Elena powoli przeglądała fotografie w zniszczonym skórzanym albumie, który przez wszystkie te lata starannie przechowywała. Jej palce drżały, gdy dotykała każdego zdjęcia, zatrzymując się dłużej na tych, na których Olga — jej adoptowana córka — szczerze uśmiechała się na szkolnych uroczystościach, studniówce, pierwszego dnia na uniwersytecie, podczas urodzin. Dwadzieścia lat macierzyństwa uleciało w jednej chwili, pozostawiając niezatarty ślad w jej sercu. Pamiętała każdą łzę na dziecięcych policzkach, każdą radość, każdy sukces tej dziewczyny, która stała się jej droższa niż własna krew, odkąd biologiczna matka po prostu zniknęła z jej życia, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
Kule stały obok kanapy — nieustanne przypomnienie o tamtym nieszczęśliwym poślizgnięciu się na oblodzonych schodach i skomplikowanej operacji kolana, która nastąpiła później. Teraz cała noga była dosłownie przeszyta metalowymi prętami — widok był naprawdę okropny. Lekarze obiecywali pełny powrót sprawności, ale proces rekonwalescencji trwał znacznie dłużej, niż początkowo przewidywano. I właśnie wtedy, gdy Elena była całkowicie bezradna, niezdolna nawet wstać z kanapy bez pomocy, jej mąż — ukochany Grigorij, z którym przeżyła dwadzieścia lat szczęśliwego małżeństwa — nagle przestał wracać na noc do domu.
Na początku tłumaczyła jego nieobecność pracą. Ale potem zrozumiała — miał kogoś innego. Młodą, zdrową, zdolną dać mu to, czego ona już nie mogła.
Telefon nagle zadzwonił, przerywając ciężką ciszę panującą w mieszkaniu. Na ekranie wyświetliło się imię Olgi.
— Mamo. Jak twoja noga? — W głosie córki słychać było prawdziwy niepokój i troskę.
— Wszystko w porządku, kochanie. Nie martw się o mnie. Lepiej opowiedz mi o ślubie. Igor zarezerwował już restaurację? Jak idą przygotowania?
— Tak, wszystko gotowe, dopięliśmy już nawet menu. Mamo, może wiesz przypadkiem, gdzie jest tata? Od kilku dni nie mogę się do niego dodzwonić. Linia jest zajęta albo w ogóle nie odbiera.
Elena zamilkła. Powiedzenie prawdy o kochance ojca oznaczałoby nieodwracalnie zniszczyć ostatnie złudzenia córki tuż przed najważniejszym dniem jej życia.
— On… jest teraz bardzo zajęty pracą — skłamała z trudem, nienawidząc się za to. — Wiesz, jak to u niego bywa pod koniec kwartału.
— Rozumiem. Mamo, nie zapomnij — w środę o jedenastej w urzędzie stanu cywilnego. Liczę na ciebie. Przyjdziesz, prawda? Powiedz, że przyjdziesz! Jestem taka zdenerwowana, naprawdę potrzebuję mojej mamy w tym dniu.
— Oczywiście, moje słoneczko. Oczywiście, że przyjdę. Nic nie przeszkodzi mi być przy tobie w tak ważnym dniu.
Po rozmowie Elena powoli opadła z powrotem na miękkie poduszki. Nadal nie wiedziała, jak wyjaśnić córce, że jej ojciec mieszka teraz z Kristiną — pracownicą ze swojego biura, dwudziestopięcioletnią dziewczyną, wystarczająco młodą, by być jego córką.
Dźwięk klucza w zamku sprawił, że drgnęła. Grigorij wszedł do mieszkania, nie mówiąc nawet dzień dobry, i po cichu skierował się do sypialni.
— Grigorij, spróbujmy chociaż spokojnie porozmawiać…
— Nie mamy sobie nic do powiedzenia — przerwał jej ostro, nawet się nie odwracając. — Wszystko zostało postanowione. Nie ma sensu tego przeciągać.
Elena z trudem chwyciła kule i powoli, walcząc z bólem, podniosła się z kanapy.
— Nasza córka ciągle pyta o ciebie. Ślub jest za trzy dni. Czeka na swojego ojca.
— Moja córka, nie twoja, i doskonale o tym wiem — odpowiedział chłodno. — I dokładnie wiem, co powiem Oldze.
— Co dokładnie zamierzasz jej powiedzieć?
Grigorij powoli się odwrócił. W jego oczach Elena nie dostrzegła już nawet śladu dawnej miłości.
— Po ślubie powiem jej wprost, że między nami wszystko skończone, że składam pozew o rozwód. I zapamiętaj to raz na zawsze — nic dla niej szczególnego nie znaczysz; właściwie nigdy nikim dla niej nie byłaś — nie prawdziwą matką, tylko tymczasową niańką, która pomogła wychować dziecko. Krótko mówiąc, jesteś macochą, która bardzo скоро stanie się kobietą całkowicie zbędną.
Elena wiedziała — i zawsze to wiedziała — że Olga nigdy nie będzie jej córką z ciała i krwi, ale była nią duchowo. Elena przez całe życie marzyła o dzieciach, lecz nigdy nie mogła zajść w ciążę — to właśnie było główną przyczyną jej pierwszego rozwodu. Ale kiedy poślubiła Grigorija, który miał już małą córkę, Olgę, przyjęła dziewczynkę do swojego serca jak własną, podczas gdy biologiczna matka Olgi zniknęła bez śladu i przez wiele lat nie pojawiła się już w ich życiu.
— Nie mów takich potwornych bzdur! — wykrzyknęła Elena. — Wychowałam twoją córkę jak własną. Jestem jej matką — i nikim innym!
— Nie jesteś żadną matką! — krzyknął Grigorij, a w jego głosie pobrzmiewała prawdziwa złośliwość. — Jesteś tylko moją żoną, kobietą, która przez dwadzieścia lat małżeństwa nie potrafiła nawet dać mi dziecka! A teraz jesteś kaleką o kulach. Kto by cię chciał?
Właśnie tego Elena bała się najbardziej: zostać niepełnosprawną na całe życie i już nigdy nie zrobić kroku bez kul.
— Kochałam was oboje bardziej niż własne życie — powiedziała cicho.
— Miłość? — Grigorij parsknął szyderczo, złośliwie i pogardliwie. — Twoja rzekoma miłość to nieskończone garnki i wieczne sprzątanie. Nasza córka doskonale zrozumie, że dokonuję właściwego wyboru. Teraz będę miał własne dziecko; wcale nie jestem na to za stary, w przeciwieństwie do ciebie…
Po tych okrutnych słowach Grigorij odwrócił się i poszedł do drugiego pokoju. Elena nie miała już siły ani ochoty się kłócić — i po co, skoro on już wszystko postanowił?
Ciężkie dni poprzedzające ślub mijały w przytłaczającej ciszy. Wierna przyjaciółka Eleny, Galina, regularnie przychodziła, kupowała potrzebne produkty, gotowała proste potrawy i pomagała przy sprzątaniu. Jej mąż pojawiał się w domu tylko od czasu do czasu — spał, jadł w milczeniu, a potem wychodził, rzekomo do pracy, ale w rzeczywistości do kochanki.
A w przeddzień wyczekiwanego ślubu Grigorij oznajmił twardo i kategorycznie:
— Na pewno nie przyjdziesz na ślub. Nie pozwolę, żeby stara kaleka zepsuła największe święto mojej córki. Wyobraź sobie tylko, jak żałośnie będziesz wyglądać na wszystkich zdjęciach! Jak cień przeszłości.
— Jeszcze zobaczymy, kto będzie tu żałosnym cieniem — odpowiedziała Elena cicho, ale stanowczo.
— Nawet nie waż się myśleć o przyjściu na ślub, bo własnoręcznie wyrzucę cię za drzwi bez żadnych ceregieli.
Grigorij prychnął pogardliwie i dalej przeżuwał kolację, jakby nic się nie stało.
Późno wieczorem Elena siedziała w swoim trzypokojowym mieszkaniu, które teraz wydawało się niewiarygodnie wielkie i pozbawione życia. Wybrała numer Olgi, z sercem ściśniętym na myśl o rozmowie, która miała nastąpić.
— Mamo! No i co, jesteś gotowa? Jutro—
— Oleńko, kochanie, mam bardzo złą wiadomość. Nie będę mogła przyjść na twój ślub.
— Co?! Dlaczego?! Co się stało?
— Moja noga… poważne komplikacje, okropny ból. Lekarz surowo zabronił mi wszelkich dłuższych podróży — skłamała, z sercem ściśniętym bólem.
Głos córki natychmiast posmutniał:
— Mamo, coś jest nie tak, prawda? Chyba płaczesz.
— Nie, kochanie. Po prostu bardzo mi smutno, że ominie mnie najważniejszy i najszczęśliwszy dzień twojego życia.
— Mamo, proszę, nie smuć się tak bardzo, ja—
Z sąsiedniego pokoju rozległ się przytłumiony, ale wyraźnie słyszalny głos Grigorija:
— Dobry pomysł, siedź tutaj spokojnie, nie przychodź psuć innym święta. Jesteś już przeszłością; córka wkrótce o tobie zapomni, a ty… cóż, tobą zajmę się później jak należy. I nie trać czasu — pakuj walizki i znajdź sobie coś do wynajęcia. Nawet pomogę ci się wyprowadzić, ale się nie ociągaj. Zrozumiałaś?!
Elena poczuła nieodpartą chęć wybuchnięcia płaczem — dwadzieścia lat życia z tym człowiekiem, a on traktował ją gorzej niż śmiecia, którego gotów był bez wahania wyrzucić. Po cichu zakończyła połączenie, niezdolna powiedzieć już ani słowa.
Nadszedł dzień ślubu — jasne wiosenne słońce zalewało okna, a z zewnątrz dochodził radosny śpiew ptaków. Grigorij założył swój najlepszy ciemnogranatowy garnitur i wcześnie rano wyszedł, przypominając Elenie raz jeszcze, że ślub jest wyłącznie ślubem jego córki, nie jej, że powinna spakować swoje rzeczy i pod żadnym pozorem nie dzwonić do Olgi ani nie denerwować jej w tak ważnym dniu.
Elena siedziała w ciszy przy szerokim oknie, powoli przeglądając gruby album ze zdjęciami córki, gdy nagle dzwonek do drzwi rozległ się natarczywie.
Igor — narzeczony jej córki — stał w progu w ślubnym garniturze, z bukietem białych róż w dłoni.
— Eleno Michajłowno, proszę, niech się pani szybko przygotuje. Olga kategorycznie odmawia pójścia do urzędu bez pani.
— Igorze, drogi, naprawdę nie mogę. Widzisz przecież — te okropne pręty w mojej nodze, ledwo się poruszam, mogę tylko zepsuć wam święto…
— Eleno Michajłowno — przerwał jej łagodnie, ale stanowczo. — Olga wie o Kristinie. Wie o zbliżającym się rozwodzie z jej ojcem i o tym, że zabrania pani przyjść na nasz ślub. Wie absolutnie wszystko. I chce mieć przy sobie swoją prawdziwą matkę — panią.
Elena ostrożnie podniosła się z kanapy, mocno opierając się na kulach, i spojrzała na tego wspaniałego młodego człowieka, który naprawdę kochał jej córkę.
— Dobrze. Daj mi pół godziny, żebym się przygotowała.
Przed wejściem do urzędu stanu cywilnego zebrała się niewielka grupa gości. Łagodny czerwcowy dzień sprzyjał świętowaniu, a wszyscy byli elegancko ubrani. Opierając się o ścianę budynku, by nie osunąć się z osłabienia, Elena rozejrzała się po tłumie. Jej wzrok zatrzymał się na znajomej sylwetce — Grigorij stał przy wejściu z młodą kobietą około dwudziestu pięciu lat; to bez wątpienia była Kristina. Młoda kobieta miała na sobie jaskraworóżową sukienkę z głębokim dekoltem, wyraźnie niestosowną na ślub. Gdy zobaczył Elenę, twarz jej byłego męża natychmiast wykrzywiła się z wściekłości, oczy zwęziły się, a usta zacisnęły w cienką linię.
— Nie powinna była tu przychodzić — syknął jej do ucha.
— A kto to w ogóle jest? — wzruszyła ramionami młoda kobieta z beztroską.
W tym momencie Olga wyszła z urzędu w przepięknej białej sukni z koronkowymi rękawami i długim trenem. Jej twarz promieniała szczęściem, a oczy błyszczały radością. Gdy zobaczyła matkę, natychmiast pobiegła w jej stronę, nie dbając o to, że może zniszczyć suknię.
— Mamo! — krzyknęła, mocno obejmując Elenę. — Wiedziałam, że przyjdziesz!
— Boję się, że zepsuję ci zdjęcia, kochanie — powiedziała Elena, mocno przytulając córkę i czując, jak napływają jej do oczu łzy. — Ale promieniejesz. Jesteś przepiękna, moja droga.
— Mamo, ty niczego nie możesz zepsuć. Wiesz, że najważniejsze dla mnie jest to, że jesteś tutaj — powiedziała Olga, przytulając się do matki jeszcze mocniej. — Jak się czujesz? Chcesz usiąść?
— Wszystko dobrze, kochanie. Dzisiaj jest twój dzień i dam radę.
Kiedy Olga odeszła przywitać innych gości razem ze swoim narzeczonym, Grigorij rzucił się w stronę Eleny. Jego twarz była czerwona ze złości.
— Więc jednak mnie nie posłuchałaś i przywlokłaś się tutaj — syknął, podchodząc bardzo blisko. — Dobrze, będzie dla ciebie tym gorzej. Dzisiaj wylądujesz na ulicy, rozumiesz? Jak tylko wrócę, wyrzucę wszystkie twoje rzeczy za drzwi. Myślałaś, że żartuję?
— Grigorij, nie rób sceny — odpowiedziała cicho Elena, starając się nie przyciągać uwagi innych.
— Nie? A myślałaś, że pozwolę ci zepsuć nastrój mojej córki swoim żałosnym wyglądem? Spójrz na siebie — chodzący szkielet! Odstraszasz ludzi!
Ale wtedy podeszła Olga, która usłyszała ostatnie słowa ojca. Jej twarz natychmiast się zmieniła — radość ustąpiła miejsca gniewowi.
— Co ty powiedziałeś? — zapytała cicho, ale groźnie.
— Córciu, ja tylko tłumaczę twojej matce—
— Wynoś się stąd! — krzyknęła, mocno popychając go w pierś. — I nie waż się podnosić głosu na mamę! Wynoś się! Ty draniu! Mama jest chora, a ty przychodzisz na moje wesele z kochanką i jeszcze śmiesz ją obrażać! Wynoś się! Natychmiast!
— Olya, nie rozumiesz sytuacji — Grigorij próbował się tłumaczyć, rozglądając się po cichych gościach. — To nie jest kochanka… Ona… my się pobierzemy…
— Mam tylko jedną matkę i nie mam już ojca! — przerwała Olga. — Jesteś zdrajcą i tchórzem! Wynoś się stąd!
— Ale ja jestem twoim ojcem! — zaprotestował Grigorij, próbując chwycić córkę za rękę.
— Ha! Ha! Ha! — Olga zaśmiała się gorzko, cofając dłoń. — O, nagle sobie przypomniałeś! Gdzie byłeś przez te wszystkie lata, drogi tatusiu? Nauczyłeś mnie czytać? Odprowadzałeś mnie do przedszkola? Chodziłeś na zebrania z rodzicami? Byłeś przy mnie, kiedy chorowałam? Co zrobiłeś? Nic! Absolutnie nic! Mama wychowała mnie sama, pracując, podczas gdy ty wydawałeś pieniądze i wydawałeś rozkazy! A teraz wynoś się z mojego ślubu i nie zapomnij zabrać ze sobą swojej kobiety! Precz!
Grigorij stał osłupiały, wyraźnie nieprzygotowany na taką reakcję. Jego twarz najpierw poczerwieniała, a potem pobladła. Kristina, stojąca z boku, nerwowo przygryzała wargę i gwałtownie pociągnęła go za rękaw.
— Grigorij, chodźmy — syknęła. — Nie kłóć się z tą histeryczką. Ona najwyraźniej jest nienormalna.
— Tak, idźcie sobie — oboje! — poparła ją Olga. — I nigdy więcej nie pojawiajcie się w moim życiu! Nie potrzebuję takiego ojca!
Igor, pan młody, podszedł i objął pannę młodą ramieniem.
— Wszystko dobrze, kochanie. Nie denerwuj się.
Rozumiejąc, że sytuacja całkowicie wymknęła mu się spod kontroli, Grigorij odwrócił się i szybko opuścił urząd. Kristina, stukając obcasami, popędziła za nim.
— No dobrze — powiedziała już spokojniejsza Olga. — Teraz możemy wrócić do świętowania.
Po ceremonii, gdy złożono już życzenia i zrobiono zdjęcia, Olga podeszła do matki i podała jej mały klucz.
— Co to jest, kochanie? — zapytała zaskoczona Elena, oglądając klucz.
— To klucz do twojego domu, mamo — uśmiechnęła się Olga. — Podczas ceremonii ślusarz wymienił zamek w mieszkaniu. A ciocia Walya z sąsiedniego mieszkania spakowała rzeczy taty. Powiedziała, że z przyjemnością pomoże ci, kiedy tylko zechcesz.
Elena przytuliła córkę.
— Dziękuję, kochanie. Nie możesz sobie wyobrazić, jak wiele to dla mnie znaczy.
— Nie — to ja dziękuję tobie, mamo — odpowiedziała Olga. — Za to, że byłaś przy mnie przez te dwadzieścia lat. Za to, że kochałaś mnie jak własną córkę. Za to, że pozostałaś prawdziwą matką, kiedy wszystko wokół nas się rozpadało. Za to, że nauczyłaś mnie być silną.
— Jesteś najlepszą córką na świecie — wyszeptała Elena, gładząc Olgę po włosach.
Późnym wieczorem, po tym jak Elena zażyła leki i trochę odpoczęła po dniu pełnym emocji, ktoś zaczął natarczywie walić do drzwi wejściowych. Początkowo stukanie było zwyczajne, ale szybko stało się coraz mocniejsze i agresywniejsze, zamieniając się niemal w bębnienie.
— Elena! — rozległ się znajomy głos Grigorija. — Otwieraj natychmiast! Co, do diabła, zamknęłaś się tam jak szczur w norze? Zaraz wyważę ten zamek! Spakowałaś już walizki? Znalazłaś sobie miejsce do życia? Zapłacisz mi za to, że zepsułaś ślub mojej córki samą swoją obecnością!
Elena spokojnie podeszła do drzwi, ale ich nie otworzyła. Zamiast tego odpowiedziała głośnym i wyraźnym głosem:
— Nie, Grigorij, nie spakowałam walizek — i nawet o tym nie pomyślałam.
— Co to znaczy, że nie pomyślałaś?! — ryknął z korytarza. — Przecież ci mówiłem!
Grigorij był wściekły do granic. Godzinę wcześniej jego kochanka wyrzuciła go po gwałtownej kłótni. Kristina nazwała go nieudacznikiem, który nie potrafi poradzić sobie ani z chorą żoną, ani z nieokiełznaną córką. Pokłócili się na dobre i teraz został sam. A teraz ta uparta kobieta zamknęła się w środku i nie wpuszczała go do środka!
— Otwieraj natychmiast! — wrzasnął, waląc pięściami w drzwi. — To mój dom!
— Nie, Grigorij — odpowiedziała Elena spokojnie, opierając się o drzwi. — To nigdy nie był twój dom. Chyba zapomniałeś, że mieszkanie należy do mnie. Pozwoliłam ci tu mieszkać, przygarnęłam cię jak bezpańskiego psa, a ty tak się do tego przyzwyczaiłeś, że w końcu uwierzyłeś, że to twoje. Nie, to moje mieszkanie — kupione za moje pieniądze, zapisane na moje nazwisko.
— Ale… ale… — był wyraźnie zbity z tropu, a potem dotarło do niego, że mieszkanie naprawdę należało do żony. — A moje rzeczy? Gdzie są moje rzeczy?
— U sąsiadki. Zapytaj cioci Walji — ona ci wszystko wyjaśni.
Walenie ucichło. Elena ostrożnie podeszła do okna i spojrzała na dół. W tej chwili ich sąsiadka, Walentyna Pietrowna, wynosiła już na zewnątrz wejścia liczne torby i walizki z rzeczami jej byłego męża. Grigorij biegał między nimi, coś wykrzykując i wymachując rękami, ale ciocia Walya metodycznie oczyszczała swój korytarz z cudzych rzeczy.
— Jeśli nie zabierzesz tego wszystkiego w ciągu godziny — zagrzmiał z dołu surowy głos męża sąsiadki, Piotra Iwanowicza — to wszystko wyląduje prosto na śmietniku. I za jakiego łajdaka się okazałeś, Grigorij! Myślałem, że jesteś prawdziwym mężczyzną. Tfuu! — I ostentacyjnie splunął pod nogi wściekłego Grigorija, który teraz nie wiedział już ani co robić, ani dokąd pójść.
Elena nie mogła powstrzymać uśmiechu, patrząc na tę scenę. Wreszcie sprawiedliwość zwyciężyła.
W tym momencie zawibrował jej telefon. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Olgi: „Mamo, dziękuję za najpiękniejszy dzień w moim życiu. Kocham cię najbardziej na świecie. Przesyłam zdjęcia z naszego święta. Jutro Igor i ja przyjedziemy, przywieziemy tort weselny i wszystko ci dokładnie opowiemy. Dbaj o siebie!”
Elena wróciła na kanapę, delikatnie wtuliła się w miękkie poduszki i otworzyła galerię w telefonie. Jedno po drugim pojawiały się zdjęcia ze ślubu: Olga w białej sukni, promieniejąca obok Igora; młodzi wymieniający obrączki; Olga rzucająca bukiet do druhen; obie — matka i córka — obejmujące się przed urzędem. Na każdym zdjęciu jej córka promieniała szczęściem, i właśnie to liczyło się najbardziej.
„Jak szybko płynie czas” — pomyślała Elena, patrząc na zdjęcia. „Wczoraj była jeszcze małą dziewczynką, która bała się ciemności, a dziś jest już żoną. Ale stała się silna i sprawiedliwa. To znaczy, że nie przeżyłam tych lat na próżno.”
Ciepły, szczęśliwy uśmiech rozjaśnił jej twarz. Mimo choroby, mimo wszystkich prób, była naprawdę szczęśliwa. Miała córkę, która ją kochała, dach nad głową, a teraz nic nie mogło już odebrać jej tego spokoju.