Olga stała pośrodku pustego już pokoju, nie mogąc uwierzyć, że wszystko, co się tutaj znajdowało, należało teraz do niej. Mieszkanie jej dziadka. To, w którym spędzała każdą wiosnę swojej młodości, gdzie w powietrzu zawsze unosił się zapach wiśniowego kompotu i świeżo wyprasowanej pościeli. Dziadek zmarł osiem miesięcy wcześniej, spokojnie, we śnie. Jedyną rzeczą, jaką zostawił swojej wnuczce, było trzypokojowe mieszkanie na obrzeżach miasta.
Formalności spadkowe trwały dziewięć długich miesięcy. Dokumenty, notariusz, niekończące się wizyty w urzędach i instytucjach. Ale teraz wszystko dobiegło końca. Mieszkanie oficjalnie należało do Olgi. Jej własny dom. Pierwszy w życiu.
Viktor wszedł za nią, rozejrzał się i cicho zagwizdał.
— Całkiem nieźle. Jest tu dużo miejsca. Twój dziadek umiał wybierać.
— Mieszkał tutaj przez pięćdziesiąt lat — odpowiedziała cicho Olga. — Przez całe swoje życie.
Mąż podszedł do niej i objął ją w pasie.
— Zadbamy o to miejsce. Wyremontujemy je.
Olga skinęła głową. Mieszkanie naprawdę wymagało remontu. Tapeta wyblakła i miejscami odklejała się od ścian. Parkiet skrzypiał. Instalacja wodno-kanalizacyjna nadal działała, ale wyglądała na starą. Za to okna wychodziły na niewielki skwer otoczony starymi klonami, a w salonie wciąż stał stary kredens dziadka z ozdobnymi uchwytami.
Przez pierwsze dni Olga zajmowała się porządkowaniem mieszkania. Segregowała rzeczy dziadka, zatrzymywała to, co było dla niej najważniejsze, a resztę oddawała sąsiadom. Lubow Wasiliewna, sąsiadka, która znała dziadka Olgi od młodości, przyszła jej pomóc i podczas pracy dzieliła się wspomnieniami.
— Twój dziadek był prawdziwym gospodarzem — powiedziała Lubow Wasiliewna, ścierając kurz z kredensu. — Zawsze miał czysto i porządnie. Był też niewiarygodnie dobrym człowiekiem. Gdy ktoś potrzebował pomocy, zawsze zgłaszał się pierwszy.
Olga słuchała z uśmiechem. Jej dziadek naprawdę był wyjątkowym człowiekiem. Teraz mieszkanie przechowywało pamięć o nim w każdym zakątku.
Dziesięć dni później Olga zaproponowała mężowi rozmowę o dalszych planach.
— Co zrobimy z mieszkaniem? — zapytała, nalewając kawę.
— Co masz na myśli? — Viktor podniósł wzrok znad tabletu.
— Nadal mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu. Może powinniśmy przeprowadzić się tutaj? Albo wynająć to miejsce komuś innemu?
Viktor zastanawiał się przez chwilę.
— Wynająć… Właściwie nie. Sami się tu wprowadźmy. Jest większe, a okolica lepsza. Po co płacić czynsz, skoro mamy już własne mieszkanie?
Olga poczuła przypływ szczęścia. Sama myśl o mieszkaniu we własnym domu napełniała ją ciepłem. Koniec z czynszem. Koniec z właścicielami. Koniec z ograniczeniami. Tylko wolność.
— W takim razie zacznijmy stopniowo się przeprowadzać — zdecydowała Olga. — Dokupimy meble, których nam brakuje.
Viktor skinął głową i wrócił do tabletu.
Przeprowadzka trwała trzy tygodnie. Olga starała się zachować atmosferę mieszkania dziadka, a jednocześnie nadać mu własny charakter. Nowe koce na kanapie, lampa stojąca w korytarzu, lekkie zasłony zamiast dawnych ciężkich kotar. Mieszkanie stopniowo się zmieniało, stając się prawdziwym domem.
Nadszedł listopad. Na zewnątrz suche liście szeleściły na wietrze, przesuwając się po alejkach. Wieczorami Olga zapalała lampkę stołową i z czasopismem w ręku siadała w fotelu dziadka. Było ciepło, przytulnie i spokojnie.
Potem Viktor zaczął coraz częściej wspominać o swojej matce. Początkowo tylko mimochodem.
— Mama mówi, że mieszkanie jest naprawdę udane.
— Skąd może to wiedzieć? — zapytała zdziwiona Olga. — Przecież jeszcze jej nie zaprosiliśmy.
— Pokazałem jej zdjęcia — odpowiedział Viktor, wzruszając ramionami.
Później komentarze pojawiały się coraz częściej.
— Mamie spodobał się stół. Pytała, gdzie go znaleźliśmy.
— Mama mówi, że na parapetach ładnie wyglądałyby rośliny.
— Mama uważa, że powinniśmy wyremontować łazienkę.
Olga nie zwracała na to większej uwagi. Jej teściowa zawsze lubiła udzielać rad. Było to irytujące, ale znajome. Męczące, lecz możliwe do zniesienia.
Pewnego wieczoru Viktor powiedział niemal mimochodem:
— Mama mogłaby od czasu do czasu do nas wpadać, prawda? Skoro mieszkanie jest takie duże.
— Wpadać? — Olga podniosła wzrok znad albumu ze zdjęciami. — Masz na myśli odwiedziny?
— Tak, oczywiście. Posiedzieć chwilę, napić się kawy. Teraz czułaby się swobodniej, przychodząc tutaj.
— Oczywiście — zgodziła się Olga. — Może przychodzić.
Brzmiało to całkiem niewinnie. Olga założyła, że chodzi o sporadyczne wizyty. Raz lub dwa razy w ciągu sezonu, nie częściej. Galina Michajłowna mieszkała po drugiej stronie miasta i pracowała w aptece. Raczej nie miała czasu, żeby często przyjeżdżać.
Minęły trzy tygodnie. Pewnego dnia Olga wróciła z pracy i zobaczyła uchylone drzwi. Zmarszczyła brwi. Viktor miał wrócić późno z powodu zebrania. Ostrożnie pchnęła drzwi i usłyszała głosy dochodzące z kuchni.
Siedziała tam jej teściowa.
Przed Galiną Michajłowną stała filiżanka kawy, a na stole leżała otwarta książka. Kobieta podniosła wzrok i się uśmiechnęła.
— Och, Oleńko, już wróciłaś. Nalać ci trochę kawy?
Olga zatrzymała się w progu.
— Dzień dobry, Galino Michajłowno. Jak pani weszła?
— Viktor dał mi klucz. Powiedział, żebym przychodziła, kiedy tylko będę chciała. Więc przyszłam.
Olga powoli weszła do kuchni i odstawiła torbę.
— Viktor nie powiedział mi, że pani przyjdzie.
— A dlaczego miałby mówić? — odpowiedziała teściowa, wzruszając ramionami. — Jesteśmy rodziną. Nie ma potrzeby robić ceregieli.
Olga nalała sobie szklankę wody i usiadła przy stole. Poczuła narastający dyskomfort, ale starała się tego nie okazywać.
— Viktor niedługo wróci?
— Powiedział, że będzie wolny około ósmej — odpowiedziała Galina Michajłowna, popijając kawę. — Swoją drogą, to naprawdę piękne mieszkanie. Twój dziadek dobrze się urządził. Bardzo dobra lokalizacja.
— Tak, bardzo mu na tym mieszkaniu zależało.
— Jestem tego pewna. Trzy pokoje, duża kuchnia, balkon. Wymarzone mieszkanie — powiedziała teściowa, wstając i spacerując po kuchni, otwierając szafki. — Przydałoby mu się jednak odświeżenie. Tapeta jest stara, parkiet skrzypi. Ale wszystko da się naprawić.
Olga mocniej zacisnęła palce na szklance. Teściowa zachowywała się tak, jakby oglądała nieruchomość, którą zamierzała przejąć.
— Planujemy stopniowo je remontować — odpowiedziała spokojnie Olga.
— Mądra dziewczyna. Nie ma sensu się spieszyć. Remonty są drogie — powiedziała Galina Michajłowna, wracając do stołu. — W swoim dwupokojowym mieszkaniu niczego nie zmieniałam od siedmiu lat. Po co? I tak niedługo oddam je synowi.
Olga zmarszczyła brwi.
— Oddaje pani swoje mieszkanie?
— A co innego mam zrobić? Misza ma dwadzieścia siedem lat. Planuje się ożenić. Potrzebuje mieszkania. Postanowiłam więc, że może przejąć moje. A ja zamieszkam z wami.
Powiedziała to tak naturalnie, jakby komentowała pogodę. Olga znieruchomiała.
— Z nami?
— Oczywiście. Macie trzy pokoje. Miejsca jest aż nadto — powiedziała Galina Michajłowna z uśmiechem. — Viktor nie ma nic przeciwko. Już o tym rozmawialiśmy.
Olga poczuła, jak całe jej ciało się napina. Wprowadzić się. Do nich. Do mieszkania, które odziedziczyła. Bez pytania. Bez rozmowy. Po prostu podjęto decyzję bez niej.
— Galino Michajłowno, Viktor i ja nie rozmawialiśmy o tym — powiedziała powoli Olga.
— To porozmawiajcie — odpowiedziała spokojnie teściowa. — Viktor już o wszystkim wie. Powiedział, że miejsca wystarczy dla wszystkich.
— Ale to moje mieszkanie.
— I co z tego? — Galina Michajłowna uniosła brwi. — Viktor jest twoim mężem. Mieszkanie jest więc wspólne. Czym się martwisz? Jesteście rodziną.
Pod stołem Olga zacisnęła dłonie w pięści. Głos teściowej był tak pewny i stanowczy, jakby wszystko zostało już ustalone. Jakby zdanie Olgi w ogóle się nie liczyło.
— Galino Michajłowno, z prawnego punktu widzenia mieszkanie należy do mnie. Odziedziczyłam je przed ślubem. Jest moją własnością.
Teściowa machnęła ręką.
— To tylko dokumenty. Najważniejsze, żeby Viktor dobrze się tutaj czuł. A teraz również ja. Nie jestem już młoda. Trudno mieszkać samotnie. W ten sposób rodzina będzie blisko siebie.
Olga wstała.
— Proszę mi wybaczyć. Muszę zadzwonić do męża.
Teściowa skinęła głową i wróciła do książki, jakby temat był już zamknięty. Olga wyszła na korytarz, wyjęła telefon i zadzwoniła do Viktora. Nie odebrał od razu.
— Tak, Olen?
— Twoja matka jest tutaj. W naszej kuchni. Powiedziała, że zamierza się wprowadzić.
Zapadła cisza.
— Viktor, słyszysz mnie?
— Słyszę — odpowiedział z westchnieniem. — Już ci powiedziała?
— Tak. Dlaczego zawsze dowiaduję się ostatnia?
— Nie dowiadujesz się ostatnia. Mama tylko rozważała taką możliwość. Jeszcze niczego nie zdecydowałem.
— Niczego nie zdecydowałeś? Galina Michajłowna mówi tak, jakby wszystko było już ustalone!
— Przesadza. Mama chce oddać mieszkanie Miszy i zamieszkać u nas przez jakiś czas.
— Przez jakiś czas? — Olga niemal się roześmiała. — Viktor, dobrze wiesz, że to oznacza na zawsze.
— Nie na zawsze. Tylko do czasu, aż znajdzie inne miejsce.
— Nie będzie szukała innego miejsca — powiedziała Olga, ściszając głos. — Viktor, to moje mieszkanie. Mój spadek. Nie chcę, żeby twoja matka tutaj mieszkała.
Mąż zamilkł. Potem powiedział cicho:
— Olen, porozmawiajmy o tym, kiedy wrócę do domu. Spokojnie. Bez emocji.
— Dobrze — odpowiedziała chłodno Olga i się rozłączyła.
Teściowa nadal siedziała w kuchni. Olga wróciła i nalała sobie jeszcze trochę wody. Galina Michajłowna podniosła wzrok.
— Rozmawiałaś z Viktorem?
— Tak.
— To dobrze. Jest rozsądnym człowiekiem. Podejmie właściwą decyzję.
Olga nic nie odpowiedziała. W środku cała wrzała, ale nie chciała okazywać emocji teściowej. Galina Michajłowna wstała i podeszła do okna.
— Widok jest przepiękny. Ten skwer jest taki zielony. Będzie mi się tu bardzo dobrze mieszkało.
Olga zacisnęła szczękę. Teściowa mówiła tak, jakby przeprowadzka już się odbyła. Jakby mieszkanie należało już do niej.
— Galino Michajłowno, Viktor i ja nie podjęliśmy żadnej decyzji.
— A jaką decyzję trzeba tu podejmować? — odpowiedziała teściowa, odwracając się. — Nie wyrzucicie mnie przecież na ulicę, prawda? Jestem matką twojego męża. Jego najbliższą rodziną.
— Nikt pani nie wyrzuca. Ale musimy omówić to wspólnie.
— To omawiajcie — powiedziała Galina Michajłowna, ponownie siadając. — Tylko pamiętajcie, że Misza potrzebuje mieszkania. Ślub jest za osiem miesięcy. Młoda para nie ma gdzie mieszkać. Nie mam więc wiele czasu. Albo wprowadzę się tutaj, albo… sama nie wiem. Mam coś wynająć?
Jej głos zadrżał i Olga natychmiast zrozumiała, co teściowa robiła. Próbowała wzbudzić współczucie. Stara sztuczka, ale skuteczna. Zwłaszcza w przypadku Viktora.
Viktor wrócił do domu godzinę później. Jego matka nadal siedziała w kuchni, przeglądając książkę. Przywitał się, zdjął płaszcz i usiadł przy stole.
— Mamo, może powinnaś już wracać? Jest późno.
— Och, nie opowiadaj głupstw — machnęła ręką Galina Michajłowna. — Jest dopiero dziewiąta. Mogę spokojnie wrócić nawet o jedenastej.
Viktor spojrzał na Olgę. Wyglądał na zmęczonego i spiętego. Olga widziała, że chciał uniknąć rozmowy. Nie było już jednak odwrotu.
— Viktor, musimy porozmawiać. Sami — powiedziała stanowczo Olga.
Teściowa zacisnęła usta, ale wstała.
— Dobrze, dobrze. Posłucham przez chwilę radia.
Poszła do drugiego pokoju i zamknęła drzwi. Olga odczekała, aż ucichną jej kroki, a potem zwróciła się do męża.
— Wyjaśnij mi, co się dzieje.
Viktor potarł skronie.
— Mama chce się wprowadzić. Oddaje mieszkanie Miszy i zapytała, czy mogłaby zamieszkać u nas.
— Co oznacza „zamieszkać”? Na jak długo? — Olga skrzyżowała ramiona.
— No… dopóki nie znajdzie czegoś innego.
— Viktor, twoja matka nie będzie szukać niczego innego. Dobrze o tym wiesz.
Odwrócił wzrok.
— Nie jest już młoda. Trudno jej mieszkać samotnie. Misza potrzebuje mieszkania, a młoda para nie ma gdzie zamieszkać. Mama chce pomóc synowi.
— Moim kosztem? — Olga nie podniosła głosu, ale każde jej słowo było stanowcze. — Viktor, to moje mieszkanie. Odziedziczyłam je. Dopiero się tutaj wprowadziliśmy.
— Wiem — westchnął. — Ale mama nie może zostać bez dachu nad głową.
— Może coś wynająć. Albo znaleźć inne rozwiązanie. Ale nie tutaj.
— Olen, to moja matka.
— A ja jestem twoją żoną. I to jest mój dom — Olga podeszła bliżej. — Zapytałeś mnie o zdanie? Czy od razu się zgodziłeś?
Viktor nic nie odpowiedział. Olga zrozumiała. Zgodził się. Bez pytania jej. Bez rozmowy. Po prostu podjął decyzję za nich oboje.
— Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć — powiedziała Olga, odwróciła się i wyszła z kuchni.
W salonie zamknęła drzwi i usiadła na kanapie. Wszystko w niej wrzało. Teściowa chciała się wprowadzić. Nie na kilka dni. Na stałe. Do mieszkania, które Olga odziedziczyła. Do jedynego domu, który należał wyłącznie do niej.
Olga wzięła telefon i zadzwoniła do ojca. Odebrał natychmiast.
— Oleńko, co się stało?
— Tato, moja teściowa chce się do nas wprowadzić. Oddała swoje mieszkanie synowi i twierdzi, że teraz będzie mieszkać z nami.
Przez chwilę milczał.
— A ty się zgadzasz?
— Nie. Ale Viktor już się zgodził. Bez pytania mnie.
— To powiedz „nie”. To twoje mieszkanie. Twój spadek. Nikt nie ma prawa decydować za ciebie.
— A jeśli Viktor się zdenerwuje?
— Niech się denerwuje — odpowiedział sucho ojciec. — Oleńko, jeśli teraz ustąpisz, nigdy się jej nie pozbędziesz. Zostanie na zawsze. A ty zaczniesz żyć według jej zasad. We własnym mieszkaniu.
Olga wiedziała, że miał rację. Jeśli teraz ustąpi, później będzie już za późno. Galina Michajłowna się wprowadzi, zajmie swoją pozycję i zacznie stawiać warunki. Potem wyrzucenie matki własnego męża stanie się niemożliwe.
— Dziękuję, tato. Zrozumiałam.
Olga wróciła do kuchni. Viktor stał przy oknie i patrzył na skwer. Jego matka nadal słuchała radia w drugim pokoju.
— Galino Michajłowno — zawołała Olga, przechodząc obok drzwi.
Teściowa wyszła z uśmiechem.
— Tak, Oleńko?
— Przykro mi, ale nie może pani z nami zamieszkać.
Uśmiech zniknął z twarzy Galiny Michajłowny.
— Co to znaczy, że nie mogę?
— Mieszkanie jest na to zbyt małe. We dwoje czujemy się tutaj komfortowo. W trójkę byłoby zbyt ciasno.
— Ciasno? — zakpiła teściowa. — Są tu trzy pokoje! Miejsca jest mnóstwo.
— Nie, nie ma — odpowiedziała stanowczo Olga. — Rozumiem pani sytuację, ale nie możemy pani przyjąć. Przykro mi.
Galina Michajłowna odwróciła się do syna.
— Viktor, słyszałeś? Twoja żona wyrzuca mnie na ulicę!
— Nikt pani nie wyrzuca — powiedziała spokojnie Olga. — Ale wprowadzenie się tutaj nie wchodzi w grę. Musi pani znaleźć inne rozwiązanie.
— Jakie inne rozwiązanie?! — Głos teściowej zadrżał. — Już oddałam swoje mieszkanie! Misza potrzebuje dachu nad głową!
— To była pani decyzja. Nie nasza.
Galina Michajłowna odwróciła się i poszła do korytarza. Trzasnęły drzwi szafy, zaszeleściły torby. Zbierała swoje rzeczy, teatralnie wzdychając i mamrocząc pod nosem. Viktor stał nieruchomo ze wzrokiem wbitym w podłogę.
— Viktor, odwieź swoją matkę — powiedziała Olga.
Podniósł wzrok, skinął głową i poszedł do korytarza. Olga została w kuchni, słuchając trzasku drzwi wejściowych i oddalających się kroków na klatce schodowej. Cisza. Wreszcie cisza.
Viktor wrócił czterdzieści minut później. Jego twarz była ponura i zamknięta. Wszedł do pokoju, nie patrząc na Olgę, i włączył radio. Poszła za nim i zatrzymała się w progu.
— Jesteś zły?
— Nie — odpowiedział oschle.
— Viktor, spójrz na mnie.
Odwrócił głowę. Jego oczy wyglądały na zmęczone.
— Mama płakała w samochodzie. Powiedziała, że ją zdradziłem.
— Zdradziłeś? — Olga weszła do pokoju. — Viktor, to moje mieszkanie. Mój spadek. Twoja matka chciała się wprowadzić bez mojej zgody. To nie jest normalne.
— To moja matka.
— A ja jestem twoją żoną. I to jest mój dom. Galina Michajłowna powinna była najpierw zapytać. Nie ogłaszać. Nie żądać. Zapytać.
Viktor nie odpowiedział. Olga usiadła obok niego.
— Posłuchaj, nie mam nic przeciwko pomaganiu twojej matce. Ale nie w taki sposób. Nie przez pozwolenie jej na wprowadzenie się na stałe. To moja przestrzeń. Moja strefa komfortu. Nie chcę dzielić jej z twoją matką.
— Co mam jej więc powiedzieć?
— Prawdę. Że twoja żona powiedziała „nie”. I ma do tego pełne prawo.
Skinął głową. Rozmowa dobiegła końca.
Minęły cztery dni. Galina Michajłowna nie dzwoniła. Viktor również nie poruszał tego tematu. Olga wróciła do swojej rutyny: praca, dom, czasami wieczorny spacer. Spokój powrócił.
Piątego dnia zadzwonił Misza. Syn teściowej brzmiał na zdenerwowanego, niemal histerycznego.
— Olga, mama codziennie płacze. Mówi, że ją wyrzuciłaś. Jak mogłaś?
— Misza, nikogo nie wyrzuciłam — odpowiedziała spokojnie Olga. — Galina Michajłowna chciała się do nas wprowadzić. Powiedziałam „nie”.
— Ale mama oddała mi swoje mieszkanie! Teraz nie ma gdzie mieszkać!
— To była jej decyzja. Nie moja.
— Jesteś bez serca! — Jego głos się załamał. — Mama zrobiła dla ciebie tak wiele!
— Co dokładnie? — zapytała spokojnie Olga.
Misza zamilkł.
— No… jest matką Viktora. Jego najbliższą rodziną. Powinnaś pomóc.
— Nie mam takiego obowiązku — odpowiedziała stanowczo Olga. — Misza, jeśli twoja matka potrzebuje mieszkania, może coś wynająć. Albo możesz oddać jej mieszkanie z powrotem. Ale nie zamieszka u nas.
— Jeszcze tego pożałujesz! — krzyknął Misza i się rozłączył.
Olga odłożyła telefon i wypuściła powietrze. Presja ze strony rodziny rosła. Nie zamierzała jednak ustępować.
Tego wieczoru Viktor wrócił do domu wyraźnie spięty.
— Misza dzwonił?
— Tak — przytaknęła Olga. — Oskarżył mnie o brak serca.
— Mama naprawdę płacze. Mówi, że ją porzuciłem.
— Viktor, twoja matka sama oddała swoje mieszkanie. To był jej wybór. Nie nasz.
— Ale to moja matka!
— A to jest moje mieszkanie! — Olga po raz pierwszy od kilku dni podniosła głos. — Ile razy mam to powtarzać? Twoja matka chce żyć moim kosztem. Chce przejąć moją przestrzeń. Mój spadek. A ty nadal jej bronisz!
Cofnął się o krok.
— Nie bronię jej. Po prostu…
— Po prostu nie chcesz konfliktu z matką. I jesteś gotów poświęcić mnie zamiast niej — Olga wzięła torbę. — Potrzebuję czasu, żeby wszystko przemyśleć. Zostanę przez kilka dni u ojca.
Wyszła, nie oglądając się za siebie. Viktor jej nie zatrzymał.
Olga mieszkała u ojca przez dziesięć dni. Mówił niewiele, ale jego wsparcie było widoczne w spojrzeniu. Jego żona była bardziej bezpośrednia.
— Nie wracaj, dopóki Viktor nie zrozumie, że mieszkanie należy do ciebie. I że wszystkie decyzje w tej sprawie należą do ciebie.
— A jeśli nie zrozumie?
— To znaczy, że wybór został już dokonany. I nie na twoją korzyść.
Olga myślała o tym każdego dnia. Viktor dzwonił, prosił, żeby wróciła, obiecywał, że porozmawia z matką. Jego obietnice brzmiały jednak pusto.
Jedenastego dnia ktoś zadzwonił do drzwi. Olga otworzyła. Stał tam Viktor.
— Mogę wejść?
Skinęła głową. Poszedł do kuchni i usiadł przy stole. Olga nalała kawy i usiadła naprzeciwko niego.
— Rozmawiałem z mamą — zaczął. — Powiedziałem jej, że nie może się do nas wprowadzić. Że jesteś przeciwna. I że cię popieram.
Olga podniosła wzrok.
— Co odpowiedziała?
— Poczuła się zraniona. Płakała. Ale zrozumiała. Mama wynajęła małe dwupokojowe mieszkanie niedaleko Miszy.
— I to wszystko?
— To wszystko — Viktor wyciągnął rękę przez stół. — Przepraszam, że od razu cię nie poparłem. Mama zawsze umiała wzbudzać we mnie poczucie winy, a ja przyzwyczaiłem się ustępować.
Olga ujęła jego dłoń.
— Viktor, nie ma nic złego w chronieniu własnej przestrzeni. Własnego domu. Nie mam nic przeciwko pomaganiu twojej matce. Ale nie kosztem mojego komfortu.
Skinął głową.
— Teraz to rozumiem. To się więcej nie powtórzy. Obiecuję.
Olga wróciła do domu następnego dnia. Mieszkanie powitało ją ciszą i znajomym zapachem rzeczy dziadka. Przeszła przez pokoje, otworzyła okna i wpuściła świeże powietrze. Dom znowu należał do niej. Do niej samej.
Półtora miesiąca później Galina Michajłowna zadzwoniła. Jej głos był powściągliwy, niemal chłodny.
— Olga, chciałam przeprosić. Zachowałam się niewłaściwie. Powinnam była zapytać, czego ty chcesz.
— Dziękuję, Galino Michajłowno. Cieszę się, że teraz pani to rozumie.
— Jak tam mieszkanie?
— Wszystko dobrze. Stopniowo je remontujemy.
— Rozumiem. Dobrze, nie będę cię zatrzymywać. Chciałam tylko to powiedzieć.
Rozmowa szybko się zakończyła. Olga odłożyła telefon i się uśmiechnęła. Przeprosiny brzmiały formalnie, ale mimo wszystko były krokiem naprzód. Małym, lecz ważnym.
Grudzień ustąpił miejsca styczniowi. Za oknem padał śnieg, pokrywając miasto bielą. Olga stała przy oknie z filiżanką gorącej herbaty i patrzyła na skwer. Ten sam skwer, po którym jej dziadek spacerował wieczorami. Ten sam dom, który teraz należał do Olgi.
Viktor podszedł od tyłu i objął ją w pasie.
— O czym myślisz?
— O tym, jak bardzo się cieszę, że tutaj jesteśmy. Sami. Bez zbędnych osób.
— Bez zbędnych osób — powtórzył Viktor z uśmiechem.
Olga oparła się o niego. Mieszkanie było ich twierdzą. Ich przestrzenią. I nikt więcej nie odważy się jej naruszyć. Ani wymagająca teściowa, ani krewni pełni oczekiwań. Tylko oni dwoje i ściany, które wciąż przechowywały pamięć o jej dziadku, a jednocześnie zaczynały zapisywać historię ich wspólnego życia.
Olga zamknęła oczy i wypuściła powietrze. Po raz pierwszy od dawna poczuła wewnętrzny spokój. Mieszkanie naprawdę stało się domem. Nie tymczasowym schronieniem. Nie miejscem przeznaczonym na cudze plany. Po prostu domem. Jej domem.