Marina usłyszała już znajome głosy na klatce schodowej — szwagierki wchodziły na górę, głośno o czymś rozmawiając. Otworzyła drzwi z szerokim uśmiechem.
„Panie, tak się cieszę, że jesteście! Wchodźcie, szybko!” Niemal wciągnęła zaskoczone „dziewczyny” do przedpokoju.
„Marinochko, dlaczego jesteś taka… radosna?” zapytała podejrzliwie Anna Anatoliewna.
„Mam dla was niespodziankę!” Marina klasnęła w dłonie. „Skoro przyszłyście pomóc, wszystko już przygotowałam!”
Zaprowadziła kobiety do sypialni, gdzie na podłodze leżały porozkładane gazety, w rzędzie stały puszki z farbą, a wszędzie dookoła leżały pędzle i wałki.
„Co to… jest?” Olga zamrugała, zdezorientowana.
„Remont! Chciałyście przecież uczestniczyć we wszystkim, więc pomyślałam — kto lepiej pomoże niż rodzina?” Marina już wyciągała z szafy stare fartuchy i chustki. „Anno Anatoliewno, koszula i spodnie Igora będą na panią pasować. Olu, Nataszo, tu macie fartuchy.”
„Ale my nie po to…” zaczęła Natalia.
„Och, nie bądźcie takie skromne!” Marina wcisnęła jej wałek do rąk. „Anno Anatoliewno, pani robi górę — ma pani odpowiedni wzrost. Dziewczyny, wy zajmijcie się dolną częścią ścian. Zaraz pokażę wam technikę.”
Teściowa otwierała i zamykała usta jak ryba. Odmowa oznaczałaby przyznanie, że przyszły tylko na herbatę.
„No dobrze” — warknęła przez zaciśnięte zęby. „Ale nie na długo.”
Godzinę później trzy kobiety, ochlapane farbą, przesuwały wałkami po ścianach.
„Marina, może mała przerwa?” błagała Olga, trzymając się za krzyż.
„Jeszcze trochę! Niedługo skończymy, a potem zamówię wam sushi!” obiecała Marina, podając im herbatę. „Jesteście wspaniałe! Prawdziwa rodzina!”
O szóstej wieczorem sypialnia była odmieniona — ściany lśniły świeżą farbą w kolorze pieczonego mleka. Anna Anatoliewna siedziała na stołku w korytarzu, masując obolałe ramiona. Siwe włosy wystawały spod chustki, a na policzku miała beżową plamę.
„Wystarczy, dość tego” — westchnęła, zdejmując fartuch poplamiony farbą. „Wracam do domu.”
„Mamo, my jedziemy z tobą” — powiedziała Olga, opierając się o ścianę. Jej manicure był bezpowrotnie zniszczony, a na bluzce rozlewały się plamy farby. „Natasza, zamów taksówkę.”
Natalia skinęła głową, wyciągając telefon drżącą ręką. W ciągu dnia pomalowała nie tylko ściany, ale też własne ręce aż po łokcie.
„Jak to?” zawołała Marina, rozkładając ramiona i udając rozczarowanie. „A kolacja? Obiecałam wam sushi! Może zostaniecie?”
„Nie!” krzyknęły niemal jednocześnie wszystkie trzy kobiety.
„To znaczy… dziękujemy, ale jesteśmy zmęczone” — poprawiła się Anna Anatoliewna, z trudem podnosząc się ze stołka. „Poza tym musimy wracać. Mamy swoje sprawy.”
Marina odprowadziła je do drzwi, całując każdą w policzek na pożegnanie. Kiedy drzwi zamknęły się za rodziną, oparła się o framugę i wybuchnęła śmiechem. Plan zadziałał idealnie.
Niedzielny poranek rozpoczął się od telefonu. Marina, delektując się kawą w ulubionej filiżance, wybrała numer teściowej.
„Anno Anatoliewno? Dzień dobry! Jak się pani czuje?” zapytała niewinnym tonem.
„Jak się czuję?!” zachrypiała starsza kobieta. „Nie mogę wyprostować pleców, a rąk w ogóle nie czuję!”
„Och, jaka szkoda! Chciałam zaprosić panią i dziewczyny — planuję pomalować łazienkę. Wczoraj byłyście niesamowite!”
Zapadła cisza, po czym po drugiej stronie słuchawki rozległo się oburzone prychnięcie.
„Marina! Za kogo ty nas masz? Nie jesteśmy służbą! Ciśnienie mi skoczyło, a Olga jest na zwolnieniu lekarskim!”
„Ale to przecież wy chciałyście wszystko widzieć, być gospodyniami w domu swojego syna…”
„Wiesz co?” Głos Anny Anatoliewny drżał z oburzenia. „Nigdy więcej nie postawię nogi w twoim domu! I dziewczynom też to powiem! Niewdzięcznico!”
Połączenie zostało przerwane. Marina odłożyła telefon i uśmiechnęła się. Bez skandalu, bez obrażania — tylko propozycja pomocy przy remoncie. Kto by pomyślał, że wałek i wiadro farby okażą się skuteczniejsze niż jakikolwiek zamek czy kłótnia?
Podeszła do okna, na którego parapecie stała ślubna fotografia. Wreszcie w domu zapanuje spokój.
W niedzielny wieczór Marina powitała Igora w świeżo odnowionej sypialni. Ściany cieszyły oko równym beżowym odcieniem, a w powietrzu wciąż unosił się lekki zapach świeżej farby.
„Niemożliwe!” Igor postawił sprzęt wędkarski w przedpokoju. „Sama to wszystko zrobiłaś?”
„Niezupełnie” — odpowiedziała Marina tajemniczym uśmiechem, wygładzając nową narzutę. „Pomogły twoja mama i siostry.”
„Co? Mama malowała ściany?” Pokręcił głową z niedowierzaniem.
„Tak. I wiesz co? Powiedziała, że już więcej tu nie przyjdzie” — Marina roześmiała się.
Wyjęła z lodówki butelkę wina i dwa kieliszki. W domu panowała błoga cisza — żadnych telefonów, żadnych niespodziewanych wizyt.
„Co ty im zrobiłaś?” zapytał Igor, biorąc kieliszek, wciąż nie dowierzając.
„Po prostu poprosiłam je o pomoc przy remoncie. Bardzo grzecznie i bardzo stanowczo.”
Stuknęła się kieliszkiem z mężem, delektując się chwilą. Okazało się, że wytrwałość i spryt są lepsze niż jakikolwiek skandal. Czasem, żeby obronić swój dom, wystarczy wiadro farby i odpowiedni ton.