„Najpierw siadamy do stołu z moją matką!” — krzyknął mój mąż, ale ostatecznie został bez rodziny i bez kolacji.

Wiktoria wstała wcześnie, jeszcze przed świtem. Na zewnątrz jesienny wiatr gonił po podwórzu żółte liście. Deszcz przestał padać dopiero w nocy, a teraz kałuże sprawiały, że asfalt lśnił. Wiktoria wyszła z łóżka, narzuciła szlafrok i poszła do kuchni. Tego dnia miała przyjechać jej teściowa, co oznaczało, że wszystko musiało być przygotowane zawczasu.

Jej mąż, Igor, jeszcze spał. Wiktoria delikatnie zamknęła drzwi do sypialni i zabrała się do pracy. Najpierw trzeba było posprzątać mieszkanie: odkurzyć, wytrzeć kurz, umyć podłogi. Potem zacząć przygotowywać obiad. Jej teściowa, Raisa Stiepanowna, była kobietą wymagającą. Lubiła krytykować i zawsze znajdowała coś, do czego mogła się przyczepić, nawet jeśli nie było ku temu żadnego powodu. Wiktoria wiedziała to z doświadczenia i starała się nie dawać jej żadnej okazji do narzekań.

O ósmej rano mieszkanie już błyszczało czystością. Wiktoria umyła okna w salonie, położyła świeże ręczniki w łazience i zmieniła pościel w pokoju gościnnym. Igor wyszedł z sypialni około dziewiątej, przeciągnął się i ziewnął.

— Dzień dobry — powiedział jej mąż, mijając ją i wchodząc do kuchni.

— Dzień dobry — odpowiedziała Wiktoria, wycierając lustro w przedpokoju.

Igor nalał sobie kawy, usiadł przy stole i wpatrzył się w telefon. Wiktoria skończyła przy lustrze i weszła do kuchni.

— Igor, pomożesz mi dzisiaj? Muszę przygotować kilka potraw i mam mało czasu.

Nie podniósł wzroku znad ekranu.

— Jasne, że ci pomogę. Powiedz tylko, co mam zrobić.

— Możesz obrać warzywa? Ja zajmę się mięsem.

— Jasne, za minutę — Igor dalej przewijał wiadomości.

Wiktoria wyjęła z lodówki kurczaka, warzywa i zioła, po czym zaczęła kroić mięso. Igor skończył kawę, ale nie wstał od stołu. Siedział dalej z telefonem w ręku.

— Igor, pomożesz mi?

— Tak, tak, sekundkę.

Minęło kolejnych dziesięć minut. Wiktoria skończyła z kurczakiem i zaczęła kroić cebulę. Igor nadal siedział przy stole.

— Igor!

— Co? — w końcu oderwał wzrok od ekranu.

— Obiecałeś, że mi pomożesz.

— Wika, to ty jesteś tutaj gospodynią domu, więc sama sobie radź. Ja nie umiem gotować.

Wiktoria mocniej ścisnęła nóż w dłoni. Krew napłynęła jej do twarzy.

— Zamierzasz cały dzień siedzieć z telefonem?

— O co ci chodzi? To moja matka przyjeżdża do mnie, a nie degustować moje potrawy. To ty chciałaś, żeby wszystko było gotowe.

Wiktoria zamilkła. Nie było sensu się kłócić. Igor wstał od stołu, zabrał telefon i poszedł do drugiego pokoju. Wiktoria została sama w kuchni i dalej gotowała.
 

Do południa na kuchence bulgotały już trzy garnki. Wiktoria piekła kurczaka, gotowała ziemniaki i dusiła warzywa. Na stole stały już sałatki, przystawki i chleb. W całym mieszkaniu unosiły się apetyczne zapachy. Wiktoria otarła ręce o ściereczkę i spojrzała na zegar. Do przyjazdu teściowej zostały trzy godziny. Musiała jeszcze nakryć do stołu, przebrać się i doprowadzić się do porządku.

Igor wyszedł około drugiej.

— Ładnie pachnie — powiedział, zaglądając do garnków.

— Dziękuję.

— O której przyjeżdża mama?

— O piątej.

— Dobrze. Pójdę wziąć prysznic.

Igor poszedł do łazienki. Wiktoria wyjęła obrus z kredensu i rozłożyła go na stole. Ustawiła talerze i ułożyła sztućce. Robiła wszystko starannie, bez pośpiechu. Obrus był śnieżnobiały, talerze lśniły, a szklanki błyszczały w świetle. Wiktoria cofnęła się o krok i przyjrzała efektowi. Pięknie. Raisa Stiepanowna nie będzie miała się do czego przyczepić.

Kiedy wszystko było gotowe, Wiktoria poszła do sypialni i się przebrała. Założyła prostą granatową sukienkę, uczesała włosy i zrobiła lekki makijaż. Spojrzała na siebie w lustrze. Wyglądała na zmęczoną, ale schludną.

Dokładnie o piątej rozległ się dzwonek do drzwi. Wiktoria poszła do przedpokoju. Igor już otwierał drzwi. Na progu stała Raisa Stiepanowna — wysoka kobieta z krótkimi włosami i surowym spojrzeniem. Miała na sobie płaszcz i trzymała w ręku torbę.

— Igorusiu! — teściowa rzuciła się synowi na szyję. — Tak się za tobą stęskniłam!

— Ja za tobą też, mamo. Wejdź, zostaw rzeczy.

Raisa Stiepanowna zdjęła płaszcz i podała go Wiktorii. Wiktoria odwiesiła go i wzięła torbę.

— Dzień dobry, Raiso Stiepanowno. Proszę wejść.

Teściowa rzuciła jej szybkie, oceniające spojrzenie.

— Dzień dobry. Schudłaś chyba, co?

— Nie, wszystko po staremu.

— Wydaje mi się, że tak. To niedobrze. Igor, karmisz swoją żonę?

Igor się roześmiał.

— Karmię, mamo. Nie martw się.

Raisa Stiepanowna weszła do salonu. Zatrzymała się na środku pokoju i rozejrzała się dookoła. Wiktoria stała w drzwiach i obserwowała.

— Czysto — powiedziała w końcu teściowa. — Dobra robota.

Wiktoria wypuściła powietrze. Przynajmniej jedno dobre słowo.

— Dziękuję.

Raisa podeszła do okna i spojrzała na zewnątrz.

— Deszcz już przestał padać. I dobrze. Całą drogę lało.

— Proszę usiąść, Raiso Stiepanowno. Zrobię herbatę.

— Herbata później. Pokaż, co ugotowałaś.

Wiktoria zaprowadziła ją do kuchni. Raisa obejrzała stół, zajrzała do garnków i powąchała potrawy. Jej twarz pozostała niewzruszona.

— Pieczony kurczak?

— Tak.

— Z czosnkiem?

— Z czosnkiem i ziołami.

Skinęła głową.

— Dobrze. A to?

— Duszone warzywa. I ziemniaki.

— Sałatki?

— Dwie. Jedna z kapusty, druga z ogórków.

Raisa obeszła stół i przesunęła palcami po brzegu obrusu.

— Obrus jest nowy?

— Nie, stary. Po prostu go wyprałam.

— Rozumiem.

Wróciła do salonu. Wiktoria została w kuchni. Igor poszedł za matką i zaczął o czymś opowiadać. Wiktoria słyszała urywki rozmowy — coś o pracy, współpracownikach, nowym projekcie. Raisa słuchała uważnie, kiwała głową i od czasu do czasu zadawała pytania.
 

Wiktoria wyjęła kurczaka z piekarnika i przełożyła go na półmisek. Udekorowała go ziołami i postawiła na stole. Potem przełożyła sałatki do misek i wyłożyła przystawki. Wszystko było gotowe. Zostało tylko zaprosić ich do stołu.

Poszła do salonu.

— Raiso Stiepanowno, Igorze, proszę, chodźcie. Wszystko gotowe.

Teściowa wstała z kanapy i poszła do kuchni. Igor ruszył za nią. Wiktoria zbliżyła się do stołu, gotowa usiąść.

— Mamo, siadaj — powiedział Igor, odsuwając krzesło dla matki. — Usiądź tutaj, na honorowym miejscu.

Raisa usiadła z wyraźnym zadowoleniem. Igor zajął miejsce obok niej. Wiktoria została na stojąco przy stole, czekając, aż mąż zaprosi ją, żeby usiadła.

— Mamo, ty i ja zaczniemy pierwsi — powiedział Igor głośno, nawet nie patrząc na żonę. — Inni dołączą później.

Wiktoria zamarła. Słowa męża uderzyły ją jak policzek. Inni? Kim byli ci „inni”? Przecież to ona cały dzień gotowała, sprzątała, robiła wszystko najlepiej, jak potrafiła. A teraz mąż mówił, że ma czekać, aż on i jego matka najpierw się najedzą?

Raisa spojrzała na synową, potem na syna. Skinęła głową z aprobatą.

— Dobrze, Igorusiu. Brawo.

Wiktoria stała bez ruchu, nie wiedząc, co zrobić. W środku wszystko w niej кипiało. Chciała krzyczeć. Chciała wyjść. Zamiast tego po prostu odwróciła się i wyszła z kuchni.

Poszła do sypialni i zamknęła za sobą drzwi. Usiadła na łóżku. Ręce jej drżały. Krew pulsowała w skroniach. Przez cały dzień pracowała, gotowała, sprzątała. Po co? Po to, żeby mąż upokorzył ją przy swojej matce? Żeby Raisa poczuła się panią domu?

Wiktoria zamknęła oczy. Musiała się uspokoić. Pomyśleć. Zdecydować, co dalej. Z kuchni dochodziły głosy — Igor i Raisa rozmawiali i śmiali się. Słyszała stukot talerzy i dźwięk nalewanej do szklanek wody.

Minęło dziesięć minut. Wiktoria wstała i podeszła do okna. Zaczynało się ściemniać. Latarnie już się paliły, oświetlając mokry asfalt. Liście wirowały na wietrze i przyklejały się do szyb samochodów.

Ktoś zapukał do drzwi.

— Wika, co ty tam robisz? — głos Igora brzmiał zniecierpliwiony. — No chodź, wyjdź.

Wiktoria otworzyła drzwi. Jej mąż stał na korytarzu z założonymi rękami.

— Co się stało?

— Nic.

— To czemu siedzisz w sypialni? Mama na ciebie czeka.

Wiktoria spojrzała na niego.

— Igor, ty naprawdę nie rozumiesz, co zrobiłeś?

— A co takiego zrobiłem? — zmarszczył brwi. — Po prostu zaprosiłem mamę do stołu.

— Powiedziałeś, że ty i ona będziecie jeść pierwsi. A ja mam czekać.

— I co z tego? Mama jest gościem — należy jej się szacunek.

— A ja kim jestem?

Igor wzruszył ramionami.

— Ty jesteś panią domu. Pani domu powinna obsługiwać gości.

Wiktoria na chwilę zamknęła oczy. Te słowa przyszły mu tak naturalnie, jakby naprawdę w to wierzył. Jakby Wiktoria była służącą we własnym domu.

— Igor, cały dzień gotowałam. Sprzątałam, nakrywałam do stołu. Nawet mi nie podziękowałeś. A teraz upokarzasz mnie przy swojej matce.

— Upokarzam? — prychnął. — Wika, przesadzasz. To tylko tradycja. Starsi siadają pierwsi.

— Jaka tradycja? W jakiej rodzinie to jest tradycja?

— W naszej — odpowiedział Igor, podnosząc głos. — Mama zawsze tak robiła. I ja też tak będę.

Wiktoria nic nie odpowiedziała. To nie miało sensu. Igor odwrócił się i wrócił do kuchni. Wiktoria została na korytarzu, czując, jak zaciska się w niej jakiś węzeł.
 

Minęło jeszcze kilka minut. Poszła do łazienki, umyła twarz zimną wodą i spojrzała w lustro. Jej twarz była blada, oczy zaczerwienione. Wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze. Musiała się opanować.

Wróciła do kuchni. Igor i Raisa kończyli kolację. Ich talerze były już prawie puste. Teściowa wycierała usta serwetką.

— Pyszne — powiedziała Raisa, patrząc na syna. — Igor, dobrze wybrałeś. Twoja żona umie gotować.

Igor kiwnął głową.

— Tak, mamo. Wika się stara.

Wiktoria podeszła do stołu. Spojrzała na to, co zostało. Większość kurczaka zniknęła, sałatki były prawie zjedzone, przystawki też. Zostało niewiele.

— Siadaj, Wika — powiedział Igor, wskazując puste krzesło. — Dojedz to, co zostało.

Wiktoria nie usiadła. Stała i patrzyła na męża.

— Nie będę jadła.

— Jak to? — Igor zmarszczył brwi. — Nic dziś nie jadłaś.

— Nie mam ochoty.

Raisa podniosła wzrok na synową.

— Wiktorio, usiądź. Nie rób scen.

Wiktoria spojrzała na teściową, potem na męża. Odwróciła się i wyszła z kuchni. Poszła do sypialni, wzięła kurtkę i torebkę, założyła buty.

— Dokąd idziesz? — Igor wybiegł z kuchni.

— Wychodzę. Muszę zaczerpnąć powietrza.

— Teraz? Mama dopiero co przyjechała!

— Niech twoja matka spędzi z tobą czas. Tego przecież oboje chcieliście.

Wiktoria otworzyła drzwi i wyszła z mieszkania, trzaskając nimi za sobą. Igor został na korytarzu. Raisa wyszła z kuchni.

— Co się stało?

— Nie wiem, mamo. Obraziła się o coś.

Raisa pokręciła głową.

— Młode żony są takie drażliwe. To nic takiego — uspokoi się i wróci.

Igor wrócił do kuchni i usiadł. Raisa zajęła miejsce obok syna.

— Igor, jesteś dla niej za miękki. Trzeba od razu pokazać, kto rządzi w domu.

— Pokazuję, mamo.

— Za mało. Popatrz — poprosiłeś ją o pomoc, a ona od razu się obraziła. To niedobrze.

Igor nic nie odpowiedział. Raisa położyła rękę na ramieniu syna.

— Kobieta powinna szanować męża. I jego matkę też. To podstawa silnej rodziny.

— Tak, mamo. Zrozumiałem.

— To bądź bardziej stanowczy. Nie pozwól, żeby weszła ci na głowę.

Igor skinął głową. Raisa wstała od stołu.

— Pójdę się umyć. A ty pomyśl, jak porozmawiasz z żoną.

Wyszła z kuchni. Igor został przy stole. Spojrzał na na wpół zjedzonego kurczaka i puste talerze. Wziął telefon i zaczął przewijać wiadomości.
 

Wiktoria szła szybko ulicą. Wiatr smagał jej włosy, zimne powietrze szczypało ją w twarz. Nie zwracała uwagi na nic wokół. W środku wszystko w niej wrzało. Słowa męża wciąż dźwięczały jej w głowie: „Ty i ja zaczniemy pierwsi — inni dołączą później”. Inni. Ona — Wiktoria — która cały dzień gotowała i sprzątała, robiła wszystko, jak należy. A była „innymi”.

Przeszła dwa przecznice i zatrzymała się przy parku. Usiadła na ławce i wyjęła telefon. Spojrzała na ekran. Żadnego połączenia, żadnej wiadomości. Igor nawet nie pomyślał, żeby napisać i przeprosić. Schowała telefon z powrotem do torebki.

Siedziała tam około dwudziestu minut. Robiło się coraz zimniej. Wstała i poszła dalej. Weszła do kawiarni i zamówiła herbatę. Usiadła przy oknie, patrzyła na przechodniów i myślała.

To nie był pierwszy raz, kiedy Igor zachował się w ten sposób. Przypomniała sobie inne sytuacje: kiedy zapraszał znajomych i oczekiwał, że ona będzie gotować i sprzątać; kiedy Raisa przyjeżdżała i rzucała uszczypliwe uwagi, a Igor milczał; kiedy podejmował decyzje bez niej, nie pytając jej o zdanie.

Wiktoria dopiła herbatę, zapłaciła i wyszła. Wracała do domu powoli, zastanawiając się, co powie mężowi. Musieli porozmawiać. Poważnie. Inaczej nic się nie zmieni.

Dotarła do budynku i wjechała windą. Otworzyła drzwi. W mieszkaniu panowała cisza. Powiesiła płaszcz i weszła do salonu. Igor siedział na kanapie i oglądał telewizję. Raisa siedziała obok i robiła na drutach.

— Wróciłaś — zauważył mąż, nie odrywając wzroku od ekranu.

Wiktoria poszła do kuchni. Brudne naczynia wypełniały zlew. Resztki jedzenia stały na stole. Nikt nawet nie pomyślał o posprzątaniu. Spojrzała na ten bałagan. Coś w niej pękło.

Odwróciła się i wyszła z kuchni. Poszła do sypialni, wyjęła torbę z szafy i zaczęła się pakować.

Minutę później ktoś zapukał do drzwi.

— Wika, co ty robisz? — Igor brzmiał na zirytowanego.

Nie odpowiedziała. Dalej składała ubrania do torby. Igor otworzył drzwi i wszedł.

— Co ty robisz?

— Pakuję się.

— Dokąd idziesz?

— Do przyjaciółki. Zostanę u niej na noc.

Igor skrzyżował ręce na piersi.

— Co to za teatr? Przecież powiedziałem ci, żebyś usiadła i zjadła to, co zostało.

Wiktoria odwróciła się do niego.

— Igor, upokorzyłeś mnie. Przy swojej matce. Po tym, jak cały dzień gotowałam i sprzątałam.

— Nie upokorzyłem cię. Mama była gościem — należała jej się uwaga.

— A ja kim jestem?

— Moją żoną. Żona powinna dbać o rodzinę.

Wiktoria zasunęła zamek torby.

— Nie jestem służącą. I nie będę nią.

— Co ty za głupoty opowiadasz?! — krzyknął. — Znowu przesadzasz!

— Odchodzę.

Wzięła torbę i minęła go. Złapał ją za rękę.

— Naprawdę odejdziesz? Przez taką głupotę?

Wyrwała mu rękę.

— To nie głupota. To brak szacunku.

Wyszła z sypialni. Raisa stała na korytarzu.

— Wiktorio, dokąd idziesz?

— Zaczerpnąć powietrza.

— O tej porze? Jest już późno.

Wiktoria założyła płaszcz i wzięła klucze.

— Raiso Stiepanowno, skoro pani i Igor chcecie być obsługiwani jako pierwsi, to możecie zacząć sami sobie gotować.

Teściowa zamrugała, zdezorientowana.

— Co? O czym ty mówisz?

— Mówię, że nie będę więcej usługiwać ludziom, którzy mnie nie szanują.

Wiktoria otworzyła drzwi i wyszła z mieszkania. Za sobą usłyszała krzyk Igora:

— Wika! Wracaj natychmiast!

Drzwi się zamknęły. Wiktoria zeszła po schodach i wyszła na zewnątrz. Wyjęła telefon i zadzwoniła do przyjaciółki.

— Halo, Lena? Tu Wika. Mogę do ciebie przyjechać? Potrzebuję miejsca na noc.

— Oczywiście, przyjeżdżaj. Co się stało?

— Opowiem ci później.

Wezwała taksówkę i pojechała do Leny. Przyjaciółka przyjęła ją herbatą i ciastkami. Wiktoria wszystko jej opowiedziała. Lena słuchała i kręciła głową.

— Wika, dobrze zrobiłaś. Nie możesz tego znosić.

— Nie wiem, co teraz robić.

— Nad czym tu się zastanawiać? Jeśli twój mąż nie widzi, że zachowuje się jak cham, to potrzebuje lekcji.

Wiktoria wypiła herbatę. Wyłączyła telefon. Położyła się na kanapie w pokoju Leny. Nie zasnęła od razu. Myśli kłębiły się jej w głowie. Igor wciąż nie rozumiał, co zrobił źle. Raisa uważała, że ma rację. A Wiktoria była już zmęczona udowadnianiem rzeczy oczywistych.
 

Rano obudził ją zapach kawy. Lena była już w kuchni i przygotowywała śniadanie.

— Dzień dobry. Dobrze spałaś?

— Dobrze. Dziękuję, że mnie przyjęłaś.

— Nie przejmuj się. Zostań tyle, ile chcesz.

Wiktoria umyła się i wypiła trochę kawy. Włączyła telefon. Na ekranie było dziesięć nieodebranych połączeń od Igora i trzy od Raisy. Żadnej wiadomości. Schowała telefon z powrotem do torebki.

— Dzwonili? — zapytała Lena.

— Tak. Igor i jego matka.

— Odbierzesz?

— Nie. Niech pomyślą.

Wiktoria spędziła cały dzień u Leny. Przyjaciółka odciągała jej myśli rozmową, obejrzały film, poszły na spacer do parku. Wieczorem Wiktoria postanowiła wrócić. Musiała zabrać jeszcze kilka rzeczy i poważnie porozmawiać z Igorem.

Przyjechała pod blok około ósmej. Wjechała windą i otworzyła drzwi. W mieszkaniu było cicho. W przedpokoju wisiał tylko płaszcz męża. Raisa już wyjechała.

Poszła do kuchni. Stół był zawalony brudnymi naczyniami — talerze z zaschniętymi resztkami, garnki, patelnie. W powietrzu unosił się zapach stęchłego jedzenia. Wiktoria spojrzała na ten bałagan. Nikt nawet nie próbował posprzątać.

Igor wyszedł z sypialni. Miał ponurą twarz i zaczerwienione oczy.

— Wróciłaś.

— Tak.

— Gdzie byłaś?

— U Leny.

Wszedł do kuchni i spojrzał na brudne naczynia.

— To może przynajmniej to posprzątasz?

Wiktoria uniosła brwi.

— Nie.

— Jak to, nie?

— Nie będę sprzątać po tobie i twojej matce.

Igor zacisnął usta.

— Wika, przestań się wygłupiać. Jesteś żoną i gospodynią domu.

— Tą żoną, której kazano czekać, aż goście się najedzą. Pamiętasz?

Odwrócił wzrok.

— To była tradycja.

— Jaka tradycja, Igor? Upokarzania własnej żony?

— Nie upokorzyłem cię!

— Owszem, upokorzyłeś. A twoja matka cię w tym poparła.

Igor zamilkł. Wiktoria poszła do sypialni i zaczęła pakować kolejne rzeczy. Poszedł za nią.

— Znowu odchodzisz?

— Tak. Tym razem na dobre.

— Co?!

Dalej składała ubrania.

— Nie chcę mieszkać z kimś, kto mnie nie szanuje.

— Wika, no proszę! Robisz dramat przez jeden wieczór!

— To nie chodzi o jeden wieczór. Chodzi o całe lata. Zawsze stawiałeś swoją matkę na pierwszym miejscu. Zawsze brałeś jej stronę. Zawsze uważałeś, że mam wszystkich zadowalać.

Igor usiadł na łóżku.

— Przesadzasz.

— Nie. Mam już dość znoszenia tego.

Wiktoria zamknęła torbę i spojrzała na niego.

— Gdzie jest twoja matka? — zapytała.

— Wyjechała rano. Powiedziała, że nie chce być przyczyną kłótni.

— Sprytne.

— Wika, porozmawiajmy jak dorośli. Bez histerii.

— Nie histeryzuję. Po prostu mówię ci, że odchodzę.

Wstał.

— Nie możesz tak po prostu odejść!

— Mogę.

— Mieszkanie? Jest zapisane na nas oboje!

— Wiem. Wystąpię o podział majątku.

Igor zbladł.

— Chcesz rozwodu?

— Tak.

Nic nie powiedział. Wiktoria wzięła torby i ruszyła do drzwi.

— Poczekaj — Igor zagrodził jej drogę. — Wika, porozmawiajmy o wszystkim. Ja… Ja rozumiem, że się myliłem.

— Dopiero teraz to rozumiesz?

— Tak. Przepraszam. Nie chciałem cię zranić.

Wiktoria spojrzała na niego.

— Igor, ty zraniłeś mnie nie słowami. Zraniłeś mnie swoim stosunkiem do mnie. Uważasz, że jestem służącą. A twoja matka uważa, że ma prawo mówić mi, jak mam żyć.

— Mama jest po prostu starej daty.

— To nie jest usprawiedliwienie.

Opuścił ręce.

— Co mogę zrobić, żebyś została?

— Nic. Jest już za późno.

Wiktoria wyszła z mieszkania. Igor został na korytarzu. Drzwi zamknęły się za nią. Zeszła po schodach, wsiadła do taksówki i wróciła do Leny.

Kolejne dni minęły jak we mgle. Wiktoria zamieszkała u przyjaciółki i zaczęła szukać prawnika. Igor dzwonił codziennie, błagał, żeby wróciła, obiecywał, że się zmieni. Raisa też dzwoniła, mówiąc, że Wiktoria niszczy rodzinę. Ale Wiktoria pozostała nieugięta. Decyzja została podjęta.

Tydzień później Wiktoria poszła do kancelarii prawnej. Prawnik wysłuchał jej historii i skinął głową.

— Ma pani podstawy do rozwodu. Majątek wspólny zostanie podzielony po równo.

— Dobrze.

— Jest pani pewna swojej decyzji?

Wiktoria przytaknęła.

— Absolutnie.

Dokumenty zostały złożone tego samego dnia. Igor otrzymał powiadomienie trzy dni później. Zadzwonił do Wiktorii i krzyczał do telefonu.

— Naprawdę złożyłaś pozew o rozwód?!

— Tak.

— Przez kolację?!

— Przez wiele lat braku szacunku.

— Wika, oszalałaś!

— Nie. Po prostu zrozumiałam, że zasługuję na więcej.

Wiktoria się rozłączyła. Nie odbierała już telefonów od męża. Raisa próbowała przyjść do Leny, ale przyjaciółka nie otworzyła drzwi. Teściowa stała na korytarzu i krzyczała, że Wiktoria zrujnowała życie jej synowi. Wiktoria nie wyszła.

Sprawa rozwodowa trwała kilka miesięcy. Igor próbował ją przeciągać i nie chciał zgodzić się na podział majątku. Ale prawnik Wiktorii był doświadczony i wszystko załatwił. Mieszkanie zostało sprzedane, a pieniądze podzielone sprawiedliwie. Wiktoria wzięła swoją część i wynajęła kawalerkę w innej dzielnicy.

Igor kilka razy próbował spotkać się z byłą żoną. Pisał do niej i dzwonił. Wiktoria nie odpowiadała. Pewnego dnia czekał na nią przed jej domem. Wiktoria wyszła i zobaczyła go.

— Wika, porozmawiajmy.

— Nie mamy o czym rozmawiać.

— Wybacz mi. Byłem idiotą.

Wiktoria spojrzała na byłego męża.

— Igor, ty nie byłeś idiotą. Po prostu mnie nie szanowałeś. A ja mam już dość bycia człowiekiem drugiej kategorii.

— Zmienię się!

— Za późno.

Obeszła go i poszła dalej. Igor nie poszedł za nią. Został tam, gdzie stał.

Minęło sześć miesięcy. Wiktoria znalazła nową pracę i poznała nowych ludzi. Życie stało się spokojniejsze, bez ciągłej krytyki i upokorzeń. Pewnego dnia w kawiarni spotkała znajomą Raisy. Kobieta podeszła do jej stolika.

— Wiktoria? Co za przypadek!

— Dzień dobry, Wiero Pawłowno.

— Jak się masz? Słyszałam, że ty i Igor się rozwiedliście.

— Tak.

Wiera usiadła naprzeciwko niej.

— Raisa do dziś nie może się uspokoić. Mówi, że to ty zniszczyłaś rodzinę.

Wiktoria lekko się uśmiechnęła.

— Rodzinę niszczy ten, kto nie potrafi okazać szacunku.

— Mówisz o Igorze?

— O nim i o jego matce.

Wiera skinęła głową.

— Wiesz, ja zawsze mówiłam Raisie, że za bardzo rozpieszcza syna. Ale ona nie słuchała. I oto mamy efekt.

— Co masz na myśli?

— Igor jest sam. Kobiety od niego uciekają. Ostatnio spotykał się z jakąś dziewczyną — odeszła po miesiącu. Powiedziała, że nie chce być służącą.

Wiktoria dopiła kawę.

— Czyli niczego się nie nauczył.

— Najwyraźniej nie.

Pożegnały się. Wiktoria wyszła z kawiarni, idąc i rozmyślając. Igor nadal nie zrozumiał, że był w błędzie. Raisa wciąż uważała, że ma rację. A Wiktoria po prostu żyła swoim życiem — bez upokorzeń i bez braku szacunku.

Tego wieczoru Wiktoria wróciła do domu. Przygotowała sobie kolację i usiadła do stołu. Jadła powoli, delektując się ciszą. Nikt nie mówił jej, kiedy ma usiąść. Nikt nie kazał jej czekać, aż inni skończą. Wiktoria była panią własnego życia. I była to najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęła.

Rok później Wiktoria poznała Andrieja. Był uprzejmy i troskliwy. Szanował jej zdanie, pomagał w domu i nigdy jej nie poniżał. Spotykali się przez pół roku, a potem Andriej się jej oświadczył. Wiktoria się zgodziła.

Ślub był skromny, tylko dla najbliższych. Wiktoria była szczęśliwa. Andriej udowodnił, że mężczyzna może być prawdziwym mężczyzną i jednocześnie szanować kobietę; że może być kochającym synem, a mimo to stawiać żonę na pierwszym miejscu.

Tymczasem Igor nadal był sam. Raisa wciąż go niańczyła — gotowała i sprzątała za niego. Igor mieszkał z matką i pracował, ale jego życie osobiste się nie układało. Każda jego nowa partnerka odchodziła, nie mogąc znieść związku z mężczyzną, który nie potrafił szanować innych.

Czasami Wiktoria wracała myślami do przeszłości. Ale niczego nie żałowała. Ten wieczór, kiedy Igor powiedział, że on i jego matka zjedzą pierwsi, był punktem zwrotnym. Wiktoria zrozumiała wtedy, że nie chce już być we własnym domu osobą, której każe się siadać do stołu na końcu. I odeszła. Bez krzyków i scen. Po prostu odeszła i zaczęła nowe życie.

Życie, w którym była szanowana. Życie, w którym to ona była na pierwszym miejscu. Życie, na jakie zasługiwała.