„Wróciłem!” — oznajmił dumnie Wiktor, cztery lata po ich drugim rozwodzie. „Tym razem to już na dobre.”

„Lena, wróciłem” — oznajmił uroczyście jej były mąż, jakby ogłaszał zwycięstwo w wojnie. — „Zrozumiałem, że popełniłem ogromny błąd. Jesteś najlepszą kobietą w moim życiu.”

W drzwiach stał Wiktor — jej były mąż po raz drugi, mężczyzna, z którym rozwiodła się cztery lata temu. W dłoniach trzymał bukiet białych róż, a na twarzy miał ten sam uśmiech, który kiedyś zdobył serce jej dwudziestodwuletniej wersji.

„Witia, co za niespodzianka” — prychnęła Elena, odsuwając się. — „Wejdź, skoro już tu jesteś. Ale zdejmij buty — nie chcę, żebyś znowu nabrudził mi w domu.”

Elena bez słowa odeszła, wpuszczając go do przedpokoju. Wiktor spodziewał się uścisków, łez radości, może nawet pretensji, które mógłby wielkodusznie wybaczyć. Ale Elena wróciła do kuchni i dalej jadła śniadanie, nie proponując mu nawet krzesła.

„Jak się masz, Witia?” — zapytała spokojnym tonem, krojąc omlet. — „To twoja ostatnia przygoda wyrzuciła cię za drzwi, czy sam postanowiłeś poszukać sobie tymczasowego schronienia?”

Wiktor był zbity z tropu. Przez cztery lata zapomniał, że Elena potrafi być tak spokojna w krytycznych chwilach. Pamiętał ją jako młodą, pełną entuzjazmu kobietę, gotową wszystko wybaczyć dla dobra rodziny. Teraz stała przed nim trzydziestosześcioletnia kobieta o pewnym spojrzeniu i stalowych nerwach.

„Lena, chcę odbudować naszą rodzinę.” Wiktor położył bukiet na stole obok jej talerza. — „Przez te wszystkie lata żyłem jak we śnie. Dopiero teraz zrozumiałem, że moje miejsce jest tutaj, z tobą i dziećmi.”

„Interesujące” — powiedziała Elena, biorąc łyk kawy. — „I co dokładnie się zmieniło? Twoja wrodzona zdolność znikania w najgorszym możliwym momencie nagle wyparowała?”

„Mówię poważnie!” — zaprotestował Wiktor. — „Chcę być z tobą. Chcę troszczyć się o dzieci, o ciebie. Nie widzisz? Przyszedłem z kwiatami, z otwartym sercem.”

„Z otwartym sercem i pustymi kieszeniami, jak zwykle?” — zapytała Elena z przekąsem, po czym złagodniała. — „No dobrze, siadaj. Chcesz kawy? A może jesteś teraz na jakiejś specjalnej diecie pod tytułem ‘w poszukiwaniu siebie’?”

Dziesięć lat wcześniej młoda Elena studiowała na wydziale ekonomii w instytucie pedagogicznym, gdy poznała Wiktora na studenckiej imprezie. Był od niej starszy o trzy lata, pracował jako ochroniarz w centrum handlowym i wydawał jej się niesamowicie dorosły i niezależny.

„Wyjdź za mnie” — zaproponował po dwóch miesiącach znajomości. — „Po co tracić czas? Widzę, że jesteś tą jedyną.”

„Witia, ale przecież prawie się nie znamy” — zawahała się Elena.

„A co tu jest do poznawania?” — uśmiechnął się, całując ją w dłonie. — „Miłość to nie arytmetyka, moje słoneczko. Tu niczego się nie liczy.”

Elena zgodziła się, zaślepiona romantyzmem. Wiktor wynajął kawalerkę, do której wprowadziła się po ślubie. Musiała łączyć studia z dorywczą pracą — nocami tłumaczyła teksty z angielskiego, żeby pomóc opłacić czynsz. Wiktor zarabiał grosze i bez przerwy narzekał na niesprawiedliwych szefów.
 

„Widzisz, Lenoczka” — tłumaczył, leżąc na kanapie po kolejnym zwolnieniu — „jestem osobą kreatywną. Potrzebuję pracy, która zostawi mi przestrzeń do wyrażania siebie. Ci szarzy, mali pracownicy biurowi nie rozumieją mojej natury.”

„Oczywiście, kochanie” — przytakiwała Elena, licząc domowy budżet. — „A póki ty będziesz szukał siebie, ja będę pracować za nas dwoje. Żaden problem.”

Po obronie pracy Elena planowała pracować w banku — dyplom z wyróżnieniem i znajomość języków dawały jej dobre perspektywy. Ale wtedy odkryła, że jest w ciąży. Konstantin urodził się, gdy Elena miała dwadzieścia trzy lata. Półtora roku później pojawiła się Irina.

„Dzieci to szczęście” — mówił Wiktor, kołysząc córkę na rękach. — „Pieniądze się zarobi. Najważniejsza jest miłość w rodzinie.”

„Masz rację, kochanie” — odpowiadała Elena, w myślach kalkulując, jak zapłaci rachunki. — „Dzieci są najważniejsze. Reszta jakoś się ułoży.”

To głównie Elena zarabiała pieniądze. Nawet mając dwoje małych dzieci, jakoś dawała radę pracować online: tłumaczyła, uczyła angielskiego przez Skype’a, pisała artykuły. W tym czasie Wiktor zmienił pracę pięć razy w ciągu czterech lat i zawsze znajdował wymówki dla swojej niskiej pensji.

„Widzisz, Lena” — filozofował — „nie mogę pracować tam, gdzie moja dusza nie ma swojego miejsca. To zabija we mnie wszystko, co żywe. Lepiej zarabiać mniej i zachować wewnętrzną harmonię.”

„Oczywiście” — przytaknęła zmęczona Elena. — „Wewnętrzna harmonia jest święta. Okoliczności zewnętrzne jakoś się ułożą.”

Kiedy Konstantin skończył cztery lata i poszedł do przedszkola, Wiktor nagle oznajmił:

„Lena, jestem emocjonalnie wypalony. Potrzebuję wolności, żeby odnaleźć siebie. Chcę rozwodu.”

„Co masz na myśli przez ‘odnaleźć siebie’?” Elena była oszołomiona. — „Mamy dwoje dzieci, kredyt hipoteczny… Witia, o czym ty mówisz?”

„Właśnie dlatego potrzebuję czasu do namysłu” — odpowiedział chłodno. — „Duszę się w tej rodzinnej rutynie. Żądam podziału majątku. Połowa mieszkania należy do mnie.”

„Ale to ja kupiłam to mieszkanie!” — zaprotestowała Elena. — „To ja wzięłam kredyt, to ja spłacam!”

„Jesteśmy rodziną” — wzruszył ramionami Wiktor. — „Wszystko, co zostało nabyte w trakcie małżeństwa, dzieli się po równo. Takie jest prawo, moja droga.”

Elena zrozumiała, że grozi jej znalezienie się na ulicy z dziećmi. To dwupokojowe mieszkanie w nowym bloku było wszystkim, co mieli. Musiała pożyczyć pieniądze od przyjaciół i zaciągnąć kolejny kredyt, żeby spłacić udział Wiktora. Jej matka, emerytowana nauczycielka, nie mogła pomóc jej finansowo.

„Córeczko” — płakała matka do słuchawki — „gdybym miała pieniądze, oddałabym ci wszystko. Ale moja emerytura jest głodowa, a ten łajdak… Jak on może robić coś takiego własnym dzieciom?”

„Wszystko będzie dobrze, mamo” — próbowała uspokoić ją Elena.

Sąd zasądził alimenty. Wiktor płacił je sumiennie przez dwa lata, a potem zniknął. Nie dzwonił do dzieci w urodziny, nie składał im życzeń noworocznych. Po prostu się ulotnił.

Miesiąc po rozwodzie do Eleny przyszedł Michaił — dawny kolega z klasy i przyjaciel Wiktora.

„Lena, zawsze cię kochałem” — wyznał, stojąc w przedpokoju z bukietem margerytek. — „Wiem, że to nie najlepszy moment, ale… wyjdź za mnie. Dzieci mnie nie przerażają, pokocham je jak własne.”

„Misza, jesteś kimś bardzo cennym” — Elena była poruszona. — „Ale nie mogę wykorzystywać twojej dobroci. Zasługujesz na kobietę, która pokocha cię całym sercem, a nie taką, która będzie ci tylko wdzięczna za ratunek.”

Michaił był programistą, dobrze zarabiał, był dobry i uczciwy. Ale Elena patrzyła na jego łagodne rysy, słuchała jego niepewnego głosu i czuła wyłącznie wdzięczność.

„Misza, jesteś wspaniałym człowiekiem, ale ja nie jestem gotowa…” — powiedziała cicho. — „Zostańmy przyjaciółmi, dobrze? To naprawdę dla mnie ważne.”

„Będę czekał” — odpowiedział z nadzieją w oczach. — „Nieważne ile czasu, będę czekał. Jesteś tego warta.”

„Nie trać dla mnie swoich najlepszych lat” — uśmiechnęła się smutno Elena. — „Znajdź kobietę, która od razu zrozumie, jaki skarb ma obok siebie.”

Przez dwa lata Elena mieszkała sama z dziećmi i pracowała bez wytchnienia. Ukończyła kursy doszkalające i zaczęła prowadzić online zajęcia z ekonomii dla pracujących studentów. Dzięki temu spłaciła długi i niemal całą hipotekę. Michaił kilka razy proponował pomoc finansową, ale Elena odmawiała: nie chciała być niczyją dłużniczką.
 

„Lena, co to za duma?” — próbował ją przekonać. — „Przecież jesteśmy przyjaciółmi.”

„Właśnie dlatego, że jesteśmy przyjaciółmi, nie chcę psuć naszej relacji pieniędzmi” — odpowiedziała. — „A twoja przyjaźń znaczy dla mnie więcej niż jakakolwiek pomoc.”

I wtedy znowu pojawił się Wiktor — pełen skruchy.

„Lena, przez te dwa lata żyłem jak pustelnik” — powiedział jej wtedy, klęcząc pośrodku salonu. — „Wszystko przemyślałem. Zrozumiałem, że rodzina to najważniejsza rzecz w życiu. Dzieci są sensem istnienia. A miłość… Prawdziwa miłość zdarza się tylko raz.”

„A gdzie byłeś przez cały ten czas?” — zapytała Elena bez ogródek, patrząc mu prosto w oczy.

„Pracowałem, wynajmowałem pokój, myślałem o tobie. Musiałem odzyskać siły, zrozumieć swoje błędy. Teraz jestem gotowy być prawdziwym mężem i ojcem.”

Dzieci — Konstantin, sześć lat, i Irina, cztery lata — radośnie pobiegły do taty. Pamiętały go jako dobrego człowieka, który bawił się z nimi w chowanego i czytał bajki na dobranoc. Tego, że ich matka płakała po jego odejściu, że liczyli każdy grosz, Elena nigdy im nie powiedziała.

„Tato, już nie odejdziesz, prawda?” — zapytała Irina, przywierając do niego.

„Nigdy, księżniczko. Tata zrozumiał, że jego miejsce jest tutaj, obok najdroższych osób na świecie.”

Elena ustąpiła. Dwa lata samotności, wyczerpanie nieustanną walką o przetrwanie, błagania dzieci — to wszystko złamało jej opór. Wiktor oficjalnie się oświadczył i pojechali do urzędu stanu cywilnego, by ponownie wziąć ślub.

„Po co ci pieczątka w paszporcie?” — zdziwił się Michaił, gdy Elena powiedziała mu o tej decyzji. — „Czy nie wystarczy po prostu mieszkać razem?”

„Wiktor nalega. Mówi, że chce pokazać, jak bardzo jest poważny. I szczerze mówiąc, ja też chcę uwierzyć w stabilizację.”

„Rozumiem cię, Lena. Ale mężczyzna, który już raz odszedł…”

„Misza, proszę. Ludzie się zmieniają. Daj nam szansę.”

Matka Eleny przyjęła ponowne zjednoczenie rodziny z powściągliwą radością:

„Córeczko, cieszę się twoim szczęściem. Ale pamiętaj — mężczyzna, który raz posmakował wolności, nigdy o niej nie zapomni. Uważaj.”

„Mamo, nie wszyscy mężczyźni są tacy sami. Wiktor naprawdę żałuje.”

„Czas pokaże, córciu. Czas wszystko ustawi na swoim miejscu.”

A potem, właśnie wtedy, gdy Elena poczuła, że życie w końcu się ustabilizowało, Wiktor po raz kolejny wywrócił jej świat do góry nogami:

„Lena, chcę rozwodu. Zdaję sobie sprawę, że życie rodzinne nie jest dla mnie. Małżeństwo mnie dusi.”

„Co ty opowiadasz?” Elena nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. — „Wiktor, błagałeś, żeby wrócić. Przysięgałeś, że się zmieniłeś.”

„Myślałem, że się zmieniłem. Ale nie. Rodzina to klatka. Jestem artystą, potrzebuję przestrzeni dla twórczości.”

„Jakim znowu artystą, do cholery? Pracujesz jako kierownik w firmie budowlanej!”

„Nie rozumiesz. Moja dusza potrzebuje wzlecieć. A przy tobie staję się zwykłym, banalnym, nieciekawym człowiekiem.”

Drugi rozwód był dla Eleny dużo trudniejszy niż pierwszy. Wtedy była jeszcze młoda i naiwna. Teraz uwierzyła w szczęście i dostała nóż w plecy. Kiedy Wiktor przyszedł po swoje rzeczy, Elena wyrzuciła jego walizkę prosto na klatkę schodową.
 

„Wynoś się i nigdy nie wracaj!” — krzyknęła, nie poznając własnego głosu.

„Lena, nie rób scen! Sąsiedzi usłyszą!” — syknął Wiktor, zbierając porozrzucane rzeczy.

„Niech cały blok wie, jakim jesteś draniem! Dwa razy porzuciłeś własne dzieci! Dwa razy!”

„Nie porzuciłem ich! Będę płacił alimenty, będę widywał dzieci…”

„Tak jak odwiedzałeś je przez dwa lata po pierwszym rozwodzie? Ani razu nie zadzwoniłeś!”

Wiktor próbował domagać się rekompensaty za remonty i rodzinne wakacje, ale przegrał. Dzieci znów zostały bez ojca, a tym razem Elena nie ukrywała już, co myśli o tej sytuacji.

„Mamo, tata już nie będzie z nami mieszkał?” — zapytał dziewięcioletni Konstantin.

„Nie, synku. Tata uznał, że jego wolność jest ważniejsza od ciebie i mnie.”

„On jest zły?” — chciała wiedzieć siedmioletnia Irina.

„Nie jest zły, kochanie. Po prostu nie umie dotrzymywać słowa.”

Sześć miesięcy później Michaił znów wrócił z propozycją.

„Lena, przestań przez niego cierpieć. Wyjdź za mnie. Kocham cię od ponad dziesięciu lat.”

„Misza, nie teraz.” Elena była zła na cały świat. — „Nie ufam już żadnemu mężczyźnie. Wszyscy jesteście tacy sami.”

„Lena, to nie fair. Ja cię nigdy nie zawiodłem.”

„Na razie nie zawiodłeś. A jutro? Tobie też zachce się ‘wolności dla twórczości’?”

Tym razem Michaił postanowił być całkowicie szczery.

„Lena, musisz znać prawdę. Kiedy Wiktor odszedł od ciebie po raz pierwszy, zamieszkał z kochanką o imieniu Walentina. Wyrzuciła go po dwóch latach i dopiero wtedy wrócił do ciebie. A teraz odszedł do kolejnej — Margarity.”

„Skąd ty to wiesz?” — Elena zamarła.

„Jesteśmy przyjaciółmi. Sam mi powiedział. Nawet się tym chwalił. Lena, dla niego twoje mieszkanie i twoja rodzina to tylko tymczasowe schronienie między jedną kochanką a drugą. Na pewno jeszcze wróci.”

„Kłamiesz!” Elena nie chciała w to uwierzyć. — „Specjalnie go oczerniasz, żeby mnie zdobyć!”

„Lena, pomyśl. Czy normalny człowiek dwa razy porzuca rodzinę, używając tych samych słów o ‘wolności’? Czy nie wydaje ci się podejrzane, że pojawia się dokładnie wtedy, kiedy znów zaczynasz dobrze żyć?”

„Dosyć! Wyjdź! Nie chcę tego słuchać!”

„Kiedy wróci po raz trzeci — a wróci na pewno — przypomnisz sobie moje słowa.”

Elena wypchnęła Michaiła za drzwi. Ale jego słowa zostały w niej jak drzazga. Jej przyjaciółka Galina, której opowiedziała o tej rozmowie, ku jej zdziwieniu stanęła po stronie Michaiła.
 

„Lena, a jeśli on ma rację? Sama mówiłaś, że Wiktor zawsze wraca w najwygodniejszym dla siebie momencie — dokładnie po tym, jak spłacisz długi i zaczniesz spokojnie żyć. Nie bądź naiwna, nie popełniaj tego samego błędu po raz trzeci.”

„Galya, znasz Michaiła. On zawsze był we mnie zakochany. Oczywiście, że będzie źle mówił o Wiktorze.”

„Ale fakty są faktami. Dwa razy odszedł, dwa razy wrócił. To nie za dużo jak na ‘prawdziwą miłość’?”

„Nie wiem. Nic już nie rozumiem z mężczyzn.”

Trzeci powrót Wiktora nie zaskoczył Eleny. W ciągu czterech lat samotności wiele przemyślała i wiele zrozumiała o samej sobie. Słowa Michaiła, że jej były z pewnością wróci, okazały się prorocze.

„Co się zmieniło?” — powtórzył Wiktor, wyraźnie licząc na inną reakcję. — „Lena, zrozumiałem, że bez ciebie życie nie ma sensu. Jesteś jedyną kobietą, którą naprawdę kochałem.”

„Ciekawa wersja” — Elena dopiła kawę i odstawiła filiżankę do zlewu. — „A ja myślałam, że odszedłeś do Margarity. Czy może ona też cię wyrzuciła, tak jak wcześniej Walentina?”

Wiktor zesztywniał. Nie spodziewał się, że Elena zna szczegóły jego życia po rozwodach.

„Skąd ty…” — zaczął, ale Elena mu przerwała:

„Nieważne skąd. Ważne, że teraz znam prawdę o twoim ‘szukaniu siebie’. Witia, dzieci mają już dwanaście i dziesięć lat. Konstantin i Irina świetnie sobie radzą bez ojca, który pojawia się co kilka lat z bukietem kwiatów.”

„Jestem gotów na wszystko!” Wiktor wyciągnął telefon i zaczął coś wystukiwać. — „Na wszystko, czego zechcesz, na każde warunki. Patrz!”

Minutę później telefon Eleny zawibrował: powiadomienie o przelewie pięciuset tysięcy rubli.

„To dowód moich poważnych intencji” — oznajmił Wiktor uroczyście. — „Chcę odbudować naszą rodzinę, utrzymywać dzieci, uczynić cię szczęśliwą.”

„Jaki ty hojny” — powiedziała Elena, patrząc na sumę i śmiejąc się. — „Naprawdę myślisz, że możesz mnie kupić? Że będę tu siedzieć i czekać, aż raczysz wrócić z portfelem w ręku?”

„Ale ty jesteś sama!” — wykrzyknął Wiktor. — „To znaczy, że wciąż mnie kochasz. Że boisz się zaufać innemu mężczyźnie!”

„Ach, więc tak to widzisz.” Elena oparła się o krzesło. — „Muszę cię rozczarować. Michaił prosił mnie o rękę. Kilka razy. Dobry, uczciwy człowiek.”

„I co mu odpowiedziałaś?” Głos Wiktora stał się piskliwy.

„A co cię to obchodzi?” Elena uśmiechnęła się ironicznie. — „Nie jesteś już moim mężem, drogi. Daruj sobie ojcowską troskę o moje życie prywatne.”

Twarz Wiktora wykrzywiła się ze złości.

„Michaił?! Ten nędznik zawsze był w tobie zakochany! Więc przez cały ten czas miałaś z nim romans? Podczas gdy ja cierpiałem i szukałem drogi powrotu, ty zabawiałaś się z moim przyjacielem!”

„Zamknij się” — powiedziała spokojnie Elena. — „Masz bardzo dziwne pojęcie o moralności jak na człowieka z trzema małżeństwami za sobą. Walentina i Margarita — to były co? Ośrodki duchowego rozwoju?”

„Ty nie rozumiesz!” — krzyknął Wiktor. — „Ja ciebie szukałem w nich! Próbowałem cię zapomnieć, ale nie potrafiłem!”

„Jakie to romantyczne.” Głos Eleny był chłodny i ironiczny. — „Szczególnie wzruszające, że szukałeś mnie w łóżkach innych kobiet. Niczym święty Antoni na pustyni.”
 

Wiktor zrozumiał, że wpadł w pułapkę. Elena wiedziała o jego kochankach, znała prawdę o rozwodach. Musiał działać zdecydowanie.

„Dobrze, masz rację” — znów sięgnął po telefon. — „Byłem łajdakiem. Ale teraz jestem gotów wszystko naprawić. Patrz!”

Kolejny przelew — czterysta tysięcy rubli.

„To wszystko, co mam. Nawet pożyczone pieniądze. Oddaję ci każdy ostatni grosz, bo wierzę, że możemy zacząć od nowa.”

Elena sprawdziła saldo i skinęła głową.

„Dziękuję. Te pieniądze pójdą na edukację dzieci. Właśnie brakowało mi sumy na korepetytorów.”

„Czyli się zgadzasz?!” — Wiktor rozpromienił się.

„Przyjmuję pieniądze” — uśmiechnęła się Elena. — „A teraz wyjdź. I już nigdy nie wracaj.”

„Co?!” Wiktor nie wierzył własnym uszom. — „Lena, ty sobie ze mnie kpisz?! Właśnie dałem ci prawie milion! Postawiłem wszystko na jedną kartę!”

„Nikt cię o nic nie prosił, kochanie” — odpowiedziała Elena obojętnie. — „To była twoja inicjatywa. Wynoś się z mojego domu.”

„Ty… ty jesteś oszustką!” — wrzasnął Wiktor. — „Chciwą wiedźmą! Zrobiłaś ze mnie idiotę!”

„Witenka” — powiedziała łagodnie Elena — „naprawdę myślałeś, że miłość można kupić? W twoim wieku taka naiwność jest wręcz rozczulająca.”

W tej chwili do mieszkania weszła Irina.

„Mamo, kto to?” — zapytała, patrząc na Wiktora.

„To twój ojciec, kochanie” — odpowiedziała Elena.

„Aha, ten drań” — powiedziała Irina neutralnym tonem. — „Znowu wrócił pobawić się w tatusia?”

„Ira!” — upomniała ją Elena. — „Nie mówi się tak o ojcu.”

„Dlaczego mam go oszczędzać?” Dziewczynka wybuchnęła łzami gniewu. — „Dwa razy nas zostawił! Dwa razy! Przez niego pracowałaś nocami tylko po to, żebyśmy mieli co jeść! A teraz wraca, jakby nigdy nic!”

„Ira, kochanie, uspokój się” — powiedziała łagodnie Elena.

„Nie, mamo! Niech usłyszy prawdę!” — szlochała dziewczynka. — „Myślisz, że zapomnieliśmy twoje łzy?”

W korytarzu rozległy się kroki i pojawił się Konstantin — dwunastoletni chłopiec bardzo podobny do matki.

„Co tu się dzieje, skąd te krzyki?” — zapytał, ale zobaczywszy Wiktora, stężał na twarzy. — „Rozumiem. Tata znowu wrócił.”

„Kostia, nie bądź niegrzeczny” — poprosiła matka.

„A co tu jest niegrzecznego?” — odpowiedział chłodno chłopiec. — „To nasz ojciec. Ojciec okresowy. Raz na kilka lat.”

„Dzieci, wystarczy” — powiedziała stanowczo Elena.

„Nie, mamo!” — krzyknął Konstantin. — „Niech wie, co o nim myślimy! Myślisz, że zapomnieliśmy, jak odszedł? Jak obiecał, że nigdy nas nie zostawi, a potem zniknął!”

„Świetnie sobie bez niego radzimy!” — dodała zapłakana Irina. — „Po co on wrócił?”

„Zamknijcie się oboje!” — wybuchł Wiktor. — „Jestem waszym ojcem! Mam prawo widywać swoje dzieci!”

„Prawo?” — Konstantin zaśmiał się gorzko. — „Gdzie było to twoje ‘prawo’, kiedy mama leżała w szpitalu? Gdzie było twoje prawo, kiedy nie miała pieniędzy na leki? Jesteś świnią!”

„Mama była chora?” — wyjąkał Wiktor.

„Wtedy cię to nie obchodziło” — przerwał mu ostro chłopiec. — „Byłeś zajęty odnajdywaniem siebie w ramionach innych kobiet.”

„Kostia!” — próbowała powstrzymać go Elena.

„Co: ‘Kostia’?” Chłopiec trząsł się z gniewu. — „Powiedz mu, że go nienawidzimy! Słyszysz? NIENAWIDZIMY CIĘ! TY POTWORZE! ŚMIECIU!”

Nie dało się ich już powstrzymać. Irina szlochała z wściekłości, pięści Konstantina były zaciśnięte.

„Oto twoja ojcowska miłość” — powiedziała Elena do Wiktora. — „Widzisz, jak dzieci się cieszą na twój widok? Jakie ciepłe powitanie dla kochającego ojca.”

„Nastawiłaś ich przeciwko mnie!” — krzyczał Wiktor. — „Zatrułaś ich!”

„Nie musiałam ich zatruwać” — odpowiedziała Elena lodowato. — „Oni sami wszystko doskonale pamiętają. A teraz wynoś się z mojego domu. Na zawsze.”

„Lena, poczekaj!” — błagał Wiktor. — „Zmieniłem się! Daj mi szansę!”

„Szansę?” Elena uśmiechnęła się szyderczo. — „Kochany, ty już dawno wykorzystałeś wszystkie swoje szanse. Tak samo jak swoje pieniądze zresztą. Dziękuję za hojność.”

Upokorzony i wyczerpany, Wiktor po cichu wyszedł z mieszkania.

Dzieci go nienawidziły, była żona traktowała go jak uciążliwego pasożyta szukającego noclegu, a on sam nie miał już ani rubla.

Gdy tylko drzwi zamknęły się za Wiktorem, Irina natychmiast przestała płakać i uśmiechnęła się figlarnie:

„Mamo, i jak mi poszło? Dobra ze mnie aktorka, co?”

Najpierw Elena osłupiała, a potem wybuchnęła śmiechem.

Konstantin, widząc śmiejącą się matkę i siostrę, też się rozluźnił i zachichotał.

„Ira, byłaś niesamowita” — powiedziała Elena, przytulając córkę. — „Ale nigdy więcej tego nie rób. Chociaż… było bardzo przekonujące.”

„Ja nie udawałem” — oznajmił poważnie Konstantin. — „Naprawdę go nienawidzę.”

„Kostenka” — powiedziała łagodnie matka — „nienawiść to zbyt ciężki ciężar dla twojego serca. Lepiej po prostu zapomnieć.”

„Mamo, możemy dziś kupić tort?” — zapytała słodko Irina. — „W końcu mamy teraz pieniądze!”

„I pizzę!” — dodał Konstantin. — „I colę! I lody!”

„I nowe książki!” — dorzuciła Irina. — „Chcę całą serię Harry’ego Pottera!”

„I grę na konsolę!” — dodał jej brat.

Elena spojrzała na swoje sprytne dzieci i znów się roześmiała.

Wyrosły na silne i mądre mimo wszystkiego. A może właśnie dzięki temu wszystkiemu.

„Dobrze” — zgodziła się. — „Dziś świętujemy. Ale reszta pieniędzy trafi do skarbonki na waszą edukację.”

„Mamo, on już nie wróci, prawda?” — zapytał poważnie Konstantin.

„Nie sądzę” — odpowiedziała Elena. — „Ta lekcja kosztowała go bardzo drogo.”

„Dziewięćset tysięcy za lekcję — nieźle” — zachwyciła się Irina. — „Najdroższa lekcja w jego życiu!”

„I najbardziej pożyteczna” — dodała Elena. — „Dla nas.”

Tymczasem Wiktor błąkał się po ulicy, przeklinając wszystkich i wszystko.

Nie miał już mieszkania — wynajmował pokój u obcych ludzi.

Nie miał też samochodu — jeździł komunikacją miejską.

Dziewięćset tysięcy rubli — wszystkie jego oszczędności i pożyczone pieniądze — były teraz w rękach Eleny.

W zamian dostał tylko upokorzenie i nienawiść własnych dzieci.

„Przeklęta Elena” — myślał, wsiadając do zatłoczonego autobusu. — „Zrobiła ze mnie ostatniego idiotę. Przeklęte Walentina i Margarita, że mnie wyrzuciły. I ten drań Michaił, który pewnie już grzeje moje dawne miejsce w łóżku.”

Zadzwonił telefon.

To był menedżer kredytowy z banku.

„Wiktorze Anatoljewiczu? Dzień dobry. Dzwonimy, aby przypomnieć o miesięcznej racie kredytu. Kwota do zapłaty wynosi czterdzieści dwa tysiące rubli.”

„Idźcie wszyscy do diabła!” — warknął Wiktor i się rozłączył.

Natychmiast przyszedł SMS z innego banku.

Potem następny.

Kredyty domagały się spłaty.

A pieniędzy już nie było ani grosza.

„Co ja teraz zrobię?” — spanikował Wiktor. — „Może pójdę do matki? Własnemu synowi przecież nie odmówi.”

Potem przypomniał sobie, że pół roku wcześniej pożyczył od matki pięćdziesiąt tysięcy „na pilne potrzeby” i jeszcze ich nie oddał.

Starsza kobieta raczej nie byłaby zachwycona jego wizytą.

Michaił dowiedział się o odwiedzinach Wiktora od sąsiadki Eleny — kobiety z bloku uwielbiały plotkować o byłym mężu piękności z piątego piętra.

Nie wytrzymał i zadzwonił.

„Lena, to prawda? On znowu wrócił?” W jego głosie brzmiał ból.

„To prawda” — odpowiedziała spokojnie Elena. — „Ale możesz przestać się martwić. Wyrzuciłam go. Ostatecznie.”

Michaił zamilkł.

Elena czekała, ale on nie mógł znaleźć słów.

„Misza, chciałeś mi coś powiedzieć?” — zapytała łagodnie.

„Ja… myślałem, że znowu do niego wrócisz” — przyznał. — „Tak jak ostatnim razem. I że znów będziesz cierpieć, kiedy odejdzie.”

„Nie wrócę. Nie jestem już tą naiwną dziewczyną, która wierzyła w bajki o wielkiej miłości.”

„To… jest dla nas jakaś szansa?” — zapytał Michaił z wahaniem.

Elena długo milczała.

Czekał na nią dziesięć lat.

Dziesięć lat był obok w najtrudniejszych chwilach.

Nigdy niczego nie wymagał, nie robił wyrzutów, nie naciskał.

„Misza, jesteś wspaniałym człowiekiem. Ale nie chcę, żebyś tracił życie na czekanie. Znajdź kobietę, która pokocha cię od razu, bez oglądania się za siebie.”

„Ale ja kocham ciebie” — wyszeptał.

„A ja już nie potrafię kochać” — odpowiedziała szczerze Elena. — „Wiktor zniszczył moją zdolność ufania mężczyznom. To nie byłoby wobec ciebie fair.”

Po tej rozmowie Michaił zniknął. Nie dzwonił, nie przychodził, nie złożył nawet życzeń Konstantinowi na urodziny. Elena zrozumiała, że straciła przyjaciela, ale nic nie mogła na to poradzić.

Minęły dwa lata. Elena awansowała i kierowała już działem w firmie konsultingowej. Konstantin uczył się i poważnie interesował programowaniem. Irina zajęła się fotografią i marzyła o studiach na uczelni artystycznej.

Pewnego dnia Elena przypadkiem spotkała Michaiła w centrum handlowym. Był z młodą kobietą i małym dzieckiem.

„Lena!” — powiedział radośnie. — „Co za przypadek! To Anna, moja żona. A to nasz syn, Artiom.”

Anna okazała się łagodną i otwartą kobietą, a mały chłopiec był wykapanym ojcem.

„Miło mi panią poznać” — uśmiechnęła się Elena. — „Misza dużo mi o pani opowiadał.”

„Dziękuję, że nie pozwoliła mu pani zmarnować życia” — odpowiedziała Anna bez cienia zazdrości.

Po ich odejściu Elena długo stała pośrodku centrum handlowego, uświadamiając sobie, że podjęła właściwą decyzję. Michaił znalazł swoje szczęście, a ona nie zrujnowała czyjegoś życia fałszywą nadzieją.

Tego wieczoru, patrząc w domu, jak jej dzieci odrabiają lekcje, Elena wiedziała jedno: jej życie potoczyło się dokładnie tak, jak powinno. Bez cudzego bólu, bez kompromisów, bez poświęcania siebie. Po prostu uczciwie i spokojnie.