„Masz za swoje, żmijo podstępna! To cię nauczy upokarzać mnie przy wszystkich gościach!”

— Dasza, ty w ogóle nie umiesz robić sałatek! To jubileusz, a nie studencka impreza! — Tamara Nikołajewna ostentacyjnie odsunęła talerz ze świeżo pokrojonymi składnikami.

— Robię wszystko według przepisu! — Dasza próbowała mówić spokojnie, choć ręce już drżały jej z napięcia.

— Według przepisu? — prychnęła teściowa. — Gotować trzeba z duszą, a nie według książki! Kiedy ja byłam w twoim wieku…

— Mamo, przestań! — Grigorij podniósł wzrok znad telefonu. — Dasza się stara!

— Stara się, tak… — Tamara Nikołajewna wstała od stołu. — Daj mi nóż, sama to zrobię!

Dasza w milczeniu odsunęła się na bok. Trzy dni przygotowań do jubileuszu teściowej zamieniły się w prawdziwe piekło. Każdy ruch, każde słowo synowej było krytykowane.

— A ten obrus… — ciągnęła Tamara Nikołajewna, automatycznie kończąc krojenie. — Takich używa się w tanich jadłodajniach! A na jubileusz postanowiłaś…

— To włoska tkanina! — Dasza wycedziła przez zęby.

— Włoska? — teściowa znów prychnęła. — Ja już znam te twoje „włoskie” rzeczy, prosto z bazaru! Grisza, powiedz mi, nie mogliście kupić normalnego obrusu?

— Normalnego? — Dasza odwróciła się do męża. — Przez tydzień wybierałam i pokazywałam wam obojgu różne opcje!

— No, mamo, obrus naprawdę jest ładny… — wymamrotał syn.

— Czyli jej bronisz? — Tamara Nikołajewna odłożyła nóż. — A kto za niego zapłacił? Pewnie znowu wyciągnęła z ciebie całą pensję?

— Kupiłam go sama! Za własne pieniądze! — odparła Daria przez zaciśnięte zęby.

— Własne? — teściowa uśmiechnęła się drwiąco. — A co ty niby masz własnego? Mieszkanie mojego syna, jego samochód, nawet te buty…

— Mamo! — Grigorij wreszcie odłożył telefon. — Dość!

— Co dość? Mówię prawdę! Rzuciła się na niego, gdy tylko dowiedziała się o mieszkaniu! Myślała, że będzie miała łatwe życie?
 

— Pracuję nie mniej niż Grisza! I zarabiam całkiem dobrze! A nasze mieszkanie kupi… — wybuchła synowa, zaciskając pięści.

— O, dobre sobie! — Tamara Nikołajewna roześmiała się teatralnie, przerywając Daszy. — Ta twoja „praca” to sama zabawa! Siedzisz w biurze, popijasz kawkę…

— Jestem analitykiem finansowym!

— Kim? — teściowa znowu się roześmiała. — Brzmi elegancko! I jaki z tego pożytek? Nawet sałatki porządnie pokroić nie umiesz!

Grigorij znów schował się w telefonie, udając, że nie zauważa kłótni. Dasza spojrzała na męża, potem na teściową.

— Wiecie co? Róbcie sobie ten jubileusz sami! Beze mnie!

— Boisz się krytyki? — Tamara Nikołajewna uśmiechnęła się triumfalnie. — Widzisz, Grisza, jaka ona jest? Pierwszy problem i od razu ucieka!

Dasza zdjęła fartuch.

— Nie, po prostu nie chcę marnować czasu na ludzi, którzy mnie nie szanują! — powiedziała, zdejmując fartuch.

— Dasza, dokąd idziesz? — Grisza wreszcie wstał. — Impreza jest jutro…

— To się przygotowujcie! We dwoje! Ja wracam do domu!

— Do domu? — teściowa zmrużyła oczy. — Do tej wynajętej nory, w której mieszkałaś przed ślubem?

Dasza bez słowa chwyciła torbę i wyszła. Wiedziała, że jutro będzie jeszcze gorzej. Ale odwrotu już nie było.

Świąteczny stół uginał się od jedzenia. Goście — przyjaciele i krewni Tamary Nikołajewny — zajmowali miejsca i składali jubilatce życzenia. Dasza stała z boku, obserwując wszystko.

— A oto moja synowa! — oznajmiła głośno Tamara Nikołajewna, gdy dostrzegła Daszę. — Stoi jak obca! Nawet nie zaproponuje pomocy!

— Nakryłam do stołu dwie godziny temu — odpowiedziała cicho Dasza.

— I jak ty to zrobiłaś! — teściowa odwróciła się do gości. — Wyobrażacie sobie, ułożyła serwetki jak w stołówce! Jak dla pospólstwa! Dobrze, że zauważyłam i poprawiłam!

Goście wymienili zakłopotane spojrzenia. Grigorij udawał, że jest pochłonięty rozmową z wujem.

— Tamaro Nikołajewno, nie zaczynajmy… — zaczęła Dasza.

— Czego nie zaczynajmy? Mówienia prawdy? — teściowa podniosła głos. — Myślałaś, że będę milczeć? Nie, kochanieńka, wszyscy powinni wiedzieć, jaka z ciebie gospodyni!
 

Do stołu podeszła sąsiadka jubilatki.

— Tomoczko, może wzniesiemy toast?

— Oczywiście, że wzniesiemy! — Tamara Nikołajewna wstała. — Wypijemy za mnie, za mojego syna… Ale za synową — nie wiem! Jeszcze sobie na to nie zasłużyła!

— Mamo… — odezwał się niepewnie Grisza.

— Co „mamo”? Mówię prawdę! No powiedzcie… — przesunęła wzrokiem po gościach. — Czy normalna kobieta może nie umieć porządnie gotować? A ona nie umie! Wszystko jej się przypala!

— Za to umiem zarabiać pieniądze! — Dasza nie wytrzymała.

— O, posłuchajcie tej chwalipięty! — teściowa rozłożyła ręce. — Myślisz, że nie wiem, jak żyłaś, zanim poznałaś Griszę? W wynajmowanym mieszkaniu, z długami…

— Byłam na studiach magisterskich!

— U-czy-ła się! — przeciągnęła Tamara Nikołajewna. — A teraz siedzi mojemu synowi na karku! Mieszkanie jego, samochód jego…

— Wszystko kupuję za własne pieniądze! Włącznie z mieszka…

— Jakie twoje pieniądze? — teściowa zwróciła się do gości. — Wyobraźcie sobie: przychodzi do pracy wystrojona, w szpilkach! Siedzi w biurze, pije kawę! A potem mówi: „Pracuję”!

Dasza poczuła, jak twarz płonie jej ze złości.

— Przestań mnie upokarzać!

— Upokarzać? — Tamara Nikołajewna roześmiała się. — Mówię prawdę! Kiedyś kobiety były inne! Umiały gotować, rodziły dzieci…

— A ty miałaś tylko jedno! — wyrwało się Daszy.

W pokoju zapadła cisza. Tamara Nikołajewna poczerwieniała ze złości.

— Ty… Jak śmiesz! Grisza, słyszysz, co ona mówi?

— Dasza, przeproś moją matkę! — powiedział do żony, wstając od stołu.

— Przeprosić? — Dasza spojrzała na męża. — Po tym wszystkim, co powiedziała?

— To moja matka!

— A ja jestem twoją żoną! Ale ciebie nie obchodzi, jak ona mnie upokarza!

Tamara Nikołajewna uśmiechnęła się triumfalnie.

— Widzicie, jaka ona jest? Zero szacunku dla starszych!

— Masz za swoje, żmijo podstępna! Może nauczysz się nie upokarzać mnie przy wszystkich gościach!

Dasza chwyciła bukiet ze stołu i uderzyła nim teściową w twarz. Płatki rozsypały się po pokoju, a kolce róż zostawiły zadrapania na twarzy Tamary Nikołajewny.
 

Goście zamarli. Tamara Nikołajewna przycisnęła dłonie do twarzy, a po jej policzku spłynęła cienka strużka krwi z zadrapań po kolcach.

— Wynoś się!!! — ryknął Grigorij, zrywając się od stołu. — Wynoś się!!!

— Z przyjemnością! — Dasza porwała torbę. — Tylko nie zapomnij do wieczora spakować swoich rzeczy!

— Jakich rzeczy? — Grigorij nie zrozumiał.

— Twoich! Z mojego mieszkania!

Tamara Nikołajewna opuściła ręce z twarzy.

— Słyszysz, synku? Twoja ukochana już wydaje rozkazy! A mówiłeś mi, że jest dobra, że jest miła…

— Zamknij się! — nagle krzyknęła Dasza. — Mam dość! Przez trzy lata znosiłam twoje docinki! Przez trzy lata milczałam, kiedy wtrącałaś nos w nasze życie!

— Dasza, przestań! — Grisza ruszył w stronę żony.

— Nie, to ty przestań! — odwróciła się do męża. — Przestań być wycieraczką! Jesteś dorosłym mężczyzną, a wciąż biegasz do mamusi!

— Nie waż się! — Tamara Nikołajewna wstała. — Nie waż się tak mówić o moim synu!

— O twoim synu? — Dasza roześmiała się. — On od dawna nie jest twój! Jest moim mężem! A raczej był…

Goście zaczęli się wymykać. Niektórzy mamrotali przeprosiny, inni po prostu cicho wychodzili za drzwi.

— No proszę, pokazała prawdziwe oblicze! — Tamara Nikołajewna spojrzała triumfalnie na syna. — Mówiłam ci, że to nie ta kobieta! Nie jest ciebie warta!

— Mamo, proszę, bądź cicho — powiedział zmęczonym głosem Grigorij.

— Co?! — teściowa aż sapnęła. — Nadal jej bronisz? Po tym, co zrobiła?

— A co ja zrobiłam? — Dasza odwróciła się do gości. — Obroniłam się! Po raz pierwszy od trzech lat! Wiecie, jak mnie dręczyła? Jak krytykowała każdy mój ruch?

— Uczyłam cię być dobrą żoną!

— Nie! Próbowałaś zrobić ze mnie posłuszną lalkę! Tak jak zrobiłaś ze swoim synem!

Grigorij złapał Daszę za ramię.

— Dość! Wyjdź. Natychmiast!

— Wynoś się!!! — zawtórowała Tamara Nikołajewna. — I nie wracaj!!!

— Nie miałam takiego zamiaru! — Dasza wyrwała rękę. — Ale zapamiętajcie jedno: mieszkanie jest moje! Kupiłam je za własne pieniądze! Te same, których rzekomo nie zarabiam!

— Kłamstwo! — teściowa zrobiła się purpurowa. — Ukradłaś pieniądze Griszy!

— Sprawdźcie dokumenty! — Dasza uśmiechnęła się krzywo. — Wszystko tam jest napisane! I kredyt spłacałam sama! Więc, Grisza, do zobaczenia wieczorem! Klucze wrzuć do skrzynki!

Odwróciła się i ruszyła do drzwi. Za jej plecami rozległ się krzyk Tamary Nikołajewny:

— Niewdzięczna! Bezwstydna! Grisza, nie pozwól jej odejść!

Ale Dasza już nie słuchała. Schodziła po schodach, czując dziwną lekkość. Jakby ogromny kamień spadł jej z serca. Trzy lata upokorzeń dobiegły końca. I nawet jeśli miało ją to kosztować małżeństwo — było warto.
 

Dasza siedziała w fotelu, patrząc na zegar. Do wieczora zostało pół godziny.

Dzwonek do drzwi zabrzmiał wcześniej. Na progu stał Grigorij z małą sportową torbą.

— Mogę wejść? To wciąż też moje mieszkanie…

— Już nie! — Dasza podała mu dokumenty. — Wszystko jest tu jasno zapisane: mieszkanie zostało kupione za moje pieniądze przed ślubem! Bez względu na to, co wymyśliła sobie twoja matka!

Grigorij przejrzał papiery.

— I od kiedy miałaś to przygotowane?

— Od dziś! Zaraz po… incydencie!

— Incydencie? — uśmiechnął się z przekąsem. — Uderzyłaś moją matkę bukietem w twarz! I nazywasz to „incydentem”?

— A jak inaczej nazwałbyś to, co się stało? — Dasza skrzyżowała ramiona na piersi. — Twoja matka publicznie upokarzała mnie przez trzy lata! Dzisiaj moja cierpliwość w końcu się skończyła!

— Ona jest od ciebie starsza! Powinnaś szanować…

— Co? Wiek? — przerwała mu Dasza. — A ona nie powinna szanować mnie jako twojej żony? Czy ta zasada działa tylko w jedną stronę?

Grigorij wszedł do pokoju i rzucił torbę na kanapę.

— Porozmawiajmy spokojnie. Bez emocji.

— Za późno, Grisza! Wszystko już zostało powiedziane!

— Rozumiesz przecież, że moja mama po prostu…

— Nie! — Dasza zerwała się z miejsca. — Nawet nie zaczynaj jej usprawiedliwiać! Mam tego dość! „Mama się martwi”, „mama się troszczy”, „mama chce jak najlepiej”… Mam dość tej zdartej płyty! A to, czego ja chcę, nigdy cię nie interesowało!

— To nieprawda!

— Prawda! Kiedy przychodziła bez zapowiedzi i robiła inspekcje mieszkania, milczałeś! Kiedy wyśmiewała moją pracę, milczałeś! Kiedy sugerowała, że wyszłam za ciebie dla pieniędzy, też milczałeś!

Grigorij usiadł w fotelu.

— I co teraz? Rozwód?

— Tak! Mam dość życia między młotem a kowadłem! Mam dość udawania, że wszystko jest w porządku! Bo nic nie jest w porządku!

— A nasze plany? Dzieci?

— Jakie dzieci, Grisza? — Dasza uśmiechnęła się gorzko. — Z twoją matką, która będzie mnie uczyć, jak je wychowywać? Która będzie im mówić, jaką jestem złą matką?

— Przesadzasz…

— Nie! Wreszcie widzę wszystko jasno! Nie pasujemy do siebie! Nigdy nie staniesz po mojej stronie! Nigdy nie obronisz mnie przed swoją matką!

— A ona miała rację! Naprawdę myślisz tylko o sobie! Nikt inny cię nie obchodzi! — powiedział, wstając.

— Świetnie! — Dasza wymusiła uśmiech. — Idź wytrzeć ślinę swojej mamusi!

— Tak po prostu przekreślisz trzy lata?

— Nie „tak po prostu”. Długo do tego dojrzewałam! Dzisiaj w końcu podjęłam decyzję!

— Mam nadzieję, że będziesz tego żałować! — rzucił złośliwie, kierując się do przedpokoju.

— Nie będę! A teraz wyjdź! I od razu oddaj mi klucze! Chociaż i tak wymienię zamki, na wypadek gdyby twoja mamusia miała gdzieś zapasowy komplet!

Spojrzał na swoją prawie byłą żonę z nienawiścią, położył pęk kluczy na stoliku i powiedział:

— Udław się nimi!

— Żegnaj, Grisza! — odpowiedziała Dasza zamiast kolejnej obelgi. — I przekaż swojej matce, żeby też więcej nie przychodziła!

Minął miesiąc. Dasza siedziała w swojej ulubionej kawiarni, kiedy zobaczyła Tamarę Nikołajewnę. Kobieta ruszyła prosto do jej stolika z wyraźnym celem.

— Musimy porozmawiać! — oznajmiła była teściowa bez przywitania.

— Nie mamy o czym rozmawiać! — Dasza upiła łyk kawy. — Wszystko już postanowione!

— Postanowione? — Tamara Nikołajewna usiadła naprzeciwko niej. — Wiesz, że mój syn cierpi? Schudł, wygląda marnie…

— To jego życie. Jest dorosły.

— Dorosły? — teściowa rozłożyła ręce. — On jest zupełnie sam! Bez żony, bez…

— Bez żony? — przerwała jej Dasza. — Czy nie tego właśnie chciałaś?

— Chciałam dla niego jak najlepiej!

— Nie! Chciałaś kontroli! Nad nim i nade mną!
 

Do stolika podeszła kelnerka. Dasza zamówiła kolejną kawę; Tamara Nikołajewna odmówiła.

— Posłuchaj — teściowa ściszyła głos. — Zapomnijmy o przeszłości! Zacznijmy od nowa!

— Po co? Żeby wszystko się powtórzyło?

— Zmieniłam się! Naprawdę! Te tygodnie wiele mnie nauczyły…

— Ciebie? Nauczyły? Bzdura! Nie wierzę w to! — Daria się roześmiała.

— Zrozumiałam, że przesadziłam! Że za mocno naciskałam…

— Ty nie tylko naciskałaś! Próbowałaś zniszczyć naszą rodzinę! I udało ci się!

Kelnerka przyniosła kawę. Dasza mieszała cukier, patrząc, jak Tamara Nikołajewna nerwowo miętosi serwetkę.

— Grisza bardzo się zmienił… — zaczęła znów teściowa. — Nawet mnie nie odwiedza! Mówi, że to wszystko moja wina!

— A nie jest?

— Może i jest… — Tamara Nikołajewna niespodziewanie się zgodziła. — Ale jestem jego matką! Chciałam…

— Jak najlepiej! — dokończyła za nią Dasza. — Wiesz, jaki jest twój problem? Nie widzisz w swoim synu dorosłego mężczyzny! Dla ciebie on wciąż jest dzieckiem, które trzeba niańczyć!

— Ale on…

— Nie! On jest mężczyzną! A przynajmniej był! Dopóki nie zrobiłaś z niego chłopca, który biega do mamusi po radę!

Tamara Nikołajewna wyjęła chusteczkę i otarła oczy.

— Mogę się zmienić! Naprawdę! Tylko wróć!

— Za późno! Już go nie kocham!

— Jak to nie kochasz?

— Właśnie tak! Miłość umarła, kiedy zrozumiałam, że on nigdy nie stanie po mojej stronie! Nigdy mnie nie obroni!

— Ale…

— Wiesz… — Dasza dopiła kawę. — Jestem ci wdzięczna! To ty otworzyłaś mi oczy! Pokazałaś mi, kim on naprawdę jest!

— Co ty mówisz?

— Prawdę! Teraz jestem wolna! I szczęśliwa!

Tamara Nikołajewna wstała.

— Pożałujesz tego! Straciłaś takiego syna jak mój!

— Nie „syna” dokładnie… — Dasza uśmiechnęła się. — To ty go straciłaś! Najpierw męża, a potem stracisz też syna! Bo on w końcu dorośnie! I zrozumie, kto jest winien rozpadu jego rodziny!

— Jak śmiesz…

— Wszystkiego dobrego, Tamaro Nikołajewno! I nie wracaj! Ani do mnie, ani do mojego życia!

Dasza położyła na stole pieniądze za kawę i wyszła z kawiarni. W duszy czuła lekkość. Ostatnia strona jej dawnego życia została przewrócona…