„Mój syn kupił mieszkanie, a ta po prostu weszła w gotowe życie!” — przechwalała się moja teściowa. Ale kolacja nagle się urwała, gdy synowa wyjęła teczkę.
Klucz utknął w połowie obrotu. Ksenia szarpnęła z irytacją za klamkę, a potem pchnęła drzwi kolanem. Zamek w końcu ustąpił z paskudnym zgrzytem — najwyraźniej ktoś próbował przekręcić go od drugiej strony, nie wyjmując klucza.
Od razu uderzył ją ciężki, duszący zapach. Taki jak w starych wagonach restauracyjnych: mieszanina przypalonego oleju, kiepskiego jedzenia ze stołówki i szarego mydła gospodarczego. Ksenia postawiła ciężką papierową torbę z zakupami na wycieraczce.
Przedpokój, który urządzała z taką starannością w jasnych tonach, zniknął. Na jasnej welurowej ławce piętrzyły się dwie ogromne torby w niebiesko-czerwoną kratę. Były mocno przewiązane zwykłym sznurkiem, a spod słabego zamka jednej z nich wystawał pęk suszonych grzybów. Niedaleko, prosto na jasnych porcelanowych płytkach, leżała para starych męskich adidasów i ogromne damskie botki ze sztucznym futerkiem wywiniętym na zewnątrz.
Z kuchni dochodził brzęk naczyń i dwa donośne głosy.
— Nina, mówię ci, te rolety trzeba wyrwać do diabła! — oznajmił chrapliwy kontralt. — Same siedlisko kurzu! Powinna powiesić prawdziwe koronkowe firanki, jak normalni ludzie. I garnki też ma jakieś dziwne — tak ciężkie, że ledwo je podniosłam.
— Ach, daj spokój, Rajka — odpowiedział drugi głos lekceważącym tonem, i Ksenia od razu rozpoznała swoją teściową, Ninę Fiodorownę. — Młodzi mają teraz swoje fanaberie. Oleg się postarał, kupił je, więc niech już zostaną.
Ksenia powoli zdjęła płaszcz. Nieprzyjemne uczucie natychmiast ścisnęło ją w żołądku. Zgodnie z ustaleniami z mężem Nina Fiodorowna miała przyjechać dopiero za miesiąc, żeby odwiedzić lekarzy w miejskiej klinice. I nigdy nie było mowy o tym, że przywiezie ze sobą swoją starszą siostrę, Raisę.
Weszła do kuchni.
Widok był imponujący. Nina Fiodorowna, w jaskrawej sukience w kwiaty, z zapałem drapała metalową gąbką nieprzywierającą powłokę drogiej patelni. Ciotka Raisa siedziała przy kuchennej wyspie, krusząc bochenek chleba prosto na blat.
— Dobry wieczór — powiedziała po prostu Ksenia.
Kobiety podskoczyły. Nina Fiodorowna upuściła druciany zmywak do zlewu, szybko wytarła mokre ręce o rąbek sukienki i przykleiła do twarzy szeroki uśmiech.
— Och, Ksiusza! Zobacz, kto wreszcie przyszedł! Chciałyśmy zrobić ci niespodziankę. Po co czekać? Raję znowu zaczął boleć kręgosłup, więc pomyślałyśmy, że przyjedziemy razem do tych waszych miejskich specjalistów. Oleg zostawił nam klucze i powiedział, żebyśmy czuły się jak u siebie.
— Dzień dobry — powiedziała Ksenia, przenosząc wzrok z uszkodzonej patelni na stos brudnych naczyń. — A gdzie jest Oleg?
— Nasz żywiciel jest w pracy! — zawołała teściowa, unosząc ręce. — Niedługo powinien wrócić. Musi przecież utrzymać rodzinę! Popatrz tylko, jakie monstrum tu postawił — człowiek by się zaharował, żeby sam rachunek za prąd opłacić. Idź umyj ręce. Usmażyłam ziemniaki na smalcu — palce lizać.
Ksenia nie odpowiedziała. Odwróciła się w milczeniu, poszła do sypialni i wysłała wiadomość do męża: „Czekam w domu. Pilne”.
Oleg zjawił się dopiero półtorej godziny później. Nerwowo kręcił się w korytarzu, chowając za plecami trzy zwiędłe goździki. Gdy tylko przekroczył próg, Nina Fiodorowna niemal wypłynęła z kuchni.
— Mój synu! Mój biedny, zapracowany chłopcze! — zagdakała, niemal odpychając Ksenię ramieniem. — Chodź do stołu, nakarmimy cię. A ty, Ksiusza, czemu tak stoisz? Nalej mężowi kompotu. Dopiero wrócił z pracy — jest wykończony!
Ksenia patrzyła w milczeniu, jak Oleg, przybierając ważną minę, siada na honorowym miejscu przy stole. W zwykłe dni sam odgrzewał sobie kolację bez narzekania i wkładał talerze do zmywarki. Ale gdy tylko pojawiała się jego matka, budził się w nim jakiś mały prowincjonalny pan.
Rozmowa odbyła się późno w nocy w sypialni. Ksenia mówiła cicho, żeby nie obudzić gości, których głośne chrapanie niosło się po całym mieszkaniu.
— Wyjaśnij mi — powiedziała, patrząc prosto na męża. — Dlaczego twoje krewne przestawiają moje rzeczy? I dlaczego twoja matka jest przekonana, że to ty kupiłeś to mieszkanie?
Oleg odwrócił wzrok. Zaczął nerwowo skubać skórkę przy paznokciu.
— Ksiusz… spróbuj mnie zrozumieć. Mama ma staroświeckie poglądy. Dla niej to mężczyzna powinien utrzymywać dom. Gdybym jej powiedział, że przyszedłem do ciebie z jedną walizką, wyśmiałaby mnie. I wstydziłaby się przed sąsiadami… Po prostu rzuciłem, że kupiliśmy je razem. Co za różnica? Jesteśmy mężem i żoną.
— Różnica, Oleg — odpowiedziała sucho Ksenia — polega na tym, że kupiłam to mieszkanie cztery lata przed tym, zanim cię poznałam. Pracowałam na dwóch etatach i zapomniałam, czym są weekendy, żeby spłacić kredyty. A teraz pozwalasz swojej matce rozstawiać mnie po kątach w mojej własnej kuchni tylko po to, żeby wyglądać na mężczyznę sukcesu?
— Och, wytrzymaj trochę! — syknął mąż. — To naprawdę takie trudne, żeby podtrzymać grę? Niech myślą, że to mój dom. Co ci to szkodzi? Mama nie może się denerwować. Dwa tygodnie i wyjadą.
— Dwa tygodnie. Ale jeśli dalej będą narzucać tu swoje zasady, pokażę im drzwi.
Następne dni były niekończącą się próbą wytrzymałości. Mieszkanie przesiąkło zapachem taniego tłuszczu do smażenia. Telewizor w salonie ryczał od samego rana — Nina i Raisa oglądały skandaliczne talk-show, głośno potępiając zachowanie gości na ekranie.
Ksenia starała się wychodzić wcześniej i wracać później. Ale domowy koszmar dopadał ją wszędzie. Teściowa wyrzuciła z lodówki ser pleśniowy, oznajmiając, że jest „zepsuty i śmierdzi”. Ciotka Raisa wyprała jedną z jedwabnych bluzek Ksenii w gotowaniu, zmieniając ją w szmatę do kurzu.
W obecności matki Oleg zmieniał się nie do poznania. Domagał się herbaty w salonie, rozrzucał ubrania po całym mieszkaniu i głośno opowiadał, jak trudno utrzymać taki wielki dom.
Punkt krytyczny nadszedł w czwartek. Ksenię zwolniono z pracy po obiedzie. Otworzyła drzwi wejściowe bezszelestnie. W mieszkaniu panowała cisza — telewizor był wyłączony.
Zrobiła kilka kroków korytarzem i usłyszała stłumiony szept dochodzący z salonu.
— Mówię ci, Nina, coś tu śmierdzi — mamrotała ciotka Raisa.
Ksenia ostrożnie zajrzała przez uchylone drzwi. Kobiety siedziały na dywanie. Wokół nich leżały porozrzucane papiery. Ksenia od razu rozpoznała swoją teczkę z dokumentami osobistymi, tę, która zawsze leżała na górnej półce szafy pod stertą ubrań poza sezonem.
— To niemożliwe! — powiedziała teściowa, pogardliwie odrzucając na bok kartę gwarancyjną od pralki. — Mój Oleżka nigdy by nie skłamał. Skoro powiedział, że to jego mieszkanie, to znaczy, że jego. Ta spryciara musiała po cichu wyciągać od niego pieniądze i wszystko przepisać na siebie! Przyssała się do naszego chłopca jak pijawka!
— Dokładnie — dodała Raisa, przeglądając stare rachunki. — Trzeba powiedzieć Olegowi. Niech ją zdemaskuje. Patrzcie na nią, zgrywa wielką panią domu.
Ksenia nie wpadła do pokoju. Nie powiedziała ani słowa. Po prostu odwróciła się, spokojnie wyszła z mieszkania i zjechała windą na dół.
Poszła do najbliższej kawiarni, zamówiła czarną kawę i otworzyła laptop. Zalogowała się na stronę usług publicznych i zamówiła nowy wyciąg z rejestru nieruchomości z elektroniczną pieczęcią. Potem otworzyła aplikację bankową i pobrała historię swoich płatności z lat, kiedy Olega nie było jeszcze w jej życiu.
Po wydrukowaniu wszystkiego w najbliższym punkcie ksero włożyła kartki do grubej kartonowej teczki.
Ksenia wróciła do domu pod wieczór. Z kuchni dochodziły odgłosy uczty. Nina Fiodorowna postanowiła nakryć do stołu. Leżały tam grube plastry kiełbasy, wielka misa sałatki tonącej w majonezie i napoczęta butelka drogiego czerwonego wytrawnego wina, które Ksenia przywiozła z wakacji.
Przy stole siedzieli Oleg, obie krewne i sąsiadka z piętra, gadatliwa emerytka Anna Iljiniczna. Najwyraźniej teściowa zaprosiła publiczność, żeby się popisać.
— O, pani domu przyszła! — oznajmiła głośno Nina Fiodorowna, gdy tylko zobaczyła Ksenię. W jej głosie brzmiała jawna kpina. — Wchodź, siadaj, gdzie chcesz.
Oleg siedział na końcu stołu, starannie unikając kontaktu wzrokowego i studiując wzór na obrusie.
— Tak, Anno Iljiniczno, oto nasze życie — kontynuowała teściowa, zwracając się do sąsiadki. — Mój syn kupił mieszkanie, a ta trafiła prosto w gotowe życie! Gotować nie umie, sprzątać nie umie. Miała szczęście, że trafiła na mojego Olega: wprowadził ją do ludzi.
Raisa skinęła głową z aprobatą, mając usta pełne jedzenia. Sąsiadka uśmiechnęła się niezręcznie, zerkając na Ksenię.
Ksenia powoli podeszła do stołu. Jej twarz była całkowicie spokojna.
— Bardzo ciekawa wersja, Nino Fiodorowno — powiedziała cicho Ksenia, ale w kuchni zrobiło się tak cicho, że słychać było brzęczenie kompresora lodówki. — A może trochę uzupełnimy tę historię?
Otworzyła teczkę i wyjęła pierwszą kartkę.
— Anno Iljiniczno — powiedziała Ksenia, podając dokument sąsiadce — może pani przeczytać bez okularów? Proszę spojrzeć na tę rubrykę. Na głos. Tam, gdzie napisano „Właściciel”.
Zaciekawiona sąsiadka wzięła papier, zmrużyła oczy i odchrząknęła.
— Zobaczmy… wyciąg z rejestru nieruchomości… Tak: mieszkanie trzypokojowe… Właściciel: Wołkowa Ksenia Andriejewna. Udział: sto procent. Podstawa: umowa kupna z dnia… ojej, to zostało zarejestrowane sześć lat temu!
Ciotka Raisa zaczęła gwałtownie kaszleć, dławiąc się kawałkiem kiełbasy. Jej twarz natychmiast zrobiła się purpurowa. Ksenia spokojnie wzięła karafkę, nalała szklankę wody i przesunęła ją w stronę krztuszącej się kobiety. Raisa łapczywie chwyciła za brzeg szklanki.
Nina Fiodorowna zastygła z szeroko otwartymi ustami.
— Co… Co, Ksenia? — wychrypiała teściowa, rzucając zdezorientowane spojrzenie synowi. — Oleg? Co to ma być za cyrk? Powiedz jej, że to twoje mieszkanie!
Oleg wcisnął głowę w ramiona. Zaczerwienił się tak mocno, że czerwone plamy wyszły mu na szyję.
— No… mamo… ja mówiłem… my… razem…
— Wyjaśnię sama, skoro Oleg najwyraźniej stracił mowę — oznajmiła Ksenia równym tonem. Rzuciła na stół plik wyciągów bankowych. — To ja kupiłam to mieszkanie. Ja zapłaciłam za remont swoimi pieniędzmi. Twój syn przyjechał tu z torbą sportową. Przez dwa lata nie zapłacił nawet za internet. Mieszka tu za darmo i je jedzenie, które ja kupuję. Okłamał cię, bo wstyd mu przyznać, kim naprawdę jest.
— Jak śmiesz! — Nina Fiodorowna wreszcie oprzytomniała. Jej twarz wykrzywiło upokorzenie. Przy sąsiadce jej idealny obraz runął w jednej chwili. — Mój syn to złoto! A ty jesteś wyrachowaną kobietą! Wypominasz mężczyźnie kawałek chleba!
— Nigdy nikomu niczego nie wypominałam, dopóki nie weszłyście do mojego domu, nie zniszczyłyście moich rzeczy i nie zaczęłyście grzebać w moich dokumentach — odparła Ksenia, opierając się o krawędź stołu i patrząc teściowej prosto w oczy. — Chciałyście prawdy? Teraz ją znacie. A teraz — pakujcie się.
— Co?! — wrzasnęła Nina Fiodorowna. — Oleg! Słyszysz to? Ustaw ją do pionu!
Oleg zerwał się z krzesła. Wyraźnie chciał wyglądać groźnie, ale głos mu drżał.
— Ksiusza, przesadzasz! — krzyknął. — To moja rodzina! Natychmiast przeproś!
— Bo co? — Ksenia spojrzała mu prosto w oczy. — Wrócisz do wsi swojej matki? Proszę bardzo. Masz piętnaście minut na spakowanie walizki.
Anna Iljiniczna szybko przemknęła do korytarza i zniknęła za drzwiami wejściowymi.
Wybuchł niewiarygodny hałas. Nina Fiodorowna biegała po korytarzu, przeklinając synową. Raisa, dysząc ciężko, próbowała po cichu wepchnąć resztki wędliny do torby. Oleg wrzucał koszulki i ładowarki do walizki, kompletnie zagubiony.
— Zażądam podziału majątku! — krzyknął w progu, próbując ratować resztki godności. — Połowa wszystkiego, co kupiliśmy w małżeństwie, należy do mnie!
— Proszę bardzo — odpowiedziała Ksenia z kpiącym uśmiechem. — Podzielimy twój dług na karcie kredytowej i starą mikrofalówkę. Do mojej nieruchomości nie masz żadnych praw.
Kiedy drzwi trzasnęły, Ksenia przekręciła klucz dwa razy i zasunęła ciężki rygiel. W kuchni zapadła cisza. Otworzyła szeroko okno, wpuszczając chłodne wieczorne powietrze, żeby wygoniło ten ciężki zapach.
Podeszła do parapetu i spojrzała w dół. W świetle latarni stały trzy sylwetki z ogromnymi torbami. Nina Fiodorowna wymachiwała wściekle rękami, besztając przybitego syna. Iluzja udanego życia rozwiała się bez śladu.
Ksenia upiła łyk czerwonego wytrawnego wina i zamknęła oczy.
Jutro zadzwoni po firmę sprzątającą, a potem w jej domu wreszcie wszystko wróci na swoje miejsce.