„Czy choć raz w życiu wzięłaś odpowiedzialność za własne długi?” — krzyknęła Galina, uderzając dłonią w stół tak mocno, że filiżanka podskoczyła, a herbata rozlała się na obrus.
Powietrze w kuchni wydawało się gęste i lepkie. Irina Pietrowna zastygła przy lodówce, jakby przyłapano ją na czymś wstydliwym. Władimir Nikołajewicz nerwowo skubał brzeg gazety. A Nina, tak, ta sama Nina, siedziała przy stole z nogą założoną na nogę i leniwie mieszała łyżeczką w filiżance.
„No proszę, znowu się zaczyna” — rzuciła Nina z krzywym uśmiechem. „Galya, jesteś jak nakręcona maszyna. Można by pomyśleć, że ci ludzie osobiście domagają się twoich pieniędzy.”
„Prawie osobiście” — odpowiedziała sucho Galina. „Bo twój brat najwyraźniej uważa, że to ja mam płacić za twoją głupotę.”
„Nie zaczynaj znowu” — mruknął Oleg, pocierając nasadę nosa. „Już o tym rozmawialiśmy.”
„Nie, Oleg” — powiedziała Galina, powoli odwracając się do męża. „Nie rozmawialiśmy. Ty po prostu poinformowałeś mnie, że w swojej głowie już przeznaczyłeś moje pieniądze dla swojej siostry.”
Nina parsknęła cicho.
„No już, nie przesadzajmy. Dwieście tysięcy to nie koniec świata. Są ludzie, którzy mają kredyty hipoteczne na dziesięć milionów rubli.”
„Ludzie mają też mózg” — powiedziała cicho Galina.
Irina Pietrowna natychmiast się obruszyła.
„Galya, dlaczego tak mówisz? Nina po prostu popełniła błąd.”
„Ona nie popełniła błędu” — odparła Galina, patrząc teściowej prosto w oczy. „Wpadła do dołu i próbuje wciągnąć do niego wszystkich razem ze sobą.”
Władimir Nikołajewicz zakasłał z zakłopotaniem.
„Nie obrażajmy nikogo…”
„To nie jest obraza. To księgowość” — powiedziała chłodno Galina. „Policzmy.”
Zgięła jeden palec.
„Czynsz za mieszkanie — trzydzieści tysięcy.”
Następny.
„Samochód, który Nina uszkodziła — sto pięćdziesiąt tysięcy.”
Kolejny.
„Kursy makijażu — czterdzieści tysięcy.”
Jeszcze jeden.
„Mikropożyczka na remont — dwadzieścia pięć tysięcy.”
Potem podniosła wzrok.
„A teraz ta kwiaciarnia — dwieście tysięcy.”
Nina zaczęła powoli, ironicznie klaskać.
„Brawo. Galya robi finansowe podsumowanie mojego życia.”
„Cóż, ktoś musi” — odpowiedziała Galina.
Oleg gwałtownie odsunął krzesło i wstał.
„Wystarczy! To nie jest odpowiednia chwila, żeby wyciągać stare historie.”
„To właśnie jest odpowiednia chwila” — odparła Galina. „Bo po raz kolejny przyszliście tutaj po pieniądze.”
Irina Pietrowna uniosła ręce.
„Nie przyszliśmy po pieniądze! Przyszliśmy po pomoc!”
„Pomoc jest wtedy, gdy ktoś znalazł się w trudnej sytuacji” — odpowiedziała Galina. „Nina ma przewlekły nawyk życia na cudzy koszt.”
Nina odstawiła filiżankę.
„Posłuchaj, Galya, bądźmy szczerzy. Jesteś po prostu skąpa.”
„Oczywiście, że pieniądze mają dla mnie znaczenie” — odparła spokojnie Galina. „To ja je zarobiłam.”
„A co z nami? Nie jesteśmy rodziną?”
„Nie” — odpowiedziała Galina. „Jesteście grupą wsparcia dla Niny.”
Cisza opadła na pomieszczenie jak mokry koc.
Oleg spojrzał na żonę, jakby właśnie powiedziała coś nieprzyzwoitego.
„Galya… posuwasz się za daleko.”
„Nie, Oleg. Po prostu przestałam udawać, że wszystko jest w porządku.”
Kilka godzin wcześniej Galina siedziała sama w kuchni.
Przeglądała rachunki, zapisując liczby w notesie. Stary nawyk — zawsze wszystko liczyć.
W tym mieszkaniu nie było innego sposobu.
Dwa pokoje. Ciasnota. Kuchnia, w której nawet trzy osoby obijały się łokciami. A ich było czworo. Czasami pięcioro, kiedy Nina postanawiała „wpaść tylko na chwilę”.
Cztery lata temu Oleg powiedział:
„Sześć miesięcy, nie dłużej.”
Wtedy Galina mu uwierzyła.
Miłość robi z ludzi idiotów.
Potem były „przejściowe trudności”, „zły moment”, „rynek nie jest jeszcze gotowy”.
A potem pojawiła się Nina.
Nina zawsze zjawiała się w ten sam sposób.
Z tragicznym wyrazem twarzy i tym samym zdaniem:
„Oleżku, potrzebuję pomocy…”
A Oleg pomagał.
Na początku Galina próbowała z nim rozmawiać.
Delikatnie.
„Może Nina powinna sama się tym zająć?”
Ale Oleg zawsze patrzył na nią, jakby zaproponowała wrzucenie kogoś do rzeki.
„To moja siostra.”
I na tym rozmowa się kończyła.
Wtedy Galina zaczęła po cichu oszczędzać.
Premie. Dodatkowe prace. Przelewy na osobne konto oszczędnościowe.
Wymyśliła nawet własny prywatny żart.
„Fundusz ucieczkowy.”
W ciągu pięciu lat udało jej się odłożyć siedemset osiemdziesiąt tysięcy.
Jeszcze trochę i mogłaby starać się o kredyt hipoteczny.
Wyobrażała sobie mieszkanie, którego pragnęła.
Małe. Z oknem wychodzącym na podwórze. Miejsce, w którym nikt nie kontrolowałby, ile łyżeczek cukru wsypuje do herbaty.
I gdzie Nina nie siedziałaby w kuchni tak jak teraz.
Jakby to było jej terytorium.
„Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego wszyscy robią z tego taki dramat” — powiedziała Nina, zdrapując odpryśnięty lakier z filiżanki. „Biznes zawsze wiąże się z ryzykiem.”
„Otworzyłaś sklep bez pieniędzy i bez planu” — powiedziała Galina. „To nie ryzyko. To cyrk.”
„No cóż, nie wyszło.”
„Bo ludzie kupują kwiaty tam, gdzie są tańsze.”
„Ale miałam styl.”
„Miałaś długi.”
Oleg uderzył dłonią w stół.
„Wystarczy! Dość!”
Odwrócił się do Galiny.
„Galya, powiedz jasno. Pomożesz czy nie?”
„Nie.”
Irina Pietrowna zerwała się z miejsca.
„Co to znaczy: nie?!”
„To bardzo proste.”
„Ale przecież masz pieniądze!”
„Tak.”
„To dlaczego?!”
Galina spojrzała teściowej prosto w oczy.
„Bo te pieniądze są przeznaczone na moje życie.”
„A Nina?!”
„Nina może zarobić na własne.”
Nina wybuchnęła śmiechem.
„Mówisz tak, jakbym była jakąś przestępczynią.”
„Jeszcze nie” — odpowiedziała Galina. „Ale jeśli ten dług trafi do sądu, zrobi się ciekawie.”
Władimir Nikołajewicz westchnął głęboko.
„Galya, nie bądź taka surowa…”
„Nie jestem surowa” — powiedziała. „Jestem po prostu zmęczona.”
Potem odwróciła się do męża.
„Oleg, chcesz pomóc swojej siostrze?”
„Tak.”
„Dobrze. Więc jej pomóż.”
„Ale nie mam takich pieniędzy!”
„W takim razie je pożycz.”
„To wymaga czasu!”
„Przynajmniej byłoby uczciwie.”
Nina prychnęła.
„No jasne. Niech brat weźmie kredyt, a ty będziesz stała i patrzyła.”
Galina spojrzała na nią.
„Nina, wiesz, co jest najciekawsze?”
„Co?”
„Ty nawet nie prosisz.”
„Dlaczego miałabym prosić?” — Nina wzruszyła ramionami. „Jesteśmy rodziną.”
Galina zaśmiała się cicho.
Był to suchy, niemal gorzki śmiech.
„Właśnie.”
Wzięła torebkę.
„Odchodzę.”
Oleg wbił w nią wzrok.
„Co masz na myśli?”
„Dokładnie to, co powiedziałam.”
„Dokąd idziesz?!”
„Jak najdalej od tych rodzinnych historii.”
Irina Pietrowna ponownie uniosła ręce.
„Galya, przestań urządzać przedstawienie!”
„To nie jest przedstawienie.”
„Więc co?”
Galina spojrzała na nich wszystkich.
„To koniec mojej cierpliwości.”
Otworzyła drzwi.
I właśnie w tym momencie rozległ się dzwonek.
Głośny. Natarczywy.
Władimir Nikołajewicz spojrzał przez wizjer i pobladł.
„Oleg…” — wyszeptał.
„Co?”
„Na zewnątrz są… jacyś mężczyźni.”
„Jacy mężczyźni?”
„Przyszli po dług Niny.”
W tej samej chwili ktoś zaczął walić pięściami w drzwi.
„Otwierać! Musimy porozmawiać!” — krzyknął z zewnątrz szorstki męski głos, po czym uderzył ponownie, tak mocno, że stare drzwi wejściowe zatrzęsły się w futrynie.
Władimir Nikołajewicz odsunął się od wizjera i rozejrzał bezradnie.
„Oleg… jest ich dwóch…” — wyszeptał, nerwowo poprawiając okulary.
„Dwóch kogo?” — zapytał ostro Oleg, wchodząc do przedpokoju.
„Takich, których nie chciałbyś spotkać” — odpowiedział cicho ojciec. „Przyszli z powodu Niny.”
W kuchni natychmiast zapadła cisza. Nawet czajnik przestał gwizdać.
Nina, która jeszcze pięć minut wcześniej kłóciła się i szydziła, nagle zbladła.
„Ja… ja nigdy nie podałam im tego adresu…” — wyszeptała, wpatrując się w stół.
„Czyli teleportowali się tutaj?” — powiedziała sucho Galina, opierając się o ścianę i uważnie obserwując scenę.
„Galya, to nie jest odpowiednia chwila!” — zirytował się Oleg.
„Właśnie że jest” — odpowiedziała spokojnie. „Tacy ludzie zwykle nie przychodzą na herbatę.”
Uderzenia w drzwi stały się jeszcze mocniejsze.
„Jak długo mamy jeszcze czekać?!” — ryknął ten sam głos. „Otwierać!”
Irina Pietrowna załamywała ręce.
„Mój Boże, Oleżku… co robimy?”
„Otwieraj” — powiedział krótko Oleg, przekręcając zamek.
Drzwi otworzyły się szeroko.
Na klatce schodowej stało dwóch mężczyzn.
Pierwszy był wysoki, miał chłodne oczy i krótko ostrzyżone włosy. Drugi był masywniejszy, około czterdziestki, z ciężkim, nieprzeniknionym spojrzeniem.
Obaj wyglądali na ludzi przyzwyczajonych do krótkich rozmów i zbędnych uprzejmości.
„Dobry wieczór” — powiedział spokojnie wyższy, oglądając mieszkanie. „Czy jest tutaj Nina Władimirowna?”
Z kuchni dobiegł urywany oddech Niny.
Oleg stanął w drzwiach.
„A wy kim jesteście?”
„Przyszliśmy w sprawie finansowej” — odpowiedział mężczyzna, wchodząc bez czekania na pozwolenie.
„Przepraszam!” — zaprotestował Władimir Nikołajewicz, wyciągając rękę. „Nie możecie tak po prostu wejść!”
„Nie zabawimy długo” — powiedział drugi obojętnie, delikatnie odsuwając go ramieniem. „Porozmawiamy i wyjdziemy.”
Weszli do kuchni.
Nina poderwała się z miejsca.
„Wszystko spłacę!” — powiedziała pospiesznie, nerwowo odgarniając włosy. „Po prostu mam teraz trudny okres…”
„U ciebie zawsze jest trudny okres” — zauważył spokojnie wyższy mężczyzna, siadając na taborecie.
Wyjął telefon i otworzył jakiś arkusz kalkulacyjny.
„Nino Władimirowno, na dziś pani zadłużenie wynosi dwieście trzydzieści osiem tysięcy rubli” — oznajmił równym tonem.
Irina Pietrowna krzyknęła ze zdziwienia.
„Jak to dwieście trzydzieści osiem?!” — zawołała, chwytając za brzeg stołu. „Mówiłaś, że dwieście tysięcy!”
„Odsetki” — odpowiedział krótko mężczyzna.
„To rabunek!” — wykrzyknął Władimir Nikołajewicz.
„To umowa” — odparł spokojnie drugi.
Oleg stał z obiema dłońmi opartymi o stół.
Jego twarz powoli ciemniała.
„Ile czasu?” — zapytał.
„Do jutra” — odpowiedział mężczyzna.
„Do jutra?!” — krzyknęła Nina. „Zwariowaliście?!”
„Nie” — powiedział chłodno mężczyzna. „Ale nasza cierpliwość się kończy.”
Galina uśmiechnęła się lekko, bez cienia radości.
„Co za niespodzianka” — zauważyła, krzyżując ramiona.
Oleg rzucił jej szybkie spojrzenie.
„Galya, proszę…”
„Milczę” — odpowiedziała spokojnie.
Nina nagle rzuciła się do brata.
„Oleżku, powiedz im! Powiedz im, że wszystko zapłacimy!”
„Kto to znaczy »my«?” — zapytała cicho Galina.
Nina odwróciła się do niej.
„No przecież rodzina!”
„Rodzina to nie bankomat” — powiedziała Galina.
Wyższy mężczyzna spojrzał na nią z zainteresowaniem i lekko się uśmiechnął.
„Dobre spostrzeżenie” — powiedział.
Nina gwałtownie odwróciła się do niego.
„Spłacę! Za miesiąc!”
„Już pani to mówiła” — odpowiedział spokojnie.
Potem wstał.
„Jutro pieniądze mają być gotowe i sprawa jest zamknięta. Nie będzie pieniędzy — sprawa pójdzie oficjalną drogą. Do sądu.”
„To idźcie do sądu!” — rzucił nagle ostro Oleg.
Wszyscy zamilkli.
Nawet Nina.
„Oleżku…” — wyszeptała.
Oleg długo patrzył na siostrę.
„Jesteś dorosłą kobietą” — powiedział zmęczonym głosem. „Powinnaś zacząć żyć jak dorosła.”
Nina pobladła.
„Zostawisz mnie?”
„Mam dość twoich problemów” — powiedział cicho.
Irina Pietrowna ponownie uniosła ręce.
„Oleg! To twoja siostra!”
„Mamo, wystarczy!” — przerwał jej.
Mężczyźni wymienili spojrzenia.
„Dobrze” — powiedział wyższy. „Zrozumieliśmy. Jutro czekamy na odpowiedź.”
Ruszył w stronę drzwi.
Na progu zatrzymał się i odwrócił.
„Jeszcze jedno” — dodał spokojnie. „Jeśli sprawa trafi do sądu, sprawdzą wszystkie długi. Czasami wychodzą wtedy na jaw znacznie ciekawsze rzeczy.”
Nina gwałtownie odwróciła wzrok.
Drzwi się zamknęły.
Na kuchnię opadła ciężka cisza.
Irina Pietrowna cicho płakała.
Władimir Nikołajewicz chodził tam i z powrotem.
Oleg wpatrywał się w siostrę.
„Ile masz jeszcze długów?” — zapytał zachrypniętym głosem.
Nina nic nie odpowiedziała.
„Nina” — powtórzył.
„Kilka…”
„Ile?”
Zacisnęła usta.
„Jedna karta kredytowa…”
„Ile łącznie?” — naciskał ostrzej.
Nina zakryła twarz dłońmi.
„Około czterystu tysięcy…”
Irina Pietrowna wydała z siebie głuchy jęk.
„Mój Boże…”
Oleg gwałtownie odwrócił się w stronę okna.
„No i do tego doszliśmy” — powiedział zachrypniętym głosem.
Galina nic nie mówiła.
Patrzyła na Ninę spokojnie, niemal chłodno.
Nagle Nina podniosła głowę.
Jej oczy były teraz pełne gniewu.
„Dlaczego wszyscy tak na mnie patrzycie?!” — krzyknęła.
„Bo to są twoje długi” — odpowiedziała spokojnie Galina.
Nina uśmiechnęła się krzywo.
„Lepiej całkiem się zamknij.”
„Dlaczego właściwie?” — zapytała cicho Galina.
„Bo uważasz się za świętą” — wypluła Nina.
Oleg odwrócił się.
„Nina, wystarczy.”
Ale Nina już się rozkręciła.
„Nie, niech usłyszy!” — wybuchła, gwałtownie wstając od stołu. „Pouczasz wszystkich na temat pieniędzy!”
Galina spojrzała na nią uważnie.
„Przynajmniej nie żyję na cudzy koszt.”
„Ale ukrywasz pieniądze” — zakpiła Nina.
Oleg zmarszczył brwi.
„Jakie pieniądze?”
Nina odwróciła się do brata.
Na jej ustach pojawił się złośliwy, niemal triumfalny uśmiech.
„Oleżku… ona ci nie powiedziała?”
Galina poczuła, jak ogarnia ją chłód.
„Nina, przestań” — powiedziała cicho.
Ale Nina nie miała zamiaru przestać.
„Twoja żona nie ma siedmiuset osiemdziesięciu tysięcy” — powiedziała powoli. „Ma więcej.”
Oleg odwrócił się do Galiny.
„Co ona ma na myśli?” — zapytał cicho.
Galina milczała.
Nina pochyliła się do przodu i powiedziała niemal szeptem:
„Zdarzyło mi się zobaczyć jej aplikację bankową” — powiedziała powoli, opierając się wygodniej o krzesło i mrużąc oczy. „I nie było tam siedmiuset tysięcy. Był ponad milion.”
W kuchni zapadła cisza.
Nawet Irina Pietrowna przestała płakać.
Oleg powoli odwrócił się do Galiny.
„Galya… to prawda?” — zapytał matowym głosem, ściskając palcami krawędź stołu.
Galina stała oparta o ścianę i spokojnie patrzyła na Ninę. Zbyt spokojnie.
„Nina lubi przesadzać” — powiedziała opanowanym tonem.
„Czyli to kłamstwo?” — zapytał nerwowo Oleg.
„Nie.”
Irina Pietrowna gwałtownie się wyprostowała.
„Jak to nie?!”
„Bo ta suma naprawdę jest wyższa” — odpowiedziała spokojnie Galina.
Nina uśmiechnęła się triumfalnie.
„Widzicie? Mówiłam!”
Oleg patrzył na żonę, jakby widział ją po raz pierwszy.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś?” — zapytał cicho.
Galina zaśmiała się krótko i gorzko.
„A dlaczego miałabym to zrobić?”
„Jak to dlaczego?!” — wykrzyknął Oleg, podnosząc głowę. „Jesteśmy mężem i żoną!”
„Naprawdę?” — zapytała cicho Galina.
Powoli podeszła do stołu.
„To ciekawe. Kiedy Nina potrzebuje pieniędzy, nagle jesteśmy rodziną. Ale kiedy ja oszczędzam, nagle staje się to moją prywatną sprawą.”
Oleg uderzył dłonią w stół.
„Nie przekręcaj wszystkiego! Mówimy o czymś innym!”
„Nie, Oleg” — odpowiedziała spokojnie Galina. „Mówimy dokładnie o tym.”
Nina westchnęła z irytacją.
„Och, skończ już z tą filozofią!” — rzuciła, bębniąc paznokciami o stół. „Pieniądze są, więc pomóż.”
Galina spojrzała na nią z lekkim zdziwieniem.
„Mówisz poważnie?”
„A co?” — odparła Nina, rozkładając ręce. „Ponad milion leży sobie bezczynnie, a my wariujemy przez dwieście tysięcy!”
„Nie jesteś winna dwustu tysięcy” — powiedziała spokojnie Galina. „Jesteś winna prawie czterysta tysięcy.”
Nina teatralnie przewróciła oczami.
„I co z tego?!”
„To z tego” — odpowiedziała Galina — „że to są twoje długi.”
Irina Pietrowna ponownie uniosła ręce.
„Galya, dlaczego musisz być taka surowa…”
„A jaka mam być?” — zapytała spokojnie Galina. „Mam klaskać?”
Władimir Nikołajewicz westchnął głęboko.
„Może wszyscy powinniśmy się trochę uspokoić…”
Ale Nina już wrzała.
Zerwała się z miejsca.
„Za kogo ty się uważasz?!” — krzyknęła, pochylając się w stronę Galiny. „Jesteś zwykłą sknerą!”
„Możliwe” — odpowiedziała spokojnie Galina.
„Próbujesz zniszczyć tę rodzinę!”
„Nina” — powiedziała cicho Galina — „tej rodziny nie niszczy moja ostrożność, tylko twoja nieodpowiedzialność.”
„Tak?!”
Nina kopnęła taboret.
Przewrócił się z hukiem.
Irina Pietrowna krzyknęła.
„Nina, przestań!”
Ale Nina nie potrafiła już się zatrzymać.
„Wszyscy udajecie takich porządnych!” — wrzeszczała, wymachując rękami. „Ale kiedy chodzi o pieniądze, każdy staje się egoistą!”
Oleg gwałtownie wstał.
„Wystarczy!” — powiedział, zaciskając pięści.
Nina odwróciła się do niego.
„Więc teraz ty też jesteś przeciwko mnie?”
„Jestem przeciwko temu, w co to wszystko się zamieniło” — odpowiedział zmęczonym głosem.
„Czyli jesteś przeciwko mnie!”
„Nina…”
„Zawsze mnie ratowałeś!” — krzyknęła. „A teraz co? Po prostu mnie porzucisz?!”
Oleg ciężko westchnął.
„Już nie mam siły.”
Nina zastygła na chwilę.
„Co?”
„Nie będę już spłacał twoich długów” — powiedział cicho.
Irina Pietrowna krzyknęła ze zdziwienia.
„Oleg!”
„Mamo, wystarczy” — powiedział zmęczony, pocierając twarz. „To trwa od lat.”
Nina patrzyła na niego z otwartymi ustami.
„Mówisz poważnie?”
„Tak.”
„Nawet jeśli ona ma pieniądze?!” — wskazała palcem Galinę.
Oleg spojrzał na żonę.
Potem ponownie na siostrę.
„Nawet wtedy.”
Nina nagle wybuchnęła śmiechem. Był wysoki, niemal histeryczny.
„Wy dwoje jesteście niewiarygodni” — powiedziała, ocierając oczy. „Naprawdę myślisz, że po tym wszystkim ona z tobą zostanie?”
Oleg zmarszczył brwi.
„O czym ty mówisz?”
Nina spojrzała na Galinę i prychnęła.
„Powiedz mu.”
„Co?” — zapytał cicho Oleg.
Galina wzięła torebkę.
„Już mu powiedziałam.”
„Co?”
„Powiedziałam, że odchodzę.”
Cisza stała się martwa i pusta.
„Mówisz poważnie?” — zapytał Oleg, wpatrując się w nią.
„Tak.”
„Z powodu pieniędzy?”
„Nie.”
Spojrzała na niego spokojnie.
„Dlatego, że zawsze byłam trzecia w twoim życiu.”
Irina Pietrowna znów zaczęła płakać.
„Galya, proszę, nie…”
Galina lekko pokręciła głową.
„Muszę to zrobić.”
Odwróciła się do Olega.
„Pamiętasz, jak obiecałeś, że wyprowadzimy się po sześciu miesiącach?”
Oleg spuścił wzrok.
„Pamiętam.”
„Minęły cztery lata.”
Nina parsknęła drwiąco.
„No proszę, znowu się zaczyna…”
W tym momencie Galina gwałtownie się do niej odwróciła.
„Zamknij się” — powiedziała spokojnie, ale z takim chłodem, że Nina naprawdę zamilkła.
Galina znów spojrzała na męża.
„Jestem zmęczona życiem cudzymi problemami.”
„Mogliśmy to naprawić…” — powiedział cicho Oleg.
„Nie.”
Otworzyła drzwi.
„To powinno wydarzyć się znacznie wcześniej.”
Wyszła do przedpokoju.
Irina Pietrowna ruszyła za nią.
„Galya… może możemy porozmawiać…”
„Rozmawiamy od czterech lat” — odpowiedziała spokojnie Galina.
I odeszła.
Drzwi zamknęły się za nią.
Minęło siedem miesięcy.
Galina stała przy oknie swojego małego mieszkania.
Trzydzieści metrów kwadratowych.
Jedno duże okno.
Cisza.
Telefon zawibrował.
Wiadomość od dawnego sąsiada.
„Słyszałaś? Nina znowu ma długi. A Oleg mieszka teraz u rodziców.”
Galina uśmiechnęła się do siebie.
Nie odpowiedziała.