„Jacy włamywacze? To siostra twojego męża!”
Piotr Iljicz krzyczał, stojąc na klatce schodowej i robiąc się fioletowy ze złości.
„A pani to właściwie kim jest?”
Katia rzuciła torbę na szafkę na buty.
Korytarz jej własnego mieszkania był przesiąknięty słodkim zapachem czyichś obcych perfum. Mdła, tania wanilia. Na wieszaku wisiała gruba kurtka jakiejś obcej kobiety.
Z łazienki wyszła młoda kobieta, około dwudziestoletnia. Na głowie miała ręcznik owinięty jak turban. W rękach trzymała drogą, profesjonalną suszarkę Katii. Na stopach miała różowe, puszyste kapcie. Dokładnie te same, które Katia kupiła sobie tydzień wcześniej.
„A ty kim jesteś?”
Dziewczyna cmoknęła z irytacją.
Obrzuciła właścicielkę spojrzeniem od góry do dołu z jawną pogardą.
„Ja tu mieszkam, tak właściwie.”
Przeszła obok Katii, która stała jak sparaliżowana, jakby to ona była właścicielką mieszkania.
Poszła prosto do kuchni, otworzyła drzwi lodówki i wyjęła karton soku.
Katia czuła się, jakby przyrosła do podłogi. Spotkanie w pracy zostało odwołane w ostatniej chwili, więc wróciła do domu o drugiej po południu.
I najwyraźniej właśnie popsuła komuś wygodną parapetówkę.
Katia kupiła to dwupokojowe mieszkanie cztery lata wcześniej. Dokładnie dwa lata przed ślubem z Maksimem. Pracowała bez wytchnienia, bez weekendów. Sama spłaciła kredyt, i to przed terminem. Z prawnego punktu widzenia jej mąż nie miał nic wspólnego z tymi metrami kwadratowymi.
Rok wcześniej jej teść, Piotr Iljicz, długo błagał o zapasowy komplet kluczy. Na wypadek, gdyby coś się stało. Pęknięta rura, zwarcie. Wtedy Katia uległa pod naciskiem męża.
Błąd.
„Proszę odłożyć moją suszarkę na miejsce.”
Katia odezwała się suchym, ostrym głosem.
Weszła do kuchni, nie zdejmując płaszcza.
Dziewczyna zakrztusiła się sokiem.
Postawiła szklankę na blacie.
„Hej, spokojnie! To mój ojciec dał mi klucze.”
Uniósłszy podbródek, spojrzała wyzywająco.
„Piotr Iljicz. Powiedział, że jego syn i synowa nie mają nic przeciwko. Dostałam się na studia, ale nie dostałam miejsca w akademiku. Dlaczego miałabym wynajmować jakąś norę, skoro bliscy mają puste, niewykorzystywane dwupokojowe mieszkanie?”
Katia wyjęła telefon z kieszeni.
„Proszę spakować swoje rzeczy. Ma pani dziesięć minut.”
„Dzwonię do ojca!”
krzyknęła dziewczyna.
Chwyciła smartfon i zniknęła w pokoju gościnnym.
Katia nie traciła czasu na źle wychowaną osobę. Znalazła w kontaktach numer teścia. Dzwoniło długo. W końcu odebrał.
„Tak, Katiusza!”
Głos Piotra Iljicza brzmiał dziwnie wesoło.
„Piotrze Iljiczu, w moim mieszkaniu jest obca osoba”
powiedziała Katia, wyraźnie wymawiając każde słowo.
„Z moimi kluczami. Tymi, które powierzyłam panu na wypadek pożaru.”
„Katiusza, dlaczego tak się denerwujesz?”
Teść natychmiast przybrał ton troskliwego krewnego.
„No dobrze, nie uprzedziłem cię, moja wina. Zapomniałem. To Ritoczka. Moja córka. Z pierwszego małżeństwa, powiedzmy. Przyrodnia siostra Maksima. Jesteśmy rodziną!”
„Ja nie mam siostry. Maksim być może tak.”
Katia oparła się o framugę.
„Daję panu pół godziny, żeby przyjechał pan po swoją córkę i jej rzeczy. Za trzydzieści jeden minut dzwonię na policję.”
„A dokąd ona ma pójść?”
Jego głos od razu stracił miodową łagodność.
„Nie masz dzieci, pokój stoi pusty przez cały dzień. Pozwól jej zostać rok albo dwa, dopóki nie skończy studiów. Wyrzucisz młodą dziewczynę na ulicę w obcym mieście?”
„Nie ma o czym dyskutować. Czas leci.”
Zakończyła połączenie.
Zaraz potem zadzwoniła po awaryjny serwis ślusarski i wymianę zamka. Fachowiec obiecał przyjechać za dwadzieścia minut. Dopłata za pilną usługę wcale jej nie przeszkadzała.
Potem Katia zadzwoniła na komisariat dzielnicowy.
„Dzień dobry. W moim mieszkaniu znajduje się obca osoba. Weszła bez mojej zgody. Jestem właścicielką. Nie mam prawa wyrzucić jej siłą, dlatego proszę o wysłanie funkcjonariuszy w celu stwierdzenia nielegalnego wtargnięcia.”
Minęło dziesięć minut w absolutnej ciszy.
Rita siedziała w pokoju. Katia stała w korytarzu. Wyjęła z kredensu teczkę z dokumentami. Znalazła aktualny wypis z rejestru nieruchomości. Paszport leżał obok.
Piotr Iljicz przyjechał szybciej niż policja.
Wpadł do mieszkania czerwony na twarzy i zdyszany. Śmierdział tytoniem.
„Katia, nie posuwaj się za daleko!”
zaczął teść, wchodząc od progu.
„Maksim jest moim synem! Jest tu takim samym panem jak ty! I nie wyrzuci swojej siostry!”
„Maksim jest tutaj tylko zameldowany.”
Katia złożyła dłonie przed sobą.
„Mieszkanie należało do mnie przed ślubem. To moja własność osobista.”
„Nie obchodzi mnie, kto jest wpisany w papierach!”
Piotr Iljicz próbował narzucić swój autorytet.
„Jesteśmy rodziną. Rita będzie tu mieszkać. Maksim mi to obiecał!”
Rozległ się dzwonek do drzwi.
Na progu stał ponury dzielnicowy w mundurze. Za nim nerwowo poruszał się szczupły ślusarz z ciężką skrzynką narzędziową.
„Kto wzywał? Kapitan Smirnow.”
Funkcjonariusz rzucił zmęczone spojrzenie na zebranych.
„Ja.”
Katia wystąpiła naprzód i podała mu dokumenty.
„Oto mój paszport. Oto wypis z rejestru. Mieszkanie należy do mnie. Nie dałam tym osobom pozwolenia, żeby tu mieszkały.”
Rita cofnęła się pod ścianę.
Mocniej otuliła się szlafrokiem Katii. Piotr Iljicz zasłonił córkę swoimi szerokimi plecami.
„Panie władzo, to sprawa rodzinna!”
teść zaczął się gorączkować.
„Moja synowa po prostu ma charakter. Załatwimy to. Dziewczyna nie ma dokąd pójść, jest studentką.”
Funkcjonariusz wziął dokumenty Katii.
Dokładnie je obejrzał. Potem spojrzał na Piotra Iljicza.
„Proszę pani, policja nie eksmituje ludzi”
powiedział kapitan neutralnym tonem.
„Jeśli odmówią wyjścia, będzie musiała pani iść do sądu. Mogę jedynie sprawdzić ich dokumenty.”
Piotr Iljicz triumfalnie się wyprostował.
Uśmiechnął się drwiąco do Katii.
„Widzisz? Sąd! A proces będziesz ciągnąć latami. Więc pozwól małej Ricie zacząć rozpakowywać walizki.”
„Nie zamierzam nikogo eksmitować przez sąd”
odpowiedziała Katia płaskim tonem.
Odwróciła się do ślusarza, który trzymał wiertarkę.
„Natychmiast wymieniam oba zamki w mojej prywatnej własności. Proszę zamontować najbezpieczniejsze. Pieniądze nie są problemem.”
Ślusarz mruknął radośnie.
Wyjął narzędzia i podszedł do drzwi.
„A wy możecie zostać.”
Katia spojrzała teściowi prosto w oczy.
„Ale gdy ślusarz skończy, zamknę drzwi od zewnątrz. Mam plany na wieczór. Jeśli zostaniecie w cudzym mieszkaniu bez mojej zgody, złożę zawiadomienie za samowolę.”
Policjant patrzył z zainteresowaniem.
„A także za próbę kradzieży”
dodała Katia, wskazując na różowe kapcie.
„Panna już używa moich rzeczy i mojego sprzętu. Kapitanie Smirnow, odnotuje pan ich obecność?”
Funkcjonariusz skinął głową.
„Odnotuję. To prawomocne prawo właściciela. Ma pełne prawo wymienić zamki. Jeśli będziecie przeszkadzać ślusarzowi, ukarzę was mandatem za zakłócanie porządku publicznego.”
Piotr Iljicz zrozumiał, że plan się wali.
Darmowe mieszkanie dla jego nieślubnej córki nie wypali. Nie miał najmniejszej ochoty zostać zamkniętym w środku bez klucza i ryzykować sprawą karną.
Chwycił walizkę Rity.
Jego twarz pokryła się czerwonymi plamami.
„Jacy włamywacze? To siostra twojego męża!”
krzyknął teść.
Wypchnął opierającą się córkę na klatkę schodową.
„Pożałujesz tego! Maksim zamieni ci życie w piekło! Skąpa baba! Udusiłabyś człowieka za grosz!”
„Szerokiej drogi.”
Katia wymówiła każde słowo wyraźnie.
Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
Wycie wiertarki zagłuszało brudne przekleństwa na klatce schodowej.
Wymiana zamków kosztowała małą fortunę.
Musiała oddać prawie połowę swojej zaliczki.
Ale Katia nie żałowała ani przez sekundę.
To była najlepsza inwestycja w spokój ducha.
Otworzyła szeroko okna.
Tani zapach wanilii musiał zostać wywietrzony.
Podniosła kapcie, które nosiła Rita.
Bez wahania wyrzuciła je do kosza.
Potem nalała sobie szklankę zimnej wody.
Maksim wrócił z pracy o siódmej wieczorem.
Przez dłuższą chwilę szarpał za klamkę, nie rozumiejąc, dlaczego klucz nie wchodzi do końca.
Potem ze złością nacisnął dzwonek.
Katia otworzyła drzwi.
W milczeniu podała mu nowy, lśniący klucz.
„Gdzie są stare?”
zapytał mąż zaskoczony.
Zdejmował buty w przedpokoju.
„I dlaczego zamki są inne? Pięć minut się z tym męczyłem.”
„Stare już nie działają.”
Katia wzięła jego kurtkę.
Powiesiła ją na wieszaku.
„I dlaczego tu pachnie perfumami?”
Maksim powąchał powietrze.
„Mieliśmy gości?”
„Twoja nowa siostra Rita. I twój ojciec.”
Katia weszła do kuchni.
„Uznali, że moje mieszkanie będzie świetnym darmowym akademikiem.”
Maksim znieruchomiał z jednym butem w ręku.
Przez jego twarz przemknęła panika.
Najwyraźniej nie spodziewał się, że wszystko wyjdzie na jaw tak szybko.
„Katia, musisz zrozumieć”
wybełkotał mąż.
„Ojciec mnie błagał. Naciskał na mnie. Mówił, że jesteśmy rodziną, że musimy pomóc. Nie mogłem mu odmówić. Myślałem, że Rita będzie cicho siedzieć i nawet tego nie zauważysz.”
„Nie zauważyłabym obcej osoby w mojej łazience?”
Katia odwróciła się.
„Dałeś klucze do mojego domu za moimi plecami.”
„Ale ona jest studentką!”
Maksim próbował się usprawiedliwić.
„Dokąd ma pójść?”
„Idź zjeść kolację.”
Katia mu przerwała.
„Wszystko wyjaśniłam twojemu ojcu. Jeśli jeszcze raz zbliży się do moich drzwi ze swoimi kombinacjami, zadzwonię na policję bez ostrzeżenia.”
Wyjęła patelnię.
„A jeśli ty kiedykolwiek znowu nie będziesz potrafił odmówić swojemu ojcu kosztem mojego bezpieczeństwa, trzeba będzie ponownie wymienić zamki. I ty nie dostaniesz klucza.”
Mąż stał w przedpokoju z otwartymi ustami.
Nie miał nic do powiedzenia.
Katia włączyła kuchenkę gazową.
Tak, miała trudny charakter, to prawda.
Ale swojego terytorium nie oddawała nikomu.
Co sądzicie o tej historii? Napiszcie w komentarzach na Facebooku.