i zupełnie niespodziewanie dostała czkawki.
Matka przyniosła jej szklankę wody. Ira wypiła ją jednym haustem, a potem jeszcze jedną. Goście śmiali się i żartowali, że królowa wieczoru po prostu tak bardzo wzruszyła się prezentem.
Oleg wyglądał na całkowicie zadowolonego z siebie.
Tego wieczoru, kiedy goście już wyszli, a jej mąż zasnął przed telewizorem w salonie, Ira po cichu wstała z kanapy i podeszła do szafy. Zdjęła z górnej półki stos swetrów Olega i sprawdziła kryjówkę.
Pudełka nie było.
Ira siedziała w kuchni aż do świtu.
Potem otworzyła w telefonie portal ogłoszeniowy i znalazła dokładnie taki sam komplet naczyń, jaki dostała od Olega.
Dwa tysiące czterysta rubli.
Tani prezent od męża, który zarabiał znacznie ponad sto tysięcy miesięcznie, a jednocześnie ukrywał w szafie złote kolczyki z ametystami przeznaczone dla innej kobiety.
Wtedy Ira zrozumiała, że ich małżeństwo pękło. Wciąż nie wiedziała, dla kogo były przeznaczone kolczyki, ale wiedziała już, że ta kobieta istnieje.
Pozostawało tylko odliczać miesiące do chwili, gdy wszystko w końcu się zawali.
A teraz Ira siedziała przy stole we własnym salonie naprzeciwko tej kobiety, a Swieta miała w uszach dokładnie te same kolczyki z ametystami. Ira rozpoznałaby je wśród tysięcy innych.
Kamienie mieniły się fioletem przy każdym ruchu i każdym obrocie głowy.
Swieta najwyraźniej bardzo chciała, żeby wszyscy je zauważyli. Bez przerwy odgarniała włosy za uszy, poprawiała kosmyki i dotykała płatków uszu.
Ira obserwowała te gesty i wiedziała, że Swieta robi to celowo. Być może wiedziała nawet, że Ira znalazła pudełko w szafie.
Może Oleg jej o tym opowiedział i razem śmiali się z żony, która wierzyła, że prezent był przeznaczony dla niej.
Matka Iry przysunęła się bliżej i obserwowała całą scenę z wyraźną dezaprobatą. Ira doskonale wiedziała, czego od niej oczekuje.
Matka chciała, żeby Ira wstała od stołu, wskazała na kolczyki i głośno zapytała męża, jakim cudem obca kobieta może nosić biżuterię ukrytą w jego szafie. Chciała, żeby Ira zrobiła awanturę i zdemaskowała ich przed całą rodziną.
Przewróciła salaterkę. Rzuciła widelcem. Wykrzyczała prawdę prosto w twarz tej bezczelnej rudej.
Ira nie miała zamiaru robić niczego podobnego.
W ciągu ostatnich sześciu miesięcy podjęła już wszystkie niezbędne kroki, żeby jej mąż odszedł z pustymi rękami.
Ten wieczór był po prostu ostatnią kroplą, która przelała czarę jej cierpliwości.
Teściowa siedziała na końcu stołu, nalewała wiśniówkę do małych kieliszków i nieustannie opowiadała, jakiego ma wspaniałego syna, jak bardzo jest ceniony w pracy i jak zdobył awans wyłącznie dzięki własnym zasługom.
Ojciec Iry w milczeniu jadł sałatkę i starał się nie patrzeć na nieproszoną gościnię. Swieta śmiała się głośniej od wszystkich z każdego żartu Olega i bez przerwy dotykała jego ramienia, kiedy mówił.
Oleg się nie odsunął. Nie cofnął ręki. Nawet nie udawał zakłopotania.
A Ira się uśmiechała.
Podawała chleb. Dolewała wszystkim kompotu. Pytała, czy mięso trzeba podgrzać.
Była idealną gospodynią — troskliwą, serdeczną i uprzejmą. Matka patrzyła na nią z narastającym zdziwieniem i niepokojem, nie rozumiejąc, dlaczego córka znosi takie upokorzenie.
Goście zaczęli wychodzić około dziesiątej wieczorem. Teściowa jako pierwsza wstała od stołu i oznajmiła, że musi już iść, ponieważ następnego ranka czeka ją wczesna pobudka.
Oleg zamierzał odprowadzić matkę do taksówki, kiedy Swieta również wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
— Odprowadzę Swietoczkę do domu i zaraz wrócę — powiedział Oleg do Iry, nie patrząc jej w oczy.
Ira udała, że w pełni pochwala ten szlachetny gest. Poszła do przedpokoju, zdjęła z haczyka jego szalik — szary w kratę, który podarowała mu w poprzedniego sylwestra — i podała mu go.
— Załóż go. Na zewnątrz jest zimno. Nie przezięb się.
Oleg wziął szalik i owinął go wokół szyi. Nawet nie spojrzał na Irę, ponieważ właśnie pomagał Swiecie założyć płaszcz.
Swieta pożegnała się ze wszystkimi, zalewając korytarz kolejną falą swoich ciężkich, słodkich perfum, po czym wyszła razem z Olegiem. Drzwi zamknęły się za nimi.
Pięć minut później teściowa Iry odjechała taksówką. Była wyraźnie urażona, że syn nie odprowadził własnej matki, tylko pobiegł za jakąś kobietą z pracy.
Nie powiedziała nic na głos, ale Ira widziała po jej zaciśniętych ustach, że poczuła się dotknięta.
Ojciec Iry pomógł sprzątnąć ze stołu i zanieść brudne naczynia do kuchni. On również niczego nie powiedział. Przechodząc obok córki, po prostu poklepał ją po ramieniu.
Matka stała w przedpokoju, zakładając płaszcz, i patrzyła na Irę z niemym pytaniem w oczach.
Ira podeszła i szepnęła jej do ucha:
— Wszystko będzie dobrze. Nie martw się o mnie.
Matka rozchyliła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale Ira pokręciła głową.
Nie teraz.
Nie tutaj.
Matka westchnęła i wyszła za mężem.
Ira została sama w mieszkaniu. Zamknęła drzwi na klucz, wróciła do salonu i otworzyła okno, żeby wywietrzyć zapach perfum obcej kobiety.
Olega nie było przez półtorej godziny.
Ira nie była zaskoczona. Dokładnie tego się spodziewała. Wiedziała, że wróci i wymyśli jakąś historię.
Powie, że Swietoczka zaprosiła go do kawiarni, żeby podziękować za wspaniały wieczór, a on był po prostu zbyt uprzejmy, by odmówić koleżance z pracy. Albo wymyśli opowieść o zepsutej taksówce, korkach czy długim oczekiwaniu w kawiarni.
Ira bez pośpiechu zmywała naczynia. Każdy talerz dokładnie szorowała gąbką, spłukiwała pianę pod bieżącą wodą, wycierała ścierką i odkładała do szafki.
Potem posprzątała stół w salonie, ustawiła krzesła na swoich miejscach i zamietła podłogę. Wyniosła śmieci na klatkę schodową i wróciła do środka.
Następnie poszła do sypialni i wyciągnęła spod łóżka dużą walizkę na kółkach.
O wpół do dwunastej Ira usłyszała klucz obracający się w zamku. Czekała na Olega, stojąc w przedpokoju.
Oleg otworzył drzwi, wszedł do środka i natychmiast potknął się o walizkę. Uśmiech zniknął z jego twarzy.
Spojrzał na walizkę, potem na Irę, a następnie znowu na walizkę.
— Co to ma znaczyć?
Ira nic nie powiedziała. Szybko podeszła do niego, pochyliła się i przycisnęła nos do jego swetra.
Wciągnęła zapach materiału, potem kołnierzyka koszuli, a następnie szalika. Wszystko pachniało perfumami Swiety.
Ta ciężka, mdła słodycz wniknęła w każdą nitkę i każdy szew.
— Wszystkie twoje rzeczy są w tej walizce — powiedziała Ira spokojnie. Przygotowywała te słowa od miesięcy, a teraz wypowiedziała je bez najmniejszego trudu. — Zabierz ją i odejdź.
— Zwariowałaś? — krzyknął Oleg. — To także moje mieszkanie! Mieszkam tutaj!
— Jesteś tutaj tylko zameldowany. Właścicielką jestem ja.
— Zapomniałeś?
Oleg zamilkł. Oczywiście, że pamiętał. Wiele lat wcześniej, na początku ich związku, przysięgał Irze wieczną miłość i ufał jej we wszystkim.
W tamtym czasie miał długi związane ze swoją prywatną działalnością, a banki odmawiały mu kredytów, dlatego Ira zapisała mieszkanie na siebie. Samochód również. Także dom na wsi, który jego rodzice podarowali młodej parze jako prezent ślubny, został zarejestrowany na jej nazwisko.
Oleg spojrzał na Irę. Zobaczył w jej oczach coś nowego — coś twardego i niewzruszonego, czego wcześniej tam nie było.
Zrozumiał, że wiedziała od dawna, długo znosiła i długo milczała, a teraz jej cierpliwość się skończyła. Zrozumiał, że błaganie nic nie da, krzyki nic nie dadzą i nic już nie pomoże.
Oleg chwycił walizkę i wyszedł.
Ira wróciła do salonu i wyjęła telefon z kieszeni fartucha, który wciąż wisiał na oparciu krzesła. Otworzyła kontakty i znalazła potrzebny numer.
Zdobyła go trzy miesiące wcześniej, kiedy zaczęła przeglądać profil Swiety w mediach społecznościowych. Natrafiła na nią przypadkiem dzięki zdjęciu z firmowej imprezy w miejscu pracy Olega.
Oleg opublikował zdjęcie na własnym profilu, a Ira zwróciła uwagę na rudowłosą kobietę stojącą zdecydowanie zbyt blisko jej męża. Znalazła konto Swiety i zobaczyła na nim zdjęcia innego mężczyzny — jej męża.
Pod jednym ze zdjęć widniał podpis, że świętowali piętnastą rocznicę ślubu. Na innym mąż Swiety stał obok dyrektora firmy, a podpis wyjaśniał, że zasiadał w radzie nadzorczej.
Ira opowiedziała mu wszystko. O złotych kolczykach z ametystami, które jej mąż kupił żonie innego mężczyzny zamiast prezentu urodzinowego dla własnej żony.
O półtorej godzinie, którą spędzili razem tego wieczoru, podczas gdy Ira stała przy zlewie i zmywała naczynia.
Mąż Swiety słuchał w milczeniu. Potem podziękował Irze, że wszystko mu powiedziała, i oznajmił, że się tym zajmie.
Jego głos był spokojny, ale Ira słyszała kryjącą się pod nim lodowatą wściekłość.
Odłożyła telefon na stół. Jej mąż uznał, że w wieku czterdziestu pięciu lat może bawić się w uwodziciela.
Że może się zabawiać, przyprowadzić do domu kobietę, którą nazywa swoją dobrą przyjaciółką, urządzać przedstawienie przed całą rodziną i nie obawiać się żadnych konsekwencji, ponieważ jego żona wszystko zniesie, wybaczy i zostanie bez względu na wszystko.
Mylił się.
Tydzień później Oleg wrócił.
Ira usłyszała dzwonek do drzwi. Raz. Drugi. Trzeci.
Potem zaczął walić pięściami w drzwi.
— Ira! Otwórz!
— Proszę, otwórz drzwi!
Ira stała po drugiej stronie i lekko się uśmiechała. Wiedziała już, co wydarzyło się w ciągu tego tygodnia.
Oleg został zwolniony w niesławie. Mąż Swiety, który zasiadał w radzie nadzorczej, dopilnował, żeby wyrzucono go za naruszenie zasad etyki obowiązujących w firmie.
Swieta również straciła pracę. Jej mąż nie wybaczył jej zdrady i nie chciał nawet przebywać z nią w tym samym budynku. Ira dowiedziała się o wszystkim od jednej z byłych koleżanek Olega, którą przypadkiem spotkała trzy dni wcześniej w kolejce na poczcie.
Kobieta opowiedziała jej wszystko z ledwie skrywaną satysfakcją.
— Ira! Teraz wszystko rozumiem!
— Wybacz mi! Zapomnijmy o wszystkim i zacznijmy od nowa!
Oleg nadal uderzał w drzwi, błagał, obiecywał i przysięgał. Mówił, że Swieta nic dla niego nie znaczyła, że to była tylko chwila szaleństwa, że kochał wyłącznie Irę i zawsze będzie kochał tylko ją.
Ira odeszła od drzwi i poszła do łazienki. Napełniła wannę gorącą wodą i wlała płyn do kąpieli.
Białe, gęste bąbelki uniosły się wysoko i drżały na powierzchni.
Ciepło otuliło jej ciało. Głos Olega dobiegający od drzwi wejściowych stawał się coraz cichszy, ponieważ łazienka znajdowała się w głębi mieszkania.
Leżąc w wannie, Ira zastanawiała się, jak szybko uda się przeprowadzić rozwód. Znalazła już bardzo dobrego adwokata specjalizującego się w sprawach małżeńskich.
Adwokat przejrzał wszystkie dokumenty i powiedział jej, że Oleg nie ma żadnych szans na otrzymanie czegokolwiek. Mieszkanie należało do Iry. Samochód należał do Iry. Dom na wsi należał do Iry.
Oleg był jedynie zameldowany w mieszkaniu swojej żony. Nic więcej.
Ira nie zamierzała mu niczego zostawiać.
Ani mieszkania. Ani samochodu. Ani domu na wsi.
Nawet jednego talerza z taniego kompletu naczyń, który podarował jej na urodziny zamiast kolczyków z ametystami.