„Ira, przygotuj się! Powiem ci coś, ale nie panikuj” — głos Wiki był bardzo wzburzony.
„Co się dzieje?” Irina stała się czujna. Jej przyjaciółka zwykle była spokojna i pozbawiona emocji, ale dziś było w niej coś innego. „Mów — nie przeciągaj. Jeśli będziesz zwlekać, naprawdę zacznę panikować”.
„Mówiłaś, że twój Boria wyjechał w podróż służbową?”
„Tak, dziś rano”.
„To kłamstwo…” Głos Wiktorii stał się głuchy i monotonny. „On nigdzie nie pojechał… Twój mąż nadal jest w mieście…”
Irina i Boris byli małżeństwem od prawie dwudziestu dwóch lat. Poznali się, kiedy byli studentami. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Na początku byli tylko przyjaciółmi, spędzali czas w tej samej paczce. Przez jakiś czas nawet o sobie zapomnieli, a potem znów się odnaleźli i zostali parą.
Boria oświadczył się Irze na południu. Było pięknie i romantycznie. Do dziś pamiętała tę cudowną kolację w restauracji nad morzem, z przepięknym widokiem na zachód słońca.
Po dwudziestu dwóch latach z Borisem Irina mogła z pełnym przekonaniem powiedzieć, że był to najszczęśliwszy okres w jej życiu. Mąż nigdy nie powiedział jej przykrego słowa; zawsze słuchał jej opinii i radził się jej, kiedy było trzeba.
Piętnaście lat temu urodził się ich syn Roma. Boria nigdy nie uchylał się od ojcowskich obowiązków. Wstawał w nocy, uspokajał dziecko, podgrzewał butelkę — robił wszystko to, czego większość mężczyzn kategorycznie odmawia.
„Z takim mężem mogłabyś mieć nie jedno, ale dziesięcioro dzieci!” — mówili Irinie z zazdrością krewni i znajomi. „To nie mężczyzna, tylko czyste złoto! Gdyby wszyscy byli tacy jak on”.
Mimo cudownego męża Ira nigdy nie zdecydowała się na drugie dziecko. Boria nie nalegał. Dla niego jakość była ważniejsza niż ilość. Wychowywał syna tak, jak jego samego nigdy nie wychowywano. Roma miał wszystko, ale nie był rozpieszczony. Szanował i kochał swoich rodziców.
Znając Borię na wylot, Irina nigdy nie wątpiła w jego wierność. Nigdy nie zostawał długo w pracy, nie zachowywał się dziwnie, nigdy nie oglądał się za innymi kobietami. Boris uwielbiał Irę i zawsze podziwiał jej urodę oraz naturalność.
Z tego powodu słowa Wiktorii ani jej nie zszokowały, ani nie wyprowadziły z równowagi. Irina uznała, że Wika się pomyliła i że zobaczyła nie Borię, lecz mężczyznę bardzo do niego podobnego.
„Nie, kochana, to był on. Boris wstał o piątej rano i popędził na lotnisko, żeby się odprawić”.
„Ira” — powiedziała kobieta ze współczuciem — „ja go nie tylko zobaczyłam przelotnie. Rozmawiałam z nim, rozumiesz?”
„Jak to?”
„Po prostu: on mnie zwyczajnie nie poznał. Widziałyśmy się tylko raz w życiu, i to dziesięć lat temu. Szczerze mówiąc, ja też nie rozpoznałam go od razu. Gdyby nie pokazał paszportu, nie zrozumiałabym, z kim mam do czynienia”.
„Paszport?” — powtórzyła Ira, nic nie rozumiejąc. „Dlaczego pokazywał ci dokumenty? Znalazłaś pracę na lotnisku?”
„Co ma do tego lotnisko, Ira? Wzięłam jego paszport, żeby sporządzić umowę. Wynajął moje mieszkanie na tydzień, rozumiesz?”
„Żartujesz?” Irina spięła się. Nie chciała wierzyć przyjaciółce, ale nie było żadnego powodu, dla którego Wika miałaby kłamać.
„Nie żartuję. Zrobiłam zdjęcie jego dokumentów. Zaraz ci je wyślę”.
Kiedy Ira otworzyła zdjęcie w komunikatorze, jej idealny świat runął. To naprawdę był paszport jej męża. Mężczyzny, z którym przeżyła dwadzieścia dwa lata i któremu ufała bezgranicznie.
„Dlaczego… dlaczego wynajęłaś mu mieszkanie? Ty… ty przecież zrozumiałaś, kim on jest…” Każde zdanie wyraźnie kosztowało Irinę wiele wysiłku. Najpierw jej głos zadrżał, a potem przez słuchawkę przebił się cichy szloch.
„Nie płacz, kochana” — Wika współczuła przyjaciółce, ale prawda była ważniejsza. „Wynajęłam mu je po to, żeby wszystko wyszło na jaw. Nie chcę, żebyś żyła w kłamstwie”.
„Co teraz zrobimy?”
„Zadzwoń do niego — zapytaj, jak minął mu lot do tamtego miasta. Jeśli Boria będzie dalej trzymał się historii o podróży służbowej, trzeba działać szybko”.
„Działać? Jak?”
„Pojedziemy tam razem i będziemy obserwować twojego męża. Zobaczymy, kto przyjdzie go odwiedzić. Trzeba przyłapać go na gorącym uczynku, inaczej wymyśli kolejną historię i będzie po wszystkim — niczego nie będziesz mogła udowodnić” — Wika miała już wszystko zaplanowane, Irze pozostawało tylko za nią podążyć.
„Skąd będziemy wiedzieć, czy on z kimś flirtuje? Do bloku wchodzi i wychodzi mnóstwo ludzi”.
„Nie martw się. Wszystko przewidziałam. Niedawno sąsiedzi z naszego piętra zamontowali kamerę przy drzwiach. Teraz możemy widzieć, kto podchodzi do mieszkania”.
Choć Irina nienawidziła myśli o szpiegowaniu, musiała przyznać przyjaciółce rację. Jeśli Boris naprawdę miał sekretny związek, musiała o tym wiedzieć.
Kiedy zadzwoniła do męża, Ira próbowała wyciągnąć z niego prawdę, ale on niczego nie zdradził. Twierdził, że szczęśliwie dotarł do innego miasta i właśnie zabiera się do pracy. Tak bezczelne kłamstwo wstrząsnęło jego żoną. Rozłączyła się i natychmiast zadzwoniła do Wiki.
„Kiedy tam jedziemy? Chcę zobaczyć jego bezwstydne oczy, kiedy przyłapię go z inną kobietą”.
„Choćby teraz, jeśli chcesz! Jestem gotowa”.
Wiktoria i Irina spędziły pół dnia w samochodzie przed wejściem do tego przeklętego bloku. Oglądały nagranie na telefonie, jednocześnie pilnując drzwi. Jeśli weszłaby jakaś rzucająca się w oczy dziewczyna, natychmiast ruszyłyby na miejsce i przyłapały Borisa na gorącym uczynku. Taki był plan Iry i Wiki.
Ale czas mijał, a na piętrze panował spokój.
„Może jednak się pomyliłaś? Albo Boria wyszedł, kiedy nie patrzyłyśmy” — Ira próbowała odpędzić czarne myśli.
„Sprawdzałyśmy nagrania. Boris na pewno jest w mieszkaniu. Pytanie brzmi, dlaczego nie wychodzi — albo dlaczego nikt nie wchodzi. Nie rozumiem tego”.
Po tym, jak przesiedziała w samochodzie aż do nocy, Irina była wyczerpana i postanowiła zakończyć obserwację.
„Wrócimy jutro? Boria i tak już śpi. Widzisz, światła są zgaszone”.
„Dobrze, jedźmy. W końcu zobaczymy, kto go odwiedza. Kamera nagrywa bez przerwy”.
Następnego ranka Wiktoria najpierw sprawdziła nocne nagranie. Boria wciąż nie opuścił mieszkania. Ale o dziewiątej przyszedł dostawca z dwiema torbami zakupów.
„Nikt więcej?” — zapytała Ira, kiedy się spotkały.
„Nie, tylko dostawca”.
Drugi dzień spędziły w samochodzie z takim samym skutkiem.
„Nie rozumiem, dlaczego on siedzi tam zamknięty. Może kamera jest zepsuta? Może ktoś od dawna odwiedza Borię?”
„Nic nie jest zepsute. Wszystko działa. Nie wiem, co kombinuje twój mąż. Może nas zobaczył i dlatego nie wychodzi?”
„Mało prawdopodobne…” — odpowiedziała Ira zamyślona. Nagle jej wyraz twarzy się zmienił, a usta zadrżały. „A jeśli źle się poczuł, a my siedzimy tutaj i nic nie robimy? Boria ostatnio skarżył się na bóle serca. A jeśli dostał poważną diagnozę i postanowił nic nam nie mówić?”
„Ira, nie panikuj i nie wymyślaj głupot” — Wika pokręciła głową. „Twój mąż nie jest kotem, który ucieka, żeby umrzeć w samotności”.
„W takim razie nie wiem, co myśleć. Daj mi klucze — wejdę i zapytam Borisa wprost, co się dzieje”.
„Jesteś pewna? Jeśli nie przyłapiesz go na gorącym uczynku, będzie mógł cię omotać”.
„Znam mojego męża. Będę wiedziała, czy kłamie”.
Niechętnie Wiktoria oddała przyjaciółce klucze do mieszkania i poszła za nią.
Na dworze było już ciemno, ale w oknie pokoju, w którym był Boris, wciąż paliło się światło, więc Ira była pewna, że jeszcze się nie położył.
Cicho otworzyła zamek i weszła do środka. W przedpokoju było ciemno, ale spod zamkniętych drzwi pokoju sączyło się słabe światło.
„Cicho” — szepnęła Irina, rzucając spojrzenie przyjaciółce. „Podejdę do drzwi, posłucham, co się dzieje, a potem nagle wejdę”.
„Mhm” — mruknęła Wiktoria.
Ira podkradła się do drzwi, spod których padała smuga światła, i znieruchomiała. Na początku w pokoju panowała cisza, a potem nagle rozległ się głos Borisa:
„A więc tak?! Zaraz zobaczysz! Masz, łajdaku!”
Słysząc ten dziwny monolog, Irina spojrzała na przyjaciółkę i szepnęła:
„Ktoś tam jest. Czyli jednak twoja kamera nie działa”.
Wiktoria zdążyła tylko wzruszyć ramionami, zanim Ira otworzyła drzwi i weszła do środka. Spodziewała się zobaczyć męża z inną kobietą, ale Boris był sam. Siedział w słuchawkach przed dużym ekranem i nawet nie usłyszał, że jego żona i przyjaciółka weszły do pokoju.
„Boria! Boria, co tu się dzieje?!” Pytania Iriny nie wywołały żadnej reakcji. Podeszła bliżej i go dotknęła.
„Och!” Mąż podskoczył, zrywając się na krześle. Odwrócił się, rozszerzył oczy na widok kobiet, a potem zdjął słuchawki. „Kochanie?! Co ty… co ty tutaj robisz?!”
„Chciałabym zadać ci to samo pytanie. Miałeś być w podróży służbowej!”
„Eee… no…”. Boria zaczął się jąkać. „Więc… widzisz…”
„Nie, nie widzę! Wytłumacz się!” Irina jeszcze bardziej zmarszczyła brwi.
„Wziąłem sobie mały urlop. Chciałem odpocząć… no, pograć tyle, ile chciałem…”
„Pograć? Wynająłeś mieszkanie, żeby grać w gry?” Mówiąc to, Irina poczuła ogromną ulgę, choć nadal drżała ze złości.
„Tak. Roma zaraził mnie swoimi grami i po prostu nie mogę grać w domu. Trochę mi wstyd. A ty byś tego nie zrozumiała. Więc wynająłem konsolę. Wynająłem miejsce. Teraz siedzę tu całymi dniami i przechodzę kolejne poziomy”. Zauważywszy Wikę za Iriną, Boris urwał i spojrzał na żonę z ciekawością. „Jak mnie znalazłaś? Skąd wiedziałaś, że tu jestem?”
„Jak?” Ira uśmiechnęła się. „Dzięki przyjaciółce. To jest Wiktoria. Pewnie jej nie pamiętasz, ale ona pamiętała ciebie. Zadzwoniła do mnie, gdy tylko się wprowadziłeś”.
„No proszę” — zdziwił się Boria. „Spośród wszystkich mieszkań do wynajęcia w mieście wybrałem mieszkanie twojej przyjaciółki”.
„Dokładnie!” Irina wybuchnęła śmiechem. „To, co ukryte, zawsze wychodzi na jaw. Mam oczy w całym mieście, więc zapamiętaj to sobie na przyszłość”.
Śmiejąc się z tej absurdalnej sytuacji, spakował swoje rzeczy i wrócił do domu z żoną. Od tamtej pory Ira całkowicie ufała Borisowi. Aby nie kusiło go już wynajmowanie mieszkania tylko po to, by pograć, pozwalała mu spędzać cały urlop przed komputerem.
„Tak… to było niezręczne” — przyznała Wika, zawstydzona tym, że przez nią przyjaciółka musiała zwątpić we własnego męża. „Powinnam była od razu powiedzieć Borisowi, że się znamy”.
„Nie, nie powinnaś” — Ira pokręciła głową. „Szczerze mówiąc, nawet się cieszę, że przez to przeszłam. Teraz wiem na pewno, że Boris nigdy mnie nie zdradzi ani nie zostawi. No, chyba że dla gier… Ale o tym też jeszcze porozmawiamy…”